Dobre samopoczucie Instytutu nie jest przesadzone. Co prawda w Polsce powstaje mało filmów, około 30 rocznie, ale są one coraz lepsze. W tym roku na 72 festiwalach nasze produkcje zdobyły aż 135 nagród. Wśród tych najczęściej nagradzanych był "Mój Nikifor" Krzysztofa Krauzego i "Melodramat" Filipa Marczewskiego. I nie da się zaprzeczyć - to są naprawdę świetne filmy.

Z kolei na liście 50 najważniejszych europejskich filmów ostatniego roku znalazły się aż dwa obrazy naszej produkcji: "Komornik" Feliksa Falka i "Persona non Grata" Krzysztofa Zanussiego. 

Jeszcze jednym sygnałem, że polskie kino powoli wygrzebuje się z depresji, jest europejski Oscar dla Romana Polańskiego, który przyznała mu Europejska Akademia Filmowa. Pierwszy raz od 1988 roku nagrodzono Polaka. 18 lat wcześniej wyróżniono Krzysztofa Kieślowskiego.

Nie jest tak źle i nasze kino znowu wraca do świetnej formy. Czekamy, kiedy osiągnie co najmniej tak dobrą kondycję, jak za czasów Kieślowskiego, Kutza czy Wajdy.