Herbie Hancock sztuki jazzu uczył się od wielkiego mistrza Milesa Davisa. To właśnie on zachęcał go do eksperymentów i muzycznych poszukiwań. Hancock ochoczo tworzy i koncertuje wspólnie z gwiazdami rapu, rocka, a nawet popu! I choć niektórzy ortodoksyjni miłośnicy jazzu uważają to za zdradę, Hancock jest dumny z tego, co robi. Na każdym kroku podkreśla, że jest muzycznym kameleonem i lubi sprawdzać swoje możliwości w dziedzinach, o których dotąd nie miał pojęcia.

Jutrzejszy występ Hancocka w warszawskiej Filharmonii Narodowej jest częścią wielkiej trasy koncertowej najnowszego wcielenia jazzowego kwintetu Herbiego. W składzie zespołu są: perkusista Richie Barslay, basista Matt Garrison, skrzypaczka i wokalistka Lili Haydn oraz pochodzący z zachodniej Afryki gitarzysta Lionel Loueke.

Tym razem Hancock, na przemian zasiadając za fortepianem, syntezatorem i ekranem komputera, weźmie na warsztat pogranicze jazzu, ambientu i etnicznej muzyki Czarnego Lądu. I z pewnością nada jej wspaniałą i chwytliwą formę!