"Kapuściński jako pisarz wciąż się broni"

| Aktualizacja:
X

Biografia Kapuścińskiego odbiła się dużym echem na Zachodzie. Wstęp do jej tłumaczenia chce napisać największy biograf Francji Jean Lacouture. "Owszem, jako reporter stracił na wiarygodności, ale jako pisarz wciąż się broni" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Lacouture.

JĘDRZEJ BIELECKI: Kim jest dla pana Ryszard Kapuściński?

JEAN LACOUTURE*: To jeden z czterech, pięciu największych reporterów naszej epoki, mistrz w tej profesji. Niestety, nigdy go nie spotkałem, ale robiłem wiele reportaży w Afryce, jeździłem tam, skąd on sam napisał swoje najpiękniejsze teksty. Bardzo go podziwiałem.

Jego biograf wykazał, że niektóre z opisanych epizodów Kapuściński po prostu wymyślił. To zmienia pana ocenę?

Dziennikarz ma prawo do swojej interpretacji faktów, ale nie do ich wymyślania. Wielokrotnie mi rzucano, że czegoś nie zrozumiałem, źle odczytałem jakąś sytuację, ale nigdy nie pisałem nieprawdy. No cóż, będę musiał nieco ograniczyć swój podziw dla autora "Cesarza". Ale kłamstwo może być literackim arcydziełem, Francois Rene Chateaubriand w książce "Podróż do Ameryki" opisał Waszyngton, choć nigdy w nim nie był. Ale za to jak wspaniale.

Czyli "Wojnę futbolową" czy "Cesarza" trzeba zdjąć z półki z napisem "reportaż" i umieścić wśród książek z działu literatura piękna? Jak zmieni się odbiór Kapuścińskiego przez zachodnich czytelników?

Owszem, jako reporter stracił na wiarygodności, ale jako pisarz wciąż się broni. To mistrz słowa, anegdoty, obrazu. Proszę mi pokazać, kto tak fascynująco jak on pisał o Afryce. Ale nie wiem, czy jeszcze poważniejszym zarzutem nie jest złapanie Kapuścińskiego na konfabulacji na swój własny temat. Słyszałem, że powoływał się na znajomość z Che Guevarą, choć przyjechał do Boliwii pół roku po jego śmierci. Zbudował też legendę swego ojca, który uciekł z transportu do Katynia, choć nigdy nie był w sowieckiej niewoli. Zarzut kłamstwa wobec człowieka, którego zawodem jest mówienie prawdy, jest bardzo poważny. Sądzę, że to bardzo osłabi jego pozycję w oczach zachodniej opinii publicznej.

Domosławski z jednej strony wykazuje merytoryczne wpadki Kapuścińskiego, z drugiej sam używa niedopowiedzenia, pisząc o pozamałżeńskich związkach swego bohatera. Czy autor "Kapuściński non-fiction" sam nie stracił w ten sposób wiarygodności?

Są granice, których nie powinno się przekraczać przy pisaniu biografii, ale one stale się zmieniają. Za każdym razem trzeba znaleźć równowagę między szacunkiem dla opisywanej osoby a chęcią powiedzenia o niej prawdy. Napisałem 17 biografii, ale nie chcę nikogo pouczać. Po prostu zawsze powstrzymywałem się od podawania imion osób, które miały jakieś kontakty seksualne z moimi bohaterami. W większości przypadków historie obyczajowe nie odgrywają tak dużej roli w życiu osób publicznych. To, czy Mitterrand sypiał z panią X czy Y, nie wydaje mi się kluczowe. Oczywiście w niektórych przypadkach jest inaczej. Kiedy opisuje się Chopina, nie można zapominać, że George Sand była jego kochanką.

Czytaj dalej >>>


Biograf Kapuścińskiego przez dziewięć ostatnich lat jego życia bardzo się z nim zaprzyjaźnił. Odwiedzał go wielokrotnie w domu, miał dostęp do prywatnego archiwum. Czy przyjaciel może być obiektywnym biografem?

