Miał misję ratowania efemerycznych działań
Duet KwieKulik miał misję ratowania efemerycznych działań, nie tylko własnych, ale też innych artystów. Tak powstało archiwum slajdów, filmów i tekstów. O tym, jak pracuje się z takimi materiałami, po co do nich wracać i czy mogą być one inspiracją dla indywidualnych działań opowiada nam Zofia Kulik.
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Rozmawiamy w pani domu w podwarszawskich Łomiankach. W tych pokojach na co dzień mieści się archiwum KwieKulik. Losy KwieKulik też są mocno związane z tym miejscem. To tutaj duet
przestał istnieć.
Zofia Kulik: Kupiłam ten dom w 1982 roku. Był stan wojenny, luty. Od grudnia 1981 intensywnie szukałam w gazetach ogłoszenia o sprzedaży czegoś gotowego do zamieszkania. Znalazłam to
miejsce, było wtedy w opłakanym stanie. Bez bieżącej wody, z „sławojką” w ogrodzie, z dziurawym dachem, tak że gdy padał deszcz, woda lała się aż do piwnicy. Przez 6
lat trwał morderczy czas remontu, wraz z Kwiekiem w zasadzie nie wychodziliśmy wtedy z roboczych drelichowych ubrań, kursowaliśmy maluchem między Warszawą a Łomiankami. Cegły, pustaki,
tregry, rury, złączki, keramzyt – to były słowa używane codziennie. Z Warszawy musiałam się wynieść, psychicznie nie wytrzymywałam już mieszkania na Pradze, przy Targowej, okolic
Dworca Wileńskiego i Bazaru Różyckiego. Wielu artystów „emigruje” dzisiaj do tej dzielnicy, ale wtedy to było miejsce okropne. Samo mieszkanie było w porządku, tyle że my
sami skazaliśmy się na złe warunki.
Złe czyli jakie?
To było duże przedwojenne mieszkanie, mieszkała tam liczna rodzina Kwieka, w porywach liczyła ponad 10 osób. Wspólna kuchnia, łazienka. Tak zwany dom otwarty, rodzaj komuny, toczyło się tam
bujne życie towarzyskie. Zamieniliśmy jeden z dwóch naszych pokoi na publiczną galerię-pracownię. Upchaliśmy prywatne rzeczy w zakamarkach mieszkania. Na przykład ja nie spałam na tapczanie,
ale miałam specjalną deskę i materac ułożone na dwóch szafach – wchodziłam tam po drabinie. Do tego dochodziło otoczenie – coś śmierdziało z podwórka, było słychać
pracę agregatów sklepowych, hałas tranzytowej ulicy. Zrobiliśmy pracę na ten temat - „Koło KwieKulik”, osiem fotografii dokumentowało osiem sytuacji tego otoczenia.














































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!