MAGDALENA MIECZNICKA: Jest pan pisarzem związanym z kulturą brytyjską i indyjską. Pisze pan też o islamie. Czy ta perspektywa daje panu szczególne spojrzenie na świat?
SALMAN RUSHDIE: Mam nadzieję. Urodziłem się w Indiach, mam krewnych w Pakistanie, wychowałem się częściowo w Wielkiej Brytanii, teraz spędzam wiele czasu w Stanach Zjednoczonych. Moja wiedza o wielości kultur funkcjonujących na świecie jest dosyć szeroka. To dla pisarza szczególnie ważne doświadczenie: umieć dostać się pod skórę wielu różnych typów ludzi. A to jest możliwe wtedy, kiedy ma się pojęcie o tym, jak różni są ludzie. W każdym razie dla mnie jest bardzo ważne.

Pańska sytuacja nie jest wyjątkowa. Coraz więcej pisarzy światowych ma teraz wielonarodowe korzenie...
...tak, bo jedną z najważniejszych rzeczy, jakie się wydarzyły w ostatnich latach, jest to, że świat przestał składać się z wielu oddzielonych od siebie miejsc, jak to było kiedyś, ale stał się jedną całością - małym miejscem, w którym ciągle się spotykamy, a wszystkie nasze historie się mieszają. W swojej najnowszej książce „Śalimar Klaun” chciałem opowiedzieć historię, która połączy wiele miejsc na Ziemi. Morderstwo zostaje popełnione w Los Angeles, ale żeby je wyjaśnić, musimy się przenieść na drugi koniec świata, do Kaszmiru, a także do Londynu. Myślę, że to jest prawda o naszym życiu, ciągle na siebie wpadamy, nasze życia nie toczą się w jednym miejscu. Chętnie opowiadam takie historie, bo sam mam doświadczenia wielokulturowości.

A więc wielokulturowość nie jest już wyjątkiem, ale zasadą.
Tak myślę. I to niezależnie, czy nam się to podoba, czy nie. Taki jest świat.

Ale pośród tych kultur jest jedna, która szczególnie pana interesuje, kultura islamu. Wiele się dzisiaj mówi o tym, jak Zachód zachowuje się wobec islamu.
Myślę, że jest wiele nieporadności po obu stronach. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak: widzę kulturę muzułmańską, jaką znałem w swoim życiu jako młody człowiek, jako kulturę otwartą i tolerancyjną, która nagle się zamknęła i stała znacznie mniej tolerancyjna. Myślę, że jest to problem nie tylko dla Zachodu. Wielu ludzi powie pani, że miejsca takie, jak Bejrut, Bagdad, Damaszek, były kiedyś wspaniałymi otwartymi miastami. Ja sam to pamiętam, jeszcze z własnego życia. Upadek tej wspaniałej kultury jest prawdziwą tragedią. Myślę, że to nie jest tylko problem dla Zachodu. Nie jestem wielkim fanem znacznej części tego, co robi Zachód, ale jestem też świadomy faktu, że doszło do wielkiej brutalizacji kultury po stronie muzułmańskiej.

Czy ma pan jakiś pomysł, dlaczego doszło do tej brutalizacji?
Wszystkiemu winne są ruchy faszystowskie. I to, że te brutalne grupy ludzi działają pod hasłem religii, nie zmienia faktu, że są to ruchy faszystowskie. Myślę, że to coś, jakkolwiek to nazwiemy, ten fundamentalizm, jest właśnie faszyzmem naszych czasów. I on jest zniewoleniem zarówno dla muzułmanów, jak i dla ludzi Zachodu. To jest coś, z czym trzeba walczyć.

Wielki pisarz amerykański John Updike wydał w tym roku książkę „Terrorysta”, w której stara się pokazać, że powodem, dla którego główny bohater tej książki - młody amerykański chłopiec staje się fundamentalistą islamskim, może być niechęć i pogarda dla kultury zachodniej.
Tak może być. Ale myślę, że ta książka nie jest zbyt dobra, myślę, że politykowanie nie należy do talentów Updike’a.

Ale czy sądzi pan, że Zachód sam się prosi o tę nienawiść?
Myślę, że ta cała historia z poczuciem winy to dowód słabości interpretacyjnej. Według mnie wydarzenia z ostatnich lat świadczą o jednym - o aberracji świata muzułmańskiego. Islamski radykalizm to wynaturzenie islamu, które nie jest powodowane przez Zachód. Oczywiście, dla uzasadnienia swojej ekspansji może karmić się tym, co robi Zachód. Ale wina, bynajmniej, nie tkwi po stronie Zachodu.

A więc Oriana Fallaci miała rację, mówiąc, że błędem jest, że tak się wstydzimy naszej kultury i naszych osiągnięć?
Tak, w tym miała rację, ale nie miała racji, mówiąc to tak, jak mówiła. Ona posuwała się do uprzedzeń rasowych. Kiedy mówiła, że muzułmanie są gorsi. To jest sposób na przegranie sporu. I obawiam się, że ten spór przegrała, choć oczywiście pewne aspekty tego, co mówiła, są cenne.


Salman Rushdie (ur. 1947 w Bombaju) - brytyjski pisarz i eseista hinduskiego pochodzenia, dorastał w Mumbaju (dawniej Bombaj), studiował m.in. na Uniwersytecie Cambridge. Zaczynał od pisania utworów science fiction i esejów. Była to jego ucieczka od rasistowskich szykan, jakich doświadczył w angielskiej szkole z internatem. Debiutował książką „Grimus”, która przeszła bez większego echa. Międzynarodową sławę przyniosła mu druga powieść - opublikowane w 1981 roku „Dzieci Północy”, nagrodzone Bookerem Bookerów w roku 1993. W 1988 roku ukazały się „Szatańskie wersety”, najgłośniejsza powieść Rushdiego, która otrzymała Whitbread Award dla najlepszej powieści roku. Książka, podejmująca problematykę początków islamu, spotkała się z niezwykłą wrogością w krajach muzułmańskich. W 1989 r. duchowy przywódca Iranu ajatollah Chomeini uznał, że obraża ona religię i nałożył na Rashdiego fatwę, która zobowiązuje każdego prawowitego muzułmanina do zabicia pisarza. Od tamtej pory Ruhdie pozostaje w ukryciu.