"Zacznijmy jednak od <Królika po berlińsku> Bartka Konopki. Nie dostał Oscara. Smutno, bo jakoś wszyscy byliśmy - ze mną łącznie - przekonani, że tym razem się uda. Stało się inaczej. Ale nie załamujmy rąk, bo to jest przecież ciągle nominacja do Oscara, bardzo ważne wyróżnienie dla filmu, świadectwo, że on zawędrował bardzo wysoko" - podkreślił Bukowiecki, komentując werdykt amerykańskiej Akademii Filmowej.

"Jeśli chodzi o Oscara w kategorii najlepszy aktor w roli głównej dla Jeffa Bridgesa w filmie <Szalone serce> - bardzo wysoko cenię Bridgesa. Ten Oscar mu się po prostu należał" - uważa krytyk. Według Bukowieckiego w grupie pierwszoplanowych aktorów nominowanych do statuetki na bardzo wysoką ocenę zasługuje również George Clooney, który zagrał w filmie "W chmurach", "znakomitej, wstrząsającej historii".

"Bardzo się cieszę także z Oscara dla Sandry Bullock" - mówił Bukowiecki. Jak ocenił, "ta nagroda obaliła niedobrą legendę, otoczkę wokół nazwiska Bullock, zgodnie z którą jest to aktorka nijaka, mdła, sprawdzająca się tylko w rolach sympatycznych dziewcząt z sąsiedztwa, z komedii romantycznych w rodzaju <Ja cię kocham, a ty śpisz>".

"Otóż nieprawda. Wprawdzie nie było jeszcze w Polsce możliwości zobaczenia <The Blind Side>, ale można absolutnie uwierzyć, że Bullock na tego Oscara zasłużyła - ponieważ już wcześniej rolami dramatycznymi dowiodła, że ma wszechstronny talent" - powiedział Bukowiecki.

"Mówię przede wszystkim o filmie <Miłość i wojna> Richarda Attenborough (1996 - PAP), w którym Bullock zagrała pielęgniarkę Czerwonego Krzyża, młodzieńczą miłość Ernesta Hemingwaya. To była pięknie zagrana rola. Mówię też o filmie, do którego nawiązał przemawiający o niej bardzo pięknie przy okazji oscarowej gali Forest Whitaker - o filmie <Ulotna nadzieja> (1998 - PAP), który był prawie zupełnie niezauważony na naszych ekranach. To bardzo realistyczne, przejmujące kino. Bullock zagrała tam kobietę wychowującą samotnie dziewczynkę z upośledzeniem. Znakomita kreacja" - wspominał Bukowiecki.

Tegoroczny zwycięzca w kategorii najlepszy film, dramat wojenny "The Hurt Locker. W pułapce wojny" w reżyserii Kathryn Bigelow, w ocenie Bukowieckiego "może budzić kontrowersje, opinie, że jest to kolejna opowieść propagandowa, prowojenna, pokazująca dzielnych żołnierzy z USA, dzielnych amerykańskich chłopców, którzy walczą na wojnie".

"Jednak to tylko część prawdy" - zaznaczył krytyk. "Druga część prawdy jest taka, że ten film jest czymś całkiem przeciwnym wobec <Avatara>. To przeciwny biegun: skromne, utrzymane niemal w stylu reportażu kino, film prawie dokumentalny, świetnie oddający sytuację saperów - czyli tych żołnierzy, którzy są najbardziej wystawieni na niebezpieczeństwo, zagrożeni śmiercią".

"The Hurt Locker. W pułapce wojny" to według Andrzeja Bukowieckiego "opowieść o żołnierzach współczesnej wojny - czyli takiej, w której pole minowe jest dosłownie wszędzie".

"Tym polem minowym może być nie tylko kawałek ziemi czy fragment budynku. Może nim być także żywy człowiek czy dziecięca zabawka. Wszystko może być śmiertelną pułapką. Ten film świetnie oddaje stan emocjonalny ludzi, którzy muszą drżeć o własne życie, dosłownie w każdej sekundzie, a jednocześnie wykonywać swoje zadania". "To świetne, głęboko poruszające kino" - powiedział Bukowiecki o filmie Kathryn Bigelow.