"Sztuka Polska lat 70. Awangarda"
Łukasz Ronduda, Piotr Uklański
Wyd. CSW Warszawa 2009
Ocena 6/6



Tył ludzkiej głowy szczelnie owiniętej złotą folią na tle nagich piersi – to kadr z dwuminutowego, niemego filmu Marka Koniecznego z 1975 roku. I główny motyw okładki „Sztuki Polskiej Lat 70. Awangardy”, obiecujący to wszystko, co znalazło się w środku opracowania: erotykę, trochę oldskulowy glamour i kompletnie niekanoniczne podejście do sztuki sprzed czterech dekad. Po mocnym uderzeniu napięcie tylko rośnie: w kilkusetstronicowym opracowaniu zamknięto eseje o twórczości m.in. Zbigniewa Warpechowskiego, Ewy Partum, Natalii LL oraz wielkie, nierzadko dwustronicowe reprodukcje ich prac. I znów oglądamy wyestetyzowane, trochę fetyszystyczne kadry, nijak nie przystające do tego, jak do tej pory pokazywało się polską sztukę lat 70. – jako czas wykalkulowanych intelektualnych eksperymentów powstających w warunkach uciśnienia, w szarej reżimowej rzeczywistości.

Ten wydawniczy cymes ma dwóch ojców. Pierwszym jest Łukasz Ronduda, kurator z CSW Zamek Ujazdowski, który przez osiem lat prowadził badania nad polską sztuką lat 70; prowadził rozmowy i wgryzał się w dokumentację. W tekstach Rondudy nie znalazło się nic, co mogłoby wskazywać żmudność badawczego procesu – dostajemy materiał konsekwentnie przycięty do doskonałych, anegdotycznych historii i krótkich opisów prac, bez teoretyzowania i potoczystej krytycznej nowomowy. Gdyby w Polsce w latach 70. jakimś zrządzeniem losu ukazywał brytyjski magazyn „Hello!”, piszący wyłącznie o artystach, mógłby przypominać to, co opracował Ronduda. W centrum zainteresowania znalazły się osoby, później ich strategie, na samym końcu kategorie sztuki. Ta struktura zainteresowań odtwarza zresztą główną tezę książki – polska produkcja artystyczna lat 70. konsekwentnie otwierała się na rzeczywistość, była bliska życiu, a nie tylko opierała się na konceptualnych wygibasach.


Tyle tekst. Za koncepcję wydawniczą albumu, opracowanie i układ reprodukcji zabrał się sam Piotr Uklański – uczeń Marka Koniecznego i Zbigniewa Warpechowskiego. I tu dopiero zaczyna się jazda bez trzymanki. Uklański nie tylko zaserwował czytelnikowi kalejdoskop erotycznych zdjęć, świetnych portretów, wycinków z prasy i plakatów, ale też zamienił „Sztukę polską lat 70. Awangardę” w znacznie więcej niż naukowe opracowanie. W albumie odnajdziemy nie tylko reprodukcje prac i materiałów dokumentalnych, ale też brawurowe wprowadzenie ich kontekstów. Oto na przykład obok portretów Pawła Freislera i zdjęć artysty przy pracy znajdziemy cukierkowe prasowe fotosy Jean-Paula Belmondo i Wiesława Gołasa, których Freisler - jak sam twierdził - pozyskał do współpracy przy swoich projektach. Podobnych wiców jest w albumie więcej.

„Sztuka lat 70. Awangarda” ma potencjał ikoniczny. Przywraca polskiej sztuce pełnokrwiste postaci, poszerza kilkuosobowy panteon wielkich i rozpoznawalnych artystów okresu PRL. Ale to nie tylko drobiazgowe wypełnienie dziury w polskiej historii sztuki i wykreowanie nowych idoli. Album Rondudy można czytać wielu poziomach – jako zbiór kapitalnych opowieści o bohemie, jako dokładne opisanie postaw grupy, która inspirowała twórczość współczesnych tuzów sztuki, z Uklańskim na czele, a także – jak uświadomili mi moi koledzy i koleżanki z redakcji – jako zbiór fotografii erotycznych, przy których zdjęcia Helmuta Newtona są bardzo, bardzo niewinną igraszką.