"Ogniem i mieczem"
PC, Snowberry Connection/Sicz, dystr. CD Projekt, napisy pol., 12+, 79,90 zł
Satysfakcja: 7
Grafika: 5
Dźwięk: 9



Jeśli dołączymy do dzielnych obrońców Częstochowy i Najświętszej Panienki, do tak przezacnych kompanów jak słynny z konceptu pan Zagłoba, Mały Rycerz czy imć Andrzej Kmicic, da Bóg, podbijemy carską Ruś i spalimy Moskwę. I wrócimy pod lipę z nadobną ruską branką o lnianym warkoczu, wleczoną przy siodle na powrozie, by podbój militarny przypieczętować biologiczną inwazją na wrażą pulę genów. Kontrowersyjna reklama „Ogniem i mieczem” trafia jednak w punkt. Niejeden XXI-wieczny Lach chętnie by napisał historię na nowo, nie dopuszczając do upadku sarmackiej potęgi. Ogniem i mieczem.

Mamy zatem wreszcie grę szytą na miarę naszego poczucia historycznej krzywdy i skrywanego pragnienia rewanżu. Na miarę naszej ślepej, bezwarunkowej miłości do mitu Polski potężnej, decydującej o kształcie Europy i przedsionka Azji, Rzeczypospolitej z gawęd autora Trylogii podkolorowanych ku pokrzepieniu serc. Jakże dającym do myślenia znakiem czasu jest zatem, że grę „Ogniem i mieczem” stworzyli dla nas Rosjanie i Ukraińcy, w dodatku z własnej inicjatywy. W rzeczy samej zaangażowani w ów projekt byli wszyscy główni gracze tamtej historycznej zawieruchy. Oprócz nas i sąsiadów ze Wschodu także Turcy i Szwedzi.


To niejedyny powód, dla którego „Ogniem i mieczem” jest ciekawym zjawiskiem kulturowym. Mającą dziś polską premierę grę Rosjanie ze Snowberry Connection i Ukraińcy ze studia Sicz zbudowali na bazie największej niespodzianki ubiegłego roku: „Mount & Blade”. Już sama geneza powstania tego tytułu jest fascynująca. W czasach gdy wydatki na stworzenie gry nierzadko przewyższają budżety hollywoodzkich superprodukcji, „Mount & Blade” osiągnęło renomę i sukces rynkowy, mimo że jest dziełem pary skromnych pasjonatów – tureckiego małżeństwa Armağana i Ipek Yavuzów. „Mount & Blade”, oryginalna fuzja gatunków (akcja, RPG, strategia), stała się fenomenem już na etapie produkcji. Podczas otwartych testów kreacja Turków zrobiła tak dobre wrażenie na rozsianych po całym świecie amatorach ambitnych, niesztampowych wyzwań, że jeszcze przed premierą przygotowali dla niej dosłownie setki modów – nieautoryzowanych modyfikacji danego tytułu, niejednokrotnie głęboko zmieniających charakter rozgrywki.

W Polsce społeczność miłośników „Mount & Blade”, znacząco liczna i prężna, również włączyła się w tworzenie modyfikacji. Powstaje nawet mod „With Fire and Sword” – czyli „Ogniem i mieczem” – nad którym prace zaczęły się jeszcze wtedy, gdy plan wydania oficjalnej gry o tym tytule był tajemnicą. Ta koincydencja nie dziwi. Wśród amatorów„M&B” nie brak pasjonatów XVII-wiecznej Rzeczypospolitej.


Rodzimi miłośnicy „M&B”, jak i hobbyści zainteresowani tym okresem w polskiej historii pomogli CD Projektowi nadać grze odpowiedni szlif, by oddać ducha epoki. Tłumaczenie redagował historyk i pisarz Jacek Komuda, autor licznych easternów osadzonych w dawnej Rzeczypospolitej, dzięki czemu język jest jędrny i wiarygodny. Grając po stronie jedynie słusznej, spotkamy na swej drodze zarówno bohaterów Sienkiewicza, ale i Aleksandra Dumasa – choć akurat dla poddanych króla Francji więcej miejsca przewidziano w kampanii ku chwale Szwecji. Rewelacyjnie dobrano muzykę, szczególnie pięknie brzmią tradycyjne rosyjskie i ukraińskie dumki.

„Ogniem i mieczem”, mimo że nie traktuje, jak „M&B”, o średniowiecznych zmaganiach rycerskich, zachowuje podstawowe cechy tamtej gry. Liczba parametrów opisujących prowadzonego przez nas bohatera jest imponująca i zadowoli największych ortodoksów mechaniki RPG. Siła, zręczność, intelekt i charyzma jako cechy podstawowe, dwadzieścia cztery cechy poboczne, w tym sprawność w strzelaniu z siodła, maksymalna liczba osób, które można zwerbować do oddziału lub wziąć w jasyr po wygranej potyczce, oddzielnie rozwijane sprawności w posługiwaniu się różnymi rodzajami broni dystansowej i białej, samopały, zbroje, piki czy szable o najrozmaitszych parametrach – opcji rzeźbienia postaci jest multum.


Dobrze zaprojektowano walkę pieszą i z siodła, która jest solą tej gry. Według Jacka Komudy, towarzysza chorągwi pancernej tworzonej przez pasjonatów rekonstruujących tamten okres w historii, zarówno sama jazda wierzchem, jak i realia bitew konnicy wypadły wiarygodnie. Czekają nas wielkie starcia z udziałem kilkuset jeźdźców (dla wytrwałych – husaria!), ale zaczynamy skromnie, jako samotny przybysz znikąd. Z czasem dołączą do nas żądni przygody kompani o awanturniczych życiorysach, będziemy mogli też werbować bezimiennych żołnierzy zaciężnych różnych specjalizacji. Gdy zdobędziemy sławę i przychylność możnych, wykonując najróżniejsze przygodne misje – gra zapewnia olbrzymią swobodę i mrowie możliwości – kto wie, może przyjmie nas na służbę jakiś wielki pan? Obdarzy włościami i zaszczytami? A może czeka nas jeszcze większa kariera? Na koń, bracia szlachta! Rzeczpospolita wzywa!