DAVID LYNCH
Rondo Sztuki, Katowice
do 5 stycznia
Ocena: 4/6



Nie należy specjalnie ufać wybitnym filmowcom, którzy próbują swoich sił w innych dziedzinach sztuki. Z reguły to odskocznia od celuloidowej codzienności, niewiele znacząca i najczęściej pozbawiona oryginalności. Wystawa litografii i zdjęć Davida Lyncha zaskakuje tym bardziej, że literackie wprawki twórcy „Miasteczka Twin Peaks” były sporym rozczarowaniem. I choć wielkiej sztuki na katowickiej ekspozycji nie znajdziemy, zbiór jest cennym uzupełnieniem filmowych dokonań Lyncha. Tym bardziej że pokazuje naprawdę różne oblicza jego artystycznej działalności – zarówno jako autora, który nadaje realny kształt najgorszym koszmarom, jak i lirycznego obserwatora rzeczywistości potrafiącego odnaleźć piękno w zakamarkach zrujnowanych fabryk.

Rondo Sztuki pewnie spodobało się Lynchowi, który gościł na wernisażu wystawy. W samym centrum Katowic, w cieniu Spodka i peerelowskich wieżowców, wyrasta nowoczesny stalowo-szklany pawilon, w którym obok kiosku Ruchu i siedziby katowickiego ZTM znalazło się miejsce dla przestronnej galerii. Rondo gościło już m.in. wystawy Mikołaja Długosza i Rolanda Topora, ale nie ogranicza się bynajmniej do pokazywania sztuki – to także miejsce alternatywnych koncertów i spotkań z pisarzami. Ale bez wątpienia David Lynch to największa gwiazda, jaka pojawiła się w murach młodej galerii.


Na towarzyszącej festiwalowi Ars Cameralis wystawie można zobaczyć cykle fotograficzne i krótkometrażowe filmy reżysera, ale przeważają czarno-białe litografie. Litografia to technika żmudna, wymagająca pracochłonnego wytrawiania matrycy rysunku w kamieniu. Ale jej ostentacyjna wręcz nienowoczesność idealnie pasuje do dominującej w twórczości Lyncha tematyki – ożywionych na papierze sennych koszmarów, dziwacznych postaci, surrealistycznych sytuacji, absurdalnych skojarzeń.

Graficzne prace reżysera są niejako przedłużeniem jego filmów. Pojawiające się na nich postaci takie jak „Kobieta o pamięci lalki” mogłyby z powodzeniem znaleźć się w scenariuszach „Miasteczka Twin Peaks” albo „Głowy do wycierania”. Łączące grozę z nieco naiwną, jakby dziecięcą wyobraźnią reżysera obrazy przywodzą także na myśl filmy Tima Burtona (którego pasją również jest sztuka – jego prace pokazuje obecnie m.in. nowojorska MoMA). Widać tu także fascynację niemieckim ekspresjonizmem, malarstwem Oskara Kokoschki, dokonaniami surrealistów, a nawet mrocznymi baśniami braci Grimm, może za bardzo podkręconymi postfreudowską psychoanalizą.


Znając twórczość reżysera „Blue Velvet”, niby wiadomo, czego po katowickiej wystawie się spodziewać. Ale Lynch potrafi też zaskakiwać – tak jak odcinającym się od reszty prac cyklem „The Paris Suite”, przypominającym abstrakcyjne prace Joana Miró czy seriami fotografii: „Distorted Nudes” i „Women and Factories” – ten ostatni cykl powstawał podczas licznych pobytów reżysera w Łodzi. Lynch zresztą lubi bawić się fotografią – z jednej strony portretuje niszczejące fabryki, szukając natchnienia w opuszczonych przez ludzi miejscach, z drugiej – przetwarza w Photoshopie dziewiętnastowieczne zdjęcia kobiet, do nostalgicznych, a czasem frywolnych obrazków wprowadzając budzące niepokój elementy, deformujące ciała uwiecznionych na kliszy dam.

Oczywiście największym magnesem przyciągającym widzów do Ronda Sztuki jest nazwisko Lyncha (który był zresztą obecny w Katowicach na wernisażu wystawy). Gdyby pokazywane tam prace wyszły spod ręki innego twórcy, prawdopodobnie pozostałyby niezauważone. W połączeniu z filmowymi dokonaniami Lyncha sprawiają jednak wrażenie sztuki szczerej, może nieco prymitywnej, ale nie nastawionej na komercyjny sukces. Jakby Lynchowi nie wystarczała już taśma filmowa, by oswoić własne lęki i fobie.