Film w cieniu wielkich pieniędzy
Nagroda Akademii pomaga przyciągnąć do kin publiczność. To jednak nie te czasy, gdy na podstawie oscarowych wyników można było zgadywać, co będzie grane na ekranach w przyszłym sezonie i w co zainwestują hollywoodzcy producenci.
- Porażka "Avatara". Polacy bez Oscara
- Rusin wygryzła Mołek z Oscarów
- Skromny i pokorny George Clooney
- Farrah Fawcett zapomniana na Oscarach
- Już wiadomo, kto będzie wręczał Oscary
- Borat nie wręczy Oscara
- Sandra Bullock to najgorsza aktorka
- "Gwiezdne wojny" odmieniły życie Camerona
- Konopka: Polski dokument ma światowy poziom
- W nocy Oscary. Wygra Polak?
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Oscar przede wszystkim utrwalał monopol Hollywood na fabrykowanie i sprzedawanie snów. Taki cel przyświecał przecież ojcom założycielom najbardziej dziś prestiżowej nagrody filmowej. Louis B. Mayer chciał się po prostu dogadać z innymi szychami branży producenckiej w sprawie dystrybucji i promocji amerykańskich filmów. I temu przede wszystkim przez długie lata służył Oscar – był kołem zamachowym napędzającym ogromną machinę marketingową.
Jak dorastał Oscar
Przyznający statuetki członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej reprezentowali nawet nie tyle amerykańskie kino, ile amerykański przemysł filmowy, czyli najkrócej mówiąc – interesy Hollywood. A ponieważ Oscarami rządziło Hollywood, to ono wyznaczało reguły, w tym tę najświętszą – finanse. Dlatego w oscarowych wyścigach wygrywały przede wszystkim produkcje popularne, owszem w miarę możliwości łączące walory artystyczne z komercyjnymi, ale te ostatnie były jednak decydujące. Wygrywało to, co się sprzedawało. Od tej reguły zdarzały się wyjątki, ale w zasadzie do końca lat 80. twórcy z kręgu kina niezależnego na coś więcej niż nominacja liczyć raczej nie mogli.
W latach 90. sytuacja nieco się jednak zmieniła. Owszem wciąż nagradzano megahity w rodzaju „Titanica”, ale Akademia coraz częściej dodawała sobie prestiżu, wyróżniając również kino znacznie skromniejsze i znacznie mniej kasowe, jak choćby „Fargo” braci Coenów. To balansowanie miedzy wartościami artystycznymi i komercyjnymi w werdyktach Akademii widać właściwie co roku i trzeba też przyznać, że bywają te werdykty znacznie mniej przewidywalne niż dawniej. Lekceważące określanie Oscarów mianem imprezy promocyjnej amerykańskiej branży straciło sens. Bo jeśli nawet pozostało w nim sporo prawdy, to dziś Amerykanie promują nie tylko swoje superprodukcje, ale też ikony kina niezależnego w rodzaju Gusa Van Santa czy braci Coenów.
Ile są warte Oscary?
Oscary nie dość, że w ostatniej dekadzie dorosły, to w dodatku mocno się umiędzynarodowiły. Filmy niehollywoodzkie, które wcześniej były w stawce laureatów marginesem, ostatnimi czasy na równych prawach rywalizują z hollywoodzkimi produkcjami. Na razie w mniej prestiżowych kategoriach krótkometrażowej animacji czy dokumentu. Te najważniejsze wciąż są jednak zarezerwowane dla kinematografii amerykańskiej.
Oczywiście byłoby naiwnością sądzić, że owo umiędzynarodowienie Oscarów wynika wyłącznie z dobrej woli Hollywood. Po części przyczyną jest też globalizacja i konieczność rywalizowania na zagranicznych rynkach z bardzo silnymi i bogatymi w ponadlokalnym wymiarze kinematografiami z Indii, Chin czy Francji. Dawniej wielkie studia zarabiały przede wszystkim na amerykańskim rynku. Dziś trzeba zabiegać o widzów wszędzie, gdzie się da. Umiędzynarodowienie nominacji jest w dzisiejszych czasach konieczne dla branży filmowej ze względów finansowych. Amerykańskie studia filmowe zarabiają obecnie więcej na wpływach ze świata niż na kinach w USA.
Czytaj dalej >>>






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!