Tak, ale ważniejsza jest inna kwestia: zaufania między biografem a bohaterem. Panowie powinni otwarcie ustalić, czy ich prywatne rozmowy mogą zostać wykorzystane do pisania książki. Osoby, o której się wie, że napisze to, co się jej mówi, nie traktuje się tak samo jak kogoś, komu tylko się zwierza. Tu nie ma miejsca na grę w chowanego.

Nawet jeśli ceną będzie niemożność poznania części prawdy?

Ktoś, kto zna dobrze danego bohatera, potrafi ustalić prawdę bez wydzierania jej w ten sposób. Można ją odbudować na podstawie normalnych kontaktów. Lubię biografów, którzy podchodzą do osób, o których piszą, z ostrożnością i łaskawością. Nawet jeżeli już nie żyją.

Zdaniem Alicji Kapuścińskiej, żony pisarza, Domosławski naruszył dobre imię męża i nadużył jej zaufania. Chciała nawet sądownie uniemożliwić wydanie tej książki. Czy pan znalazł się kiedyś w podobnej sytuacji?

Nigdy. Nawet rodzina Francois Mitterranda nie miała żadnych uwag, choć jako pierwszy opisałem jego udział w skompromitowanym rządzie Vichy. Zresztą nawet gdyby protestowała, i tak bym wydał książkę, choć w takim przypadku warto szukać porozumienia. Zarówno autor, jak i rodzina idą zwykle na kompromis, zwłaszcza w opisie sytuacji osób jeszcze żyjących. Żona Kapuścińskiego ma prawo do pewnej dyskrecji, i warto to uszanować.

Pan pisał o uwikłaniu francuskich intelektualistów we współpracę z hitlerowcami, Domosławski opisuje uwikłanie Kapuścińskiego w ideologię stalinowską i działalność służb specjalnych. Takie informacje pani Kapuścińska też ma prawo zablokować?

Nie, działalność polityczna może być opisywana bardzo szczegółowo, zwłaszcza jeśli mogła prowadzić do aresztowania innych ludzi. Oczywiście pojawia się pytanie o wiarygodność Kapuścińskiego, który jako komunista opisywał prawicowe dyktatury w krajach Trzeciego Świata. To trochę przeszkadza, ale bez przesady. Na Zachodzie i tak zdawaliśmy sobie sprawę, że większość ludzi zza żelaznej kurtyny była manipulowana. Przecież na tym polegał reżim totalitarny. We Francji czy w Anglii łatwo było być niezależnym od władz, a nawet wybrać postawę konfrontacji z nimi. Ale czy na Wschodzie osoba będąca na świeczniku, obdarzona wielkim talentem, mogła wydostać się z objęć państwa? Nie sądzę. Jestem wobec takiej współpracy bardzo wyrozumiały. Nie pozwoliłbym sobie oceniać kogoś, kto żył w totalitarnym reżimie. Taka osoba ma prawo do zrozumienia i sympatii od nas, którzy nie żyliśmy w takim układzie.

W Polsce książka odkłamująca życie i twórczość Kapuścińskiego stała się wydarzeniem, nakład sprzedał się niemal pierwszego dnia. Jak Francuzi reagują na obalanie swoich idoli?

