Na otwarcie publiczność i jury XXXI FPFF obejrzeli niezwykle kontrowersyjny film Andrzeja Seweryna. Opowiada o tym, jak trudna jest wiara i miłość, nawet dla kogoś takiego, jak ksiądz. Jest to kolejna, po "Pręgach", bardzo wymagająca rola Michała Żebrowskiego. I być może kolejna, która zasłuży na Złote Lwy.

Niezwykle interesująco zapowiada się Konkurs Filmów Niezależnych. Kino niezależne niemal zawsze jest znacznie lepsze od tego dysponującego dużymi pieniędzmi. Można się więc spodziewać wielu nowych pomysłów, które w końcu wpłyną na polepszenie polskiego kina.

Natomiast w Konkursie Głównym niewiele filmów będzie mieć w Gdyni swoje premierowe pokazy. "Summer Love" Uklańskiego i "Hiena" Lewandowskiegio miały już swoje premiery na festiwalu w Wenecji, a "Ja Wam pokażę", "Francuski Numer" i "Jasminum" były już wyświetlane w kinach. Repertuar jest więc znany i jak na razie wśród faworytów wymienia się tytuły z weneckiego festiwalu.

Opinie o gdyńskim festiwalu są różne. Jednak film, któremu udaje się zdobyć nagrodę "Złotych Lwów" staje się niezwykle popularny ("Cześć Tereska" "Komornik"), a nawet kultowy ("Dzień Świra"), a autor oprócz statuetki dostaje 50 tysięcy złotych. Więc nie jest to przysłowiowa walka o pietruszkę. I festiwal na razie trwa.