Roman Rogowiecki: No i masz na koncie kolejną świetną kreację. Dzięki twojej roli w "Infiltracji”, Jack Nicholson, żeby cię przeskoczyć, wzniósł się na wyżyny swojego aktorstwa.
Leonardo DiCaprio:
Ha, ha... Było odwrotnie. To on zmusił mnie do wzniesienia się na moje wyżyny. Moja rola jest może bardziej złożona, bo na planie często byłem cokolwiek niepewny. Podczas kręcenia niektórych scen, nie miałem pojęcia, co się za chwilę wydarzy na planie.

Jak na przykład w czasie łamania ręki w gipsie?
No wiesz, to była praca na planie z kimś, kto jest cały czas zupełnie nieprzewidywalny. Nigdy nie wiadomo co się stanie, on ma w sobie siłę niczym natura. W filmie są sceny, który zostały w całości zaimprowizowane, nie było ich w scenariuszu. Jeśli nie jesteś pewien zachowań postaci, którą grasz lub nie wiesz, jak ta postać ma odpowiadać na zasadnicze pytania, kiedy ktoś ma przyłożony do skroni pistolet, a tak robił ze mną Jack, to w takim momencie odpowiedzi błyskawicznie przychodzą ci do głowy.

Tylko nie mów, że Jack nie komplementował twojej gry.
No wiesz, obaj obsypywaliśmy się komplementami (śmiech).

A czy od Nicholsona dostałeś jakieś wskazówki?
Nie dostałem. Jack był Frankiem Costello, a ja na planie starałem się być Billym, moja postacią. Nie było zbyt wiele czasu na pogawędki. Poza planem dowiedziałem się, że jego filozofia życiowa jest zupełnie inna od pomysłu na życie innych postaci, które dotąd poznałem w show businessie jakie znam. Jest tylko jeden Jack Nicholson, jest tylko jeden taki aktor, który może w takim wieku grać tak wspaniale i jednocześnie prowadzić taki tryb życia jak on. Niewielu potrafi go naśladować, on jest naprawdę niepowtarzalny.

Jak się czułeś w roli gliniarza?
Wiedziałem, że emocjonalne oddziaływanie mojej postaci odbywało się często bez użycia słów, bo ze scenariusza wynikało, że gram zamaskowanego policjanta, który infiltruje syndykat gangsterski, któremu szefuje postać Jacka Nicholsona. Jestem więc otoczony ludźmi, którzy chcą mnie zabić 24 godziny na dobę. Przez cały film na dobrą sprawę zaprzeczam, że jestem tym, kim naprawdę jestem, czyli wtyczką policji. Po przeczytaniu scenariusza wiedziałem, że chcę uczestniczyć w tworzeniu "Infiltracji”, ale nie miałem pojęcia, jak mam zagrać powierzoną mi postać, jak dotrzeć poprzez nią do publiczności? Bałem się, że kiedy zdradzę przed innymi aktorami swoje przerażenie, wiesz, kiedy okażę się za słaby, Martin Scorsese wyrzuci mnie z obsady. Kiedy grałem sceny z Nicholsonem, w których błagałem go o życie, myślałem sobie w duchu, że tym samym błagam go o niewyrzucanie z planu, naprawdę tak się czułem (śmiech). Ale to było w pierwszym tygodniu zdjęć i wtedy też rozgryzłem swoją postać i wiedziałem już, jak mam ją grać.

"Infiltracja” to film gangsterski, ale różni się od poprzednich dzieł Scorsese, prawda?
Tak. Po pierwsze rzecz dzieje się w irlandzkim półświatku, ale dotyczy korupcji w samej policji. W sumie to jednak jest opowieść o Ameryce i korupcji systemu rządzącego całym krajem. Film ma w sobie masę napięcia i bardzo zróżnicowanych bohaterów. Mój Billy i Colin grany przez Matta Damona wybierają dwie rożne ścieżki, ale nasze życia się przeplatają, choć o tym nie wiemy... Wszystko przypomina mi trochę grę w szachy.

Film Scorsese pokazuje różne oblicza zdrady, ale moim zdaniem czuje się w nim wiarę w ostateczne zwycięstwo sprawiedliwości. Co ty na to?
Tak, w końcu tak. Wiadomo, że wszystkie postacie z filmu należą do półświatka. Pewnego dnia wszyscy uświadomią sobie, że są ofiarami swojego środowiska. Owszem, mogę powiedzieć, że sprawiedliwość dochodzi do głosu, choć nie chcę zdradzać zakończenia filmu. Mogę tylko dodać, że nie ma specjalnie szansy na "Infiltrację 2” (śmiech).


Leonardo DiCaprio (ur. 1974) - jeden z najpopularniejszych aktorów amerykańskich młodego pokolenia. Największą popularność przyniosła mu rola w "Titanicu" (1997). Grał m.in. u Agnieszki Holland ("Całkowite zaćmienie"), Woody'ego Allena ("Celebrity") i Stevena Spielberga ("Złap mnie, jeśli potrafisz"). "Infiltracja" to trzeci film DiCaprio nakręcony we współpracy z Martinem Scorsese.