Czytaj dalej >>>


Kiedy Bernard-Henri Levy w przełomowej biografii "Le Siecle de Sartre" opisuje bliskie powiązania Sartre’a z komunizmem i maoizmem, choć przeszedł on do historii jako twórca wolnościowej filozofii egzystencjalizmu, wybuchła dzika awantura. Ale w ostatecznym rachunku i ona nie osłabiła pozycji filozofa. Wiele surowych rzeczy napisano o Mitterrandzie. W 1941 r. przedostał się do tzw. Wolnej Strefy i podjął pracę w administracji Vichy na wysokim stanowisku podsekretarza stanu. Choć dość szybko miał się związać z grupą urzędników przeciwnych reżimowi Petaina, jednak jeszcze w 1943 r. dostał francisque, odznaczenie dla osób zasłużonych dla reżimu. W 1994 r., niedługo przed końcem drugiej kadencji prezydenckiej, ujawniono, że ma córkę z nieprawego łoża z kustoszką Muzeum Orsay, która od lat mieszka w Pałacu Elizejskim. W 2000 r. ujawniono udział Jacques’a Chiraca w rozbudowanym systemie korupcyjnym, w okresie gdy był merem Paryża. Później odkryto, że na jego nazwisko jest wystawione konto w jednym z banków Japonii, na którym znajduje się niezadeklarowane przez niego 300 mln franków. Ale we Francji zwykle proces obalania bohatera nie odbywa się za sprawą jednej książki, bo każda postać publiczna jest prześwietlana już za życia. W świecie pisarzy, dziennikarzy każdy wie wszystko o innych i wszyscy wiedzą wszystko o tobie. To, co robił Kapuściński, ten rodzaj autokreacji, mógł być możliwy tylko w ustroju, gdzie prasa nie jest wolna. U nas też można kłamać, ale kłamstwo szybko wyjdzie na jaw.

A może nie chodzi o ustrój. Kapuściński najsłynniejsze książki pisał w latach 60. i 70., kiedy nie było jeszcze internetu, dzisiejszej łatwości podróżowania. Także we Francji nie było łatwo złapać kogoś na konfabulacji.

Ale i wtedy było wiele złośliwych gazet, które we Francji wszystko ujawniały, choćby takie jak satyryczny Le Canard Enchaine, który specjalizuje się w obśmiewaniu potknięć, słabości, grzechów młodości. Istniejący od 1915 r. tygodnik regularnie odkrywa dziesiątki afer rocznie, w tym Sarkozy’ego. Pismo jest całkowicie niezależne, nie przyjmuje reklam. Bardzo trudno we Francji ukryć się, wymyślić siebie samego.

Ciekawe, dlaczego musieliście czekać na taką książkę 20 lat od obalenia komunizmu. Sądzę, że Polacy mają słabość do bohaterów i nie lubią się ich pozbywać. Trudno wam skonfrontować się z prawdą o tym, jak wielu rodaków zachowywało się w tamtym ustroju. My mamy większe zamiłowanie do ironii, to wciąż wpływ Woltera. Ale nawet we Francji ludzie też nie lubią obalać bohaterów, wolą mieć kogoś ponad sobą. Choć oczywiście pewnego dnia i oni zostają zdemaskowani, sprowadzeni do swoich rzeczywistych rozmiarów.

Sądzę, że nigdy nie odbierze się Kapuścińskiemu miana znakomitego gawędziarza, z czasem zapewne zostanie uznany za znakomitego powieściopisarza, nie reportera. Ale wielcy powieściopisarze też są wspaniałymi ludźmi!

Czytaj dalej >>>


Czy we Francji powinno się ukazać tłumaczenie biografii Kapuścińskiego?

Oczywiście, to postać bardzo u nas znana. I jeśli zostanę poproszony o napisanie do niej wstępu, zrobię to z wielką chęcią.

Muszę pana zmartwić, żona Kapuścińskiego chce zablokować wszystkie zagraniczne wydania tej książki.

To musi być bardzo aktywna osoba. Ale moja żona pewnie w takim przypadku zrobiłaby dokładnie to samo (śmiech).

*Jean Lacouture, najbardziej znany francuski biograf, napisał m.in. przełomowe książki o Francois Mitterrandzie, generale de Gaulle'u, Andre Malraux, Ho Chi Minie, Johnie F. Kennedym. Jeden z pierwszych zwolenników dekolonizacji m.in. w Algierii, zarzucano mu zbytnią sympatię do komunistycznego reżimu w Wietnamie i Kambodży

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes.
Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Udostępnij na Facebooku
Źródło: dziennik.pl
    Powered by ContentStream