Jeśli komuś będzie mało, będzie mógł kupić zestaw z trzema płytami, na których - oprócz znanych i lubianych utworów - znajdzie się kilka nowych. A jeśli to jeszcze komuś nie wystarczy, to w sklepie będzie na niego czekać podwójne DVD z występami George'a Michaela.

Przy okazji tego jubileuszu warto przypomnieć, kim jest George Michael. Pierwsze skojarzenie? Brytyjski skandalista. To on był jednym z pierwszych artystów, którzy głośno przyznali się do homoseksualizmu. To jego aresztowano kilka lat temu za uprawianie seksu oralnego w publicznej toalecie. To również jego trzy miesiące temu dziennikarze podpatrzyli, jak uprawia seks w parku z... 58-letnim bezrobotnym. Ale sam George Michael zupełnie się tym nie przejmuje. Bez żenady przyznał, że już jako nastolatek lubił seks w miejscach publicznych. A jego partner nie ma nic przeciwko temu.

Ale przecież 240 tysięcy sprzedanych biletów na koncerty George'a Michaela nie świadczą o miłości do skandalisty, a do muzyka. Bowiem to, co śpiewa i jak śpiewa 43-letni Georgis Kyriacos Panayiotou (tak naprawdę nazywa się ten muzyk), jest naprawdę świetne. Kiedy zaczynał w 1981 roku w duecie Wham!, idealnie wstrzelił się w łagodną, nieco plastikową muzykę, która wówczas święciła triumfy. Któż nie pamięta przebojów: "Last Christmas" czy "Wake Me Up Before You Go Go"?

George Michael, tak jak idealnie wpasował się w muzykę lat 80., tak samo idealnie rozpoczął karierę solową z całkiem nową muzyką w latach 90. Początkowo były to niezwykle seksowne piosenki, jak "Fast Love". Potem Brytyjczyk na chwilę złagodniał, by w nowym tysiącleciu zaangażować się w politykę. Singiel "Shoot The Dog" nie zostawił suchej nitki na George'u Bushu i Tonym Blairze.

A George Michael - niezależnie od tego, czy zajmuje się seksem, przyjaźnią czy też polityką - jest jedną z największych popowych gwiazd na świecie. Mimo że wydał tylko pięć solowych płyt, to każda była zbiorem hitów.