PLUSY

„How it is” Mirosława Bałki w Hali Turbin

Nieprzypadkowo wzmianki o gigantycznym metalowym kontenerze, który Bałka wstawił do Hali Turbin w Tate Modern pojawiają się aż na trzech stronach tego numeru „Kultury”. Tak spektakularnego i publicznie uznanego sukcesu polska kultura nie zanotowała od czasu Oscara dla Andrzeja Wajdy – przy czym Mirosław Bałka doskonale mówi po angielsku. Instalacja „How it is”, nazwana przez „The Times” najlepszą pracą wykonaną dla Hali Turbin, pokazywana będzie nad Tamizą przez okrągłe pół roku. Przez tyle czasu nazwisko Bałki wieńczyć będzie fasadę jednej z najbardziej prestiżowych instytucji sztuki. Wielki plus nie tylko za efektowny transfer do świata wielkich i rozpoznawalnych, ale też za samą pracę – to kawał świetnej, niejednoznacznej i inteligentnej sztuki.


„Prace 1981 – 2008” Zbigniewa Libery w Zachęcie

Po latach chudych, zapoczątkowanych skandalem wokół pracy „Lego. Obóz koncentracyjny” i niedopuszczeniem jej do pokazania w 1997 roku na Biennale w Wenecji, Zbigniew Libera powraca w doskonałym stylu. W Zachęcie obejrzeć można nie tylko jego głośne prace z lat 90., ale też zapisy młodzieńczych poszukiwań. Pokaz to nie tyle przekrojowa prezentacja, ile pełnokrwisty portret jednej z najciekawszych osobowości w polskiej sztuce współczesnej. Odzyskanie Libery dla galeryjnego obiegu zawdzięczamy m.in. zmasowanym działaniom promocyjnym wokół rodzimej sztuki lat 70. i 80., prowadzonym przez Łukasza Rondudę, Piotra Uklańskiego, ale też warszawski Raster. Okazuje się, że polska sztuka najnowsza ma solidne podstawy.


„Younger Than Jesus” w New Museum w Nowym Jorku

To wydarzenie z matematycznym kluczem. Ponad 150 kuratorów i krytyków specjalnie dla nowojorskiego New Museum wyselekcjonowało 500 wyjątkowo obiecujących artystów, którzy nie ukończyli jeszcze 33. roku życia. Tę listę przycięto następnie do 50 nazwisk i okrzyknięto reprezentatywnym obrazem młodego pokolenia w sztuce. Z polskiego podwórka do ścisłej czołówki dotarli: Jakub Julian Ziółkowski, Wojciech Bąkowski i Anna Molska. Jeszcze dwa lata temu „Kultura” podpowiadała, że to na nich warto zwrócić uwagę, teraz stali się przedmiotem zainteresowania międzynarodowego grona ekspertów. Sukces w pełni zasłużony.


Park rzeźby na Bródnie

W kategoriach ilościowych Paweł Althamer powinien zająć pierwsze miejsce w tym zestawieniu. W tym roku za jego sprawą odbyły pochłaniające kosmiczne budżety złote loty (patrz poprzednia strona), z pompą odsłonięto też pomnik Gumy przed jedną z bram na ulicy Stalowej, dość chłodno przyjęty przez lokalną społeczność. Te inicjatywy zdecydowanie deklasuje najbardziej rozległy i najbardziej zorientowany na galeryjną sztukę eksperyment artysty – park Bródnowski. Za sprawą Althamera (a przy pomocy kilku instytucji, w tym Muzeum Sztuki Nowoczesnej) na 25 zielonych hektarach w środku blokowiska pojawiły się prace Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravanii, czyli pierwszego garnituru światowej sztuki. Nie na miesiąc albo kilka. Na zawsze. Niedawno rzeźba Eliassona, przypominająca zagrzebany w ziemi świetlisty kalejdoskop, została zaatakowana płytą chodnikową. Czyli sukces – sztuce znów udało się wzbudzić emocje.


„Wrzątkun” Macieja Sieńczyka

Drugi album komiksowy świetnego rysownika i jeszcze lepszego opowiadacza historii rozłożył nas na łopatki. Sieńczyk traktuje komiksowe medium umownie, ale potrafi doskonale wykorzystać jego schematy, by co chwila zaskakiwać, rozśmieszać, prowokować. I w przeciwieństwie do innych artystów, którzy okazyjnie zajmują się komiksem, nie analizuje – na szczęście – polskiej rzeczywistości. Stworzył swój własny świat, przypominający nieco przaśną peerelowską codzienność, ale zaludniony niezapomnianymi postaciami w rodzaju tańczącej małpki z Rogalina. Polski komiks ma się w ostatnich latach całkiem dobrze, ale Sieńczyk wpuścił do niego sporo świeżej krwi.


MINUSY

The Krasnals

Anonimowy kolektyw rozdający kuksańce polskim artystom i krytykom rośnie w siłę. W końcówce roku Krasnalsi zdobyli nawet nominację do Paszportów Polityki. Ich prace pokazuje też warszawski Skwer, w którym jeszcze niedawno prezentowano prace innego ekstremisty polskiej sztuki Igora Mitoraja. The Krasnals mogli być prawdziwym wentylem polskiej sztuki, jednak półtora roku po rozpoczęciu działalności kolektyw ciągle robi to samo – zasmarowuje płótna portretami ludzi sztuki, kultury i show-biznesu (od Piotra Uklańskiego po Mariusza Pudzianowskiego), opatrując je czasem zabawnymi, ale najczęściej wulgarnymi hasłami. Malarstwo się skończyło – uważają Krasnalsi, sami jednak produkują obrazy w zastraszającym tempie i z dużą łatwością. Jeśli w tej grupie drzemie krytyczny potencjał, to bardzo prosimy o jakiś bardziej trafny głos.


Raport o rynku dzieł sztuki

Opublikowany przed Kongresem Kultury Polskiej miał być rzeczową diagnozą rozwijającego się, mimo kryzysowego przestoju, rynku sztuki. Zamiast opisu i prognoz kierunków wzrostu dostaliśmy zbiór humorystycznych postulatów. Jako czynniki sprzyjające rozwojowi rynku sztuki wymieniono prostsze rozliczenia podatkowe dla artystów, łatwiejszy dostęp do pracowni i zapewnienie możliwości pracy w domach twórczych. To świetnie, że ktoś chce, żeby ludziom sztuki żyło się lepiej. Zadziwiające jednak, że nikomu nie przyszło do głowy, że wzrost produkcji artystycznej w zaciszach przytulnych pensjonatów (jeśli jakimś cudem udałoby się do niego doprowadzić) nie przekłada się na kolekcjonerskie możliwości i apetyty.