Nim pochowali Jacksona, wrócił mu puls!
Podczas reanimacji Michaela Jacksona na 10 minut wrócił mu puls i bicie serca. Wypadki mogły potoczyć się inaczej, gdyby lekarze mieli pełną wiedzę o stanie pacjenta. Niestety, doktor Conrad Murray przerwał reanimację, by ukryć leki, którymi naszprycował gwiazdora - pisze "Fakt".
- Zrób się na Jacksona... taśmą klejącą
- Jackson bije rekordy po śmierci
- Sprawdź, jakie płyty poleca Watykan
- Martwy Jackson w makabrycznym show
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Lekarze wykryli u Jacksona słaby puls, a minutę później słabe uderzenia serca w dolnych komorach" - pisze "Fakt". Niestety, pulsu nie udało się
utrzymać.
"Gdy lekarze pogotowia zjawili się w mieszkaniu Michaela Jacksona 25 czerwca 2009 r. o godz. 12 27, król popu nie dawał żadnych oznak życia. Nie wyczuli pulsu, oddechu ani akcji serca.
Ale godzinę później, w klinice uniwersyteckiej w Los Angeles, puls powrócił. Była szansa na uratowanie mu życia - te sensacyjne szczegóły właśnie wyszły na jaw" - czytamy w
Fakcie.
O godzinie 13.21 lekarze wykryli u Króla Popu słaby puls, a potem słabe uderzenia serca w dolnych komorach. Walka o życie Jacksona trwała jeszcze przez dziesięć minut. Bez skutku.
"Być może wypadki potoczyłyby się inaczej, gdyby lekarze ze szpitala mieli pełną wiedzę o stanie pacjenta. Jednak osobisty lekarz Jacksona, Conrad Murray, zataił przed nimi wiele istotnych informacji. Dlatego ojciec piosenkarza oskarża lekarza o spowodowanie śmierci syna, a Murray odpowiada przed sądem" - pisze "Fakt".
Murray przerwał reanimację, by ukryć leki, którymi naszprycował gwiazdora. Po przybyciu ratowników do rezydencji Jacksona, Murray zataił informację, że gwiazdor dostał od niego propofol - silny lek przeciwbólowy.
"Okłamał też lekarkę zajmującą się gwiazdorem w szpitalu. Nie powiedział jej, że pacjent miał zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc i obrzmienie mózgu.Jeśli sądowi biegli potwierdzą, że Murray nieumyślnie przyczynił się do śmierci Jacksona, lekarz może spędzić w więzieniu cztery lata. Rodzina domaga się jednak, żeby był sądzony za zabójstwo z premedytacją" - czytamy w "Fakcie".












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!