Ostatnio zespół uczestniczył w sesji nagraniowej nowego albumu Robbiego Williamsa. No i podczas festiwalu Summer Of Music w Warszawie zaprezentował się (już po raz drugi w karierze) polskiej publiczności.

PIOTR STELMACH: Każdego artystę denerwuje wkładanie jego twórczości do szufladek. Wy jesteście chyba dumni z etykietki „największych kpiarzy muzyki pop”?
NEIL TENNANT: Bardziej chyba pasuje do nas określenie „najwięksi romantycy popu”. To są właśnie elementy, które łączą nasze wszystkie albumy - romantyzm i tęsknota. Oczywiście nie zmienia to faktu, że na każdej płycie umieszczamy kilka ironicznych kawałków, np. „Opportunities” na „Please” czy „I’m With Stupid” na „Fundamental”. Ale jeśli posłuchasz uważnie, odkryjesz, że jest w tej muzyce mnóstwo melancholii, owej romantycznej tęsknoty.

Nie powiesz mi chyba, że „Rent” - jeden z waszych największych przebojów - jest zwyczajną piosenką o miłości. Przecież to czysta ironia.
NEIL TENNANT: Nigdy o niej w ten sposób nie myślałem. Właściwie nie wiem, jak ją opisać… Może jest bardziej cyniczna niż ironiczna? Nie mam pojęcia. Śpiewam „Rent” prawie każdego wieczoru i zawsze się zastanawiam, o czym do cholery jest ten utwór. Zmieniam czasami słowa, dodając w refrenie słowo „because”. „I love you, because you pay my rent” („kocham cię, bo opłacasz mi komorne”). Fakt, to enigmatyczny numer. Ale czy ironiczny? Wątpię.

Pamiętacie jeszcze sklep z elektroniką, w którym spotkaliście się po raz pierwszy? King’s Road to ciekawa ulica…
NEIL TENNANT: O, tak! Pamiętam to miejsce, ale niedawno ten sklep został zlikwidowany.
CHRIS LOWE: Nie bywam już w Chelsea. Po prostu nie chcę tam łazić (śmiech)! Z tego, co wiem, zrobili teraz w tym miejscu Starbucks’a.

Który z was bywał w nim częściej?
NEIL TENNANT: Na pewno ja. Zresztą kupiłem tam kilka pierdół, na przykład telewizor.

Na tej samej ulicy i też w sklepie powstał zespół Sex Pistols. Kolejna ironia, prawda?
NEIL TENNANT: Poczekaj, poczekaj… Tak, rzeczywiście! Kurcze, nie uwierzysz, ale nigdy nie wpadło mi to do głowy. Jesteś pierwszą osobą, która nam to uświadomiła. Pets i Sex Pistols zaczynali więc w tym samym miejscu…

Skoro już zahaczyliśmy o punk rock, powiedzcie coś więcej na temat najbardziej punkowej piosenki w waszej karierze. Mam na myśli „London” z albumu „Release”. W jednej z linijek tekstu padają słowa „jesteśmy w Londynie, zróbmy to, zróbmy zadymę”. Czy to kawałek o nielegalnych imigrantach?
NEIL TENNANT: Tak. I w tym kontekście rzeczywiście jest to punk. Piosenka odnosi się do imigrantów z Rosji, którzy kilka lat temu zaczęli masowo napływać do Londynu. Polacy byli następni (śmiech). Interesuje mnie ten niesłychany kontrast między życiem, jakie prowadzili w Rosji, a ich wyobrażeniami i rzeczywistą konfrontacją z tym, co zastali w Londynie. Mamy zresztą kilku przyjaciół wśród Rosjan. Ów kontrast był rzeczywiście ogromny. To przerażające i fascynujące zarazem. A co do najbardziej punkowej piosenki w naszej karierze, zdecydowanie stawiam na „Opportunities (Let’s Make Lots Of Money)”.

Jak wspominacie nagrywanie „Actually” - waszego najsłynniejszego albumu?
NEIL TENNANT: Najbardziej zapadła mi w pamięć historia z okładką. Nasz grafik, Mark Farris, głowił się długo nad pomysłem podczas pracy nad teledyskiem do piosenki „What Hale I Done To Deserve This?” - de facto drugiego singla z tej płyty - siedzieliśmy w garniturach na wielkiej sofie. Ja w pewnym momencie zacząłem ziewać, a Chris wyglądał na nieźle wkurwionego. Mark podchwycił to błyskawicznie. Dodał do ujęcia białe tło i w ten sposób powstała okładka, która dziś jest ikoną. Była gotowa dosłownie na ostatnią chwilę przed wydaniem albumu.

Utwór „The Sodom and Gomorrah Show” z nowej płyty odnosi się do wszelkich okrucieństw dzisiejszego świata. Tytuł, co zrozumiałe, wywołuje skojarzenia z Biblią. Jaki jest wasz stosunek do religii?
NEIL TENNANT: Myślę, że jest wiele wizji Boga. Sam mam taką. Mówi się, że człowiek jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo, co w rzeczywistości oznacza, że Bogiem jesteśmy my wszyscy, czyż nie?
CHRIS LOWE: Kilka dni temu, w jednym z hoteli, w których nocowaliśmy, była Biblia. Przeglądałem Księgę Rodzaju i, szczerze mówiąc, to trochę chłam.

Jak powstał utwór „Psychological” otwierający wasz najnowszy album? Jest to chyba jedna z niewielu piosenek Pet Shop Boys zawierająca wyraźny, wręcz rockowy riff.
CHRIS LOWE: To „bułka z masłem” (śmiech). Siedziałem przy swoim skromnym domowym sprzęcie nagrywającym, sprawdzając, czy w ogóle działa, no i grałem sobie takie „pitu pitu”. Zazwyczaj właśnie coś dobrego powstaje w momencie, gdy specjalnie się nie wysilasz. Cóż, sprawdzałem sprzęt, a wyszedł z tego całkiem niezły utwór.