Chybiony ruchomy panteon chopinistyki
Gwiazdorska obsada siedmiodniowej fety urodzinowej wykluczyła możliwość niespodzianek. Nie zabrakło natomiast sporych rozczarowań. Czy na pewno warto przedkładać medialne pewniaki nad twórcze ryzyko?
- Festiwal Chopin Open w czerwcu w Warszawie
- Okęcie uczci Fryderyka Chopina na wesoło
- Lekarze szukają chorób u Chopina
- Długie świętowanie urodzin Chopina
- Dwa koncerty Pogorelicia we Wrocławiu
- Mocny start tygodnia chopinowskiego
- "Polacy nie kochają Chopina, oni go czczą"
- Blechacz i Sinfonia Varsovia zagrają w Paryżu
- Owacje po paryskim koncercie Piotra Anderszewskiego
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W poniedziałkowym koncercie galowym udział wzięło aż trzech laureatów Konkursu Chopinowskiego. Szkoda jednak, że z całego składu tylko Garrick Ohlsson zrobił jednoznacznie pozytywne wrażenie. W koncercie e-moll op. 11 Amerykanin ujął jak zwykle prawdziwie młodzieńczą energią i spontanicznością oraz warsztatową rzetelnością, choć jego interpretacji trudno było przypisać szczególną głębię.
Poprawnie, bez iskry
Walor świeżości zatraciła gra Li Yundi, warszawskiego debiutanta z 2000 roku. Pianistyka dwudziestoośmioletniego Chińczyka satysfakcjonowała w trzech Nokturnach – być może dlatego, że artysta promował nimi swoją nową płytę, a może po prostu są one najbliższe jego wrażliwości.
Tej samej formalnej klarowności i brzmieniowej elegancji trudno było się jednak doszukać w Andante spianato i Wielkim Polonezie Es-dur, gdzie Li Yundi dał upust niezdrowym skłonnościom do manierycznej nadekspresji oraz pustej wirtuozerii. Rówieśnik Lang Langa dawno już przegrał ze swoim krajanem i naturalnym konkurentem w dziedzinie medialnej siły przebicia, niestety coraz wyraźniej pozostaje w tyle również, jeśli chodzi o artystyczne dojrzewanie.
Z kolei co najwyżej poprawnymi określić można relacje łączące Dang Thai Sona (laureata X Konkursu) z modnym ostatnio historycznym fortepianem. Do pierwszej konfrontacji Wietnamczyka z „autentycznym brzmieniem” muzyki Chopina doszło w 2006 r. Od tamtej pory zyskał pełniejszą kontrolę nad kapryśnym brzmieniem XIX-wiecznego Erarda, pogłębił też komunikację z Orkiestrą XVIII Wieku Fransa Brueggena, jednak daleko mu jeszcze do improwizacyjnej swobody oraz kolorystycznego rozmachu, o które aż prosi się koncert f-moll op. 21.
Opozycja nominalnego „gwiazdorstwa” oraz faktycznego interpretacyjnego wizjonerstwa określiła przebieg nie tylko galowego wieczoru w Operze Narodowej, lecz całego tygodnia urodzinowego. Pomimo upływu lat wielbieni w Polsce Rafał Blechacz (22 lutego) oraz Ivo Pogorelić (23 lutego) zdają się pozostawać więźniami mitu własnej młodości. Nużąco poprawnej, nieśmiałej i konwencjonalnej w przypadku 25-letniego Polaka, narcystycznej, agresywnej i coraz bardziej zgorzkniałej, a coraz mniej pyszałkowatej u 50-letniego Chorwata. Blechacz wciąż boi się muzyki Chopina, muzyka Chopina coraz bardziej boi się psychotycznego Pogorelicia...
Nauka płynie z Francji
Wiele do myślenia daje fakt, że najciekawszymi występami tygodnia urodzinowego okazały się recitale Piotra Anderszewskiego (bez utworów Chopina) oraz Leif Ove Andsnesa (z ich skromnym udziałem) – pianistów zdecydowanie mniej medialnych, bardziej „elitarnych”. Słabo nad Wisłą znany Norweg połączył genialną precyzję oraz intelektualną dyscyplinę z ekspresyjną żywiołowością i dosadnością. Anderszewski pozostaje poetą brzmienia i szamanem czasu muzycznego: nawet słusznie zapomniane opusy Schumanna nabrały pod jego palcami hipnotycznej siły.
Czytaj dalej >>>












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!