Tekst Anny Theiss to kolejny głos w debacie DGP nad stanem kultury narodowej po odzyskaniu niepodległości. Dotychczas zamieściliśmy artykuły Jacka Wakara (teatr), Michała Mendyka i Marcina Staniszewskiego (muzyka poważna i rozrywkowa), Wojtka Kałużyńskiego (film) i Piotra Kofty (literatura).


Dokładnie dwadzieścia lat temu w podziemnych garażach łódzkiego blokowiska Józef Robakowski zorganizował wystawę "Lochy Manhattanu". Swoje akcje pokazali Zbigniew Warpechowski – pionier performance’u, Wojciech Bruszewski i "dzicy", czyli artyści Gruppy. Wystawa miała być próbą podsumowania sztuki lat 80., pełnej demonstracyjnych gestów i politycznych kontekstów, była jedną z ważniejszych symbolicznych prób skomentowania przełomu. Towarzyszyła jej refleksja, że oto teraz sztuki wizualne zrobiły trudny skok w ciemność i że nie wiadomo, co czeka je po drugiej stronie lustra.

Dwie dekady po tamtej wystawie można już powiedzieć, że polskiej sztuce to przejście w nowy społeczny, polityczny i ekonomiczny wymiar się udało. Polska sztuka to rozpoznawalna marka, której wartość ciągle rośnie. W pierwszej trójjęzycznej edycji prestiżowego leksykonu współczesnej sztuki "Art Now" wydawnictwa Taschen, w 2001 roku nie był odnotowany żaden polski artysta; w drugiej wymieniono Wilhelma Sasnala; w trzeciej, z grudnia 2008, oprócz Sasnala znalazły się sylwetki: Piotra Uklańskiego, Pauliny Ołowskiej, Pawła Althamera. Nawet gdy w 2008 roku światowy rynek sztuki załamuje się, kolejni artyści znajdują drogę do światowej ekstraklasy, tak jak Mirosław Bałka, któremu pracę zleca prestiżowe londyńskie Tate Modern. W siłę rosną prywatne galerie, z powodzeniem reprezentujące polskich artystów na Zachodzie, ich stoiska można znaleźć targach w Bazylei i Miami.


Na tę całkiem niezłą kondycję polska sztuka pracowała kilkanaście lat. Zanim zaczęliśmy przyzwyczajać się, że sztuce warto się przyglądać, że to nie jest zajawka dla wybranych, musiało dokonać się kilka wielkich zmian.



Wolta pod ciężarem

Pierwszą woltą były narodziny nowej sztuki krytycznej - bezpośrednia odpowiedź na nowe warunki społeczne, na ciężar odzyskanej wolności. Krytycznej, czyli burzącej nawyki, ujawniającej powierzchowność gestów, relacje władzy, wiążącej się ze sztuką ciała i object art. Takim językiem posługiwali się w latach 90. m.in. Katarzyna Kozyra, Alicja Żebrowska, Artura Żmijewski, Zbigniew Libera, Grzegorz Klaman. Odarte z zasłon pokazywanie nagości, umierania, kalectwa było dla widzów i krytyków nową, często niezrozumiałą jakością, a kanoniczne wystawy sztuki tego nurtu "Idee poza ideologią" (1993) i "Antyciała" (1995) w warszawskim CSW Zamek Ujazdowski przyjęto raczej chłodno - zarzucano im epatowanie cielesnością i łatwe skandalizowanie. Ale to właśnie sztuka krytyczna wyrwała polską sztukę z odrętwienia, uaktualniła ją i potwierdziła jej możliwość reakcji.

Kolejna zmiana to ta ściśle związana z wejściem sztuki w wolny rynek - pojawienie się małych, niezależnych, ale prężnie działających galerii. Najlepsze przykłady - warszawski Raster, zrazu działający jako świetlica sztuki, w której przy grze w piłkarzyki mogą spotkać się znajomi, dziś niemal kombinat, który w ubiegłym roku sprzedał Tate "Jak tresuje się dziewczynki" Zbigniewa Libery, albo Fundacja Galerii Foksal, najsprawniej działający think-thank promujący i sprzedający tuzy polskiej sztuki: od Moniki Sosnowskiej przez Artura Żmijewskiego po Pawła Althamera. Tuż za nimi kroczą następcy: warszawska galeria Czarna, poznańska galeria Pies, warszawska galeria Leto i inne. Rozwój prywatnych galerii zbiegł się z narodzinami nowej klasy menedżerów sztuki, których umiemy nawet eksportować.


Największą kuźnią talentów okazała się Fundacja Galerii Foksal - wywodzący się z niej Adam Szymczyk kieruje Kunsthalle w Bazylei, Joanna Mytkowska pracowała jako kuratorka w Centre Pompidou.



Sasnal superstar

Jeszcze jedno wydarzenie, które ukształtowało najnowszą krajową sztukę, to boom na malarstwo - najlepsze, co mogło się zdarzyć polskim wizualiom w drugiej połowie lat 90. Wtedy właśnie malarze grupy Ładnie - przede wszystkim Marcin Maciejowski, Rafał Bujnowski oraz Wilhelm Sasnal - złapali falę. Malowane w popbanalistycznej konwencji obrazy komentujące polską przaśną rzeczywistość były zrozumiałe, a przy tym inteligentne i po prostu nowe.

Szybko podbiły popularną wyobraźnię - zaczęły pojawiać się w modnych knajpach i gazetach - i rynek, przede wszystkim zagraniczny. Później, już na własną rękę, artyści kontynuowali sukcesy, Pod koniec lat 90. w krakowskiej galerii Zderzak prace Sasnala kosztowały kilkaset złotych, w 2007 roku jego "Samoloty" Christie’s sprzedało za prawie 400 tys. dol. To legendarne przebicie postawiło poprzeczkę wysoko - od sztuki zaczęto oczekiwać konkretnych zysków, pojawiła się też nowa, trochę nieśmiała, grupa kolekcjonerów.




Skandale i schizofrenia

Polskiej sztuki ostatnich 20 lat nie ominęły też skandale. Najbardziej spektakularne - proces Doroty Nieznalskiej, atak na rzeźbę Marizio Cattelana w Zachęcie, zniszczenie pracy "Naziści" Piotra Uklańskiego. Można spojrzeć na nie jako na dowód, że sztuce udało się nadążyć za rzeczywistością, wywołać reakcję, odnieść się do aktualnych problemów, że nie oderwała się ona od życia.

Tak wygląda sukces i zmiana rozłożone na czynniki pierwsze. Ale nie należy popadać w przesadny zachwyt. Polska sztuka cierpi na zauważalną schizofrenię - mamy świetnych artystów, dobrą produkcję artystyczną, ale polskie instytucje sztuki mocno krępuje duch poprzedniej epoki - nie udało się jeszcze zgromadzić i publicznie zaprezentować dużej kolekcji współczesnej sztuki, warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej działa w tymczasowej siedzibie, trwają dyskusje, jak podzielić zakres kompetencji między wielkimi galeriami, które dublują swoje działania. Teraz przyjdzie jej się z tymi duchami ostatecznie zmierzyć.