Dziennik.plKultura

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 24°C

Miał misję ratowania efemerycznych działań

2010-01-10 | Ostatnia aktualizacja: 21:15 | Komentarze: 0 | skomentuj

Duet KwieKulik miał misję ratowania efemerycznych działań, nie tylko własnych, ale też innych artystów. Tak powstało archiwum slajdów, filmów i tekstów. O tym, jak pracuje się z takimi materiałami, po co do nich wracać i czy mogą być one inspiracją dla indywidualnych działań opowiada nam Zofia Kulik.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Rozmawiamy w pani domu w podwarszawskich Łomiankach. W tych pokojach na co dzień mieści się archiwum KwieKulik. Losy KwieKulik też są mocno związane z tym miejscem. To tutaj duet przestał istnieć.
Zofia Kulik: Kupiłam ten dom w 1982 roku. Był stan wojenny, luty. Od grudnia 1981 intensywnie szukałam w gazetach ogłoszenia o sprzedaży czegoś gotowego do zamieszkania. Znalazłam to miejsce, było wtedy w opłakanym stanie. Bez bieżącej wody, z „sławojką” w ogrodzie, z dziurawym dachem, tak że gdy padał deszcz, woda lała się aż do piwnicy. Przez 6 lat trwał morderczy czas remontu, wraz z Kwiekiem w zasadzie nie wychodziliśmy wtedy z roboczych drelichowych ubrań, kursowaliśmy maluchem między Warszawą a Łomiankami. Cegły, pustaki, tregry, rury, złączki, keramzyt – to były słowa używane codziennie. Z Warszawy musiałam się wynieść, psychicznie nie wytrzymywałam już mieszkania na Pradze, przy Targowej, okolic Dworca Wileńskiego i Bazaru Różyckiego. Wielu artystów „emigruje” dzisiaj do tej dzielnicy, ale wtedy to było miejsce okropne. Samo mieszkanie było w porządku, tyle że my sami skazaliśmy się na złe warunki.

Złe czyli jakie?
To było duże przedwojenne mieszkanie, mieszkała tam liczna rodzina Kwieka, w porywach liczyła ponad 10 osób. Wspólna kuchnia, łazienka. Tak zwany dom otwarty, rodzaj komuny, toczyło się tam bujne życie towarzyskie. Zamieniliśmy jeden z dwóch naszych pokoi na publiczną galerię-pracownię. Upchaliśmy prywatne rzeczy w zakamarkach mieszkania. Na przykład ja nie spałam na tapczanie, ale miałam specjalną deskę i materac ułożone na dwóch szafach – wchodziłam tam po drabinie. Do tego dochodziło otoczenie – coś śmierdziało z podwórka, było słychać pracę agregatów sklepowych, hałas tranzytowej ulicy. Zrobiliśmy pracę na ten temat - „Koło KwieKulik”, osiem fotografii dokumentowało osiem sytuacji tego otoczenia.

rozmawiała Anna Theiss
Źródło: dziennik.pl
12345następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«