JACEK SKOLIMOWSKI: Wasza najnowsza płyta „Volk” zawiera utwory inspirowane hymnami wielu krajów, ale brakuje wśród nich Polski, Słowenii i innych państw słowiańskich. Za to jest utwór „Slovanian” dedykowany Polsce.
MILAN FRAS: Postanowiliśmy potraktować państwa słowiańskie jako jedną wspólnotę, którą utożsamia utopijne państwo „Slovania”. Chociaż wywodzimy się z tego samego plemienia, nasza kultura została zdominowana przez angloamerykańską i obecnie mało już o sobie wiemy. Ten utwór jest oparty na hymnie pansłowiańskim, który został napisany w okresie powstań narodowych przeciwko Austrii i innym wielkim mocarstwom. Stworzył go Słowak zainspirowany polskim hymnem. Przez lata utwór ten służył za hymn wszystkich państw słowiańskich: Słowacji, Czech czy Jugosławii, śpiewali go również Polacy. W XIX wieku został wykorzystany przez ruch pansłowiański, który, niestety, przerodził się w ugrupowanie paramilitarne. Potem podczas pierwszej wojny światowej, kiedy Słowianie musieli walczyć i po stronie Włochów, Austriaków, Niemców i Rosjan, rozpoznawali się w okopach dzięki tej pieśni. Gwiżdżąc czy nucąc tę melodię, często unikali niepotrzebnego rozlewu krwi i zabijania się nawzajem dla dobra innych krajów. Niestety, dziś marzenie o wspólnocie kulturalnej prysło. Pozostało tylko wspomnienie o utraconej szansie. Wciąż jednak jest Polska, która najdzielniej przetrwała te trudne czasy i stała się najwspanialszym państwem słowiańskim, a może nawet najważniejszym w Europie! Oczywiście nie chcę tu mówić o dzisiejszej polityce...

Losy Słowenii i Polski są dosyć podobne, musieliśmy przejść długą drogą od wyjścia z bloku komunistycznego do wstąpienia w szeregi Unii Europejskiej. Dlaczego w wywiadach wyrażacie niechęć, a nawet krytykę Unii, która jest oparta nie na wspólnocie kulturalnej, ale tylko ekonomicznej?
Musisz pamiętać, że nie jesteśmy takimi mądralami, żeby kogoś krytykować, czy kazać coś robić. Jesteśmy inżynierami dusz. Naszym zadaniem jest naświetlanie problemu poprzez stawianie pytań. Pierwotną ideą Unii było stworzenie przestrzeni globalnego rynku handlu towarami bez zbędnych formalności. Warto cofnąć się do czasów, kiedy powstawały państwa. Kilka wielkich rodzin z jednego klanu najpierw się zabijało, a potem wyznaczało obszar i mówiło: przestańmy się zabijać i zacznijmy tworzyć prawa, według których będziemy mogli razem żyć. To logiczny cykl: zajmowanie terytorium, tworzenie prawa, ustalanie granic i zasad życia. Jakieś sto lat temu wszystkie mechanizmy handlu stały się na tyle rozwinięte, że granice zaczęły mu przeszkadzać. Po części wynikiem tego był wybuch pierwszej i drugiej wojny światowej. I tak po latach została stworzona Unia Europejska jako siła ekonomiczna, a potem również polityczna.

Mówisz o braku tożsamości wielu Europejczyków w Unii. Tymczasem na waszym albumie „Volk” interpretujecie hymny państwowe w formie niemalże popowej i to głównie po angielsku.
Ta płyta mówi o popkulturze, o związkach z kulturą masową, która jest najbardziej agresywna. A dlaczego śpiewamy po angielsku? Bo ten język staje się dzisiaj podstawowym językiem całej Europy, słyszymy go w mediach i u artystów popowych. Może właśnie zadaniem dla Unii powinno być stworzenie języka na wzór esperanto? Może nie powinien być wzorowany na łacinie, ale mógłby pełnić funkcję oficjalną, a może nawet stać się językiem całego świata. Przecież problem polega na tym, że nie mówimy po arabsku czy chińsku, więc nie jesteśmy w stanie zrozumieć tych narodów. Nawet jeśli mówimy w ich języku, to komunikacja jest tak skomplikowanym mechanizmem, że nie jest to w pełni możliwe. W każdym razie jeżeli tak łatwo poddamy się imperializmowi angielskiemu i amerykańskiemu, stracimy też naszą słowiańską przestrzeń. Nie chcę być odbierany jak nacjonalista, ale jakaś alternatywa dla nas powinna istnieć.

Wydaje się, że polityka grupy Laibach i stworzonego przez was utopijnego państwa NSK wydaje się być ponad wszelkimi podziałami. Tymczasem w finale płyty „Volk” pojawia się utwór „NSK”, w którym śpiewacie o obronie waszego terytorium. To ironia?
Granice powinny przestać istnieć, logika państwa również. Państwa i hymny powstały w zupełnie innej epoce. Dlatego kiedy czyta się teksty hymnów, wydają się takie dziwne. Właściwie tylko dzięki nim państwa wciąż istnieją. Pojawia się jednak pytanie, co się zmieniło i czy w ogóle coś się zmieniło przez lata, czy może wciąż żyjemy w XVIII wieku. W ostatnich latach zachodzą ogromne zmiany w świecie i jeśli się uda, to w Unii Europejskiej znikną wszystkie granice. Ta sytuacja rodzi wiele wątpliwości, dlatego w naszej twórczości analizujemy mechanizmy kultury, języka, polityki, państwa, gospodarki. Pojawia się też problem ochrony mniejszych narodowości przed większymi. Na przykład Słowenia jest tak mała, że gdyby ogrodzić ją dziesięciometrowym płotem, to ktoś mógłby ją kupić jako działkę. Uprzedziliśmy ten proces i stworzyliśmy własne państwo – NSK – które jest większe niż Unia Europejska. Dla nas to istotny krok, bo oznacza, że nie musimy służyć żadnemu rządowi i linii politycznej, tylko jesteśmy uniwersalni. A jako artyści jednocześnie możemy hołdować wyższemu systemowi wartości. Obywatelem NSK może stać się każdy, kto zgłosi się do nas o wydanie paszportu. Nie mamy parlamentu ani gospodarki. Pełnimy tylko funkcję jego oficerów i zajmujemy się kontaktami z obywatelami. Skupiamy ludzi z całego świata, o różnym pochodzeniu i poglądach politycznych. Każdy ma własną interpretację takiej organizacji, a my nie chcemy za bardzo ingerować w te wyobrażenia. To wciąż tylko idea, ale może kiedyś rozwinie się w coś większego.