Drogi czytelniku, jeśli jesteś fanem rocka lub/i jazzu i wybierasz się na występ ulubionego wykonawcy, nie czekaj na ostatnią chwilę. Zapożycz się i kup bilety już dziś, bo za kilka dni może być za późno. W tym roku wejściówki sprzedają się u nas jak świeże bułeczki.

Październikowe i listopadowe koncerty Marilyna Masona, Casandry Wilson, grup Alice in Chains, Gossip i Rammstein zostały wyprzedane na pniu, mimo że wstęp nie był tani. Rekordowe przebicie miały wejściówki na Alice in Chains. Bilety na koncert amerykańskich grunge’owców w warszawskim klubie Stodoła, mogącym pomieścić około dwóch tysięcy widzów, kosztowały po 143 zł, ale rozeszły się błyskawicznie. Kto się spóźnił, mógł licytować w internetowych portalach aukcyjnych, gdzie ceny przekraczały 500 złotych!

Podobne szaleństwo towarzyszyło koncertowi niemieckiej formacji Rammstein, która zagrała 27 listopada w katowickim Spodku. Mimo że hala mogła pomieścić ponad dziesięć tysięcy widzów, biletów (165-385 zł) zabrakło w miesiąc po starcie sprzedaży, która rozpoczęła się już 12 czerwca.

Błyskawicznie wyprzedają się też występy rodzimych gwiazd. ainteresowanie stołecznymi koncertami zespołu Kult w ramach trasy promującej album "Hurra" było tak duże, że artyści dali w Stodole trzy koncerty zamiast planowanych dwóch. Rzecz będzie jeszcze bardziej wyjątkowa, jeśli uświadomimy sobie, że grupa Kazika Staszewskiego to jedna z najbardziej warszawskich gwiazd polskiego rocka, która często koncertuje w rodzinnym mieście, nierzadko na imprezach niebiletowanych.




Nie tylko Warszawa

Nic więc dziwnego, że internetowe portale specjalizujące się w kolportażu biletów odnotowały zwiększone obroty. "Porównując najnowsze statystyki z zeszłorocznymi, wyraźnie widać tendencję wzrostową. Średnio sprzedaż biletów podniosła się o 50 procent" - powiedziała nam Iwona Lisowska, PR & Marketing Manager Ticket Online.

Serwis odnotował też wzrost sprzedaży biletów na spektakle teatralne, ale głównie takie, w których występują znani aktorzy. "Szybko wyprzedają się przedstawienia z głośnymi nazwiskami, takie jak "Klub hipochondryków" z Malajkatem i Zamachowskim czy "Czego nie widać" z Jandą i Krukówną" - dodaje Lisowska.

Więcej zarobiły też agencje koncertowe. "Nie potrafię podać procentowej różnicy w sprzedaży biletów względem zeszłego roku, ale wzrost widać gołym okiem. Wyprzedaliśmy w tym roku kilkanaście imprez w tym, co nas zaskoczyło, także poza Warszawą. Nie jesteśmy już krajem jednego koncertu" - dodał Łukasz Minta z Go Ahead, które sprowadziło do Polski m.in. grupy Editors, Archive i Gogol Bordello.

Frekwencyjny boom po części wynika z atrakcyjnej oferty - pierwszoligowe gwiazdy nareszcie uznały, że Polska jest atrakcyjnym rynkiem i ważnym punktem na międzynarodowej mapie koncertowej. Wysyp topowych wykonawców zaowocował też szlachetnym snobizmem - uczestnictwo w koncertach stało się po prostu modne. Co ciekawe, fanów nie odstraszyły podwyżki cen biletów. W Polsce są one nieco droższe niż w innych krajach UE (wstęp na koncert zagranicznej gwiazdy u nas kosztuje od 80 złotych wzwyż).


Cały naród w kinie

Optymizmem napawają też najnowsze dane z branży kinowej. Gorsza koniunktura w gospodarce nie wystraszyła amatorów seansów na wielkim ekranie. Z podsumowania opublikowanego przez serwis Boxoffice.pl wynika, że w pierwszym półroczu do polskich kin wybrało się aż 19,8 mln widzów, którzy zostawili w kasach prawie 332 mln zł. Dla porównania w analogicznym okresie 2008 roku kiniarze rozprowadzili 17,1 mln biletów i zarobili 272,4 mln zł. Tu również na frekwencję nie miała wpływu podwyżka - statystycznie wstęp podrożał z 15,4 do 17 zł.

Realna wydaje się prognoza zakładająca rekordowy wynik sprzedaży. Kiniarze szacują, że w tym roku upłynnią aż 38 mln biletów. Statystycznie więc na każdego Polaka przypadnie jedna wyjściówka. Co prawda nadal będzie nam daleko do europejskiego prymusa, którym jest Islandia (wyspiarze chodzą do kina średnio 4,76 razy w roku), ale jest się z czego cieszyć. Po raz ostatni Polacy tak często odwiedzali przybytki X muzy w czasach PRL.

"Przemysł kinowy przeżywa bardzo dobry okres. Widzowie chodzą do kin, żeby oderwać się od kryzysowej codzienności, która bije z gazet, telewizji i radia. Coraz szerzej wykorzystywana technologia 3D i cyfryzacja kin sprawiają, że są one coraz bardziej atrakcyjne i jednocześnie dostarczają widzom większej palety doznań" - mówi Tomasz Jagiełło, prezes Centrum Filmowego Helios, trzeciego gracza na rynku multipleksów (ok. 25 procent udziału), którego wartość szacowana jest na 471 mln zł.

Nic więc dziwnego, że w branży ciągle pojawiają się spektakularne inwestycje.


Pora na megapleksy

Tydzień temu Cinema City International (potentat na naszym rynku - 28 multipleksów w 17 miastach) otworzył w Krakowie megapleks. Cinema City Bonarka jest największym kinem w Polsce. Podwawelski obiekt ma salę na blisko 3300 miejsc, wyposażony jest w dwadzieścia ekranów i cztery projektory cyfrowe. Spółka, która sprzedała w ubiegłym roku 12,6 mln biletów, planuje kolejne inwestycje. W ciągu trzech lat otworzy nowe multipleksy w Łodzi, Toruniu i Kielcach. Gruszek w popiele nie zasypia konkurencja. Jutro w Galerii Malta zainauguruje działalność trzecie poznańskie Multikino.

Dobra kondycja przemysłu kinowego i estradowego przekonuje, że z regresem gospodarczym najlepiej radzą sobie branże uwolnione spod kurateli państwa. I przekonuje, że wbrew obiegowym opiniom w dobie kryzysu Polak nie rezygnuje z uczestnictwa w kulturze.