Film ma być gotowy w kwietniu przyszłego roku, w 63. rocznicę ujawnienia zbrodni katyńskiej. Wajda był przekonany, że temat Katynia go ominie. Że w ciągu 17 lat od upadku komunizmu w Polsce, ktoś inny zdecyduje się wyreżyserować film podejmujący ten temat. Z kolei jego wieloletnie wahania wynikały z rozterek. "Zdawałem sobie sprawę, że film o Katyniu można zrobić na wiele sposobów" -  tłumaczy Andrzej Wajda w DZIENNIKU. 

Mógłby to być obraz polityczny, w którym występowałyby postaci historyczne, zaczynając od sprawców zbrodni poprzez tych okłamanych, którzy szukali zaginionych polskich oficerów nadaremnie, aż do polityków zachodnich zacierających wszelkie ślady i robiących wszystko, co było możliwe, by ta zbrodnia nie rzuciła się cieniem na stosunki między zachodnimi aliantami a Stalinem.

W końcu Wajda doszedł do wniosku, że stworzy film, którego punkt wyjścia stanowić będzie wątek osobisty - wśród oficerów pomordowanych w obozach sowieckich był ojciec reżysera: kapitan Jakub Wajda. W maju zeszłego roku Andrzej Mularczyk przedstawił Wajdzie gotowy scenariusz: opowieść o kobietach, które straciły swoich mężów, braci i synów w Katyniu, Kozielsku i innych sowieckich obozach. "Opowieść autorstwa Mularczyka wydała mi się najbliższa tego, co bym potrafił i jak bym chciał opowiedzieć o kłamstwie katyńskim. Poza tym doskonale pamiętam kwiecień 1943 r. i widzę przed oczyma moją matkę... " - wyjaśnia w DZIENNIKU  Wajda.

Bohaterkami "Post mortem" będą takie kobiety, jak matka Andrzeja Wajdy. To one czekały, miały nadzieję, przeżywały tragedię i walczyły z katyńskim kłamstwem. "Będę ostro krytykowany. Oczywiście liczę się z tym, że film wywoła burzę" - zwierza się w DZIENNIKU reżyser.

W rolach głównych zobaczymy między innymi Danutę Stenkę, Magdalenę Cielecką i Maję Ostaszewską. Do głównej roli męskiej Wajda zaangażował Andrzeja Chyrę.