1.
Nowa książka Jerzego Pilcha, trzynasta w jego dorobku, napisana została pewną ręką wybitnego prozaika, swobodnie konstruującego literackie światy i pamiętającego o miejscu w nich każdego, choćby najdrobniejszego, szczegółu. Mało kto pisze dziś w Polsce prozę równie świadomą, błyskotliwą, nasyconą tak intensywnym przeżywaniem. Mało kto pisze tu i teraz prozę równie niepokojącą i zmuszającą do stawiania istotnych pytań.

2.
Nowa książka Pilcha to cykl dziesięciu klasycznie skonstruowanych opowiadań (czy też, jak powiada sam autor - opowieści). Wszystkie one podporządkowane są dodatkowo nadrzędnym czynnikom jednoczącym.
Pierwszy z nich to stopniowe, bardzo wyraźne komplikowanie (pogłębianie?) przedstawianej wizji świata. Mówiąc metaforycznie: o ile początkowe strony "Mojego pierwszego samobójstwa” zdają się nie przekraczać horyzontu obyczajowo-melancholijnych anegdot, o tyle ostatnie zdanie książki - "Gdzie jest nasze życie" - przeczytane w perspektywie całości, przypomina klimat wielkich dramatów Czechowa… To ostatnie zdanie modyfikuje sens wszystkich zdań poprzedzających, rzucając na nie ciemne światło.
Czynnikiem drugim jest postać bohatera-narratora i jego świat, stopniowo odsłaniany w kolejnych opowieściach. Ów świat jest tak bogaty (albo: tak natrętny, tak wypełniony urazami i obsesjami), iż zmienia ciąg opowieści narratora w opowieść o nim samym, o kapryśnie i konsekwentnie wybranych epizodach z jego życia.

3.
Narrator "Mojego pierwszego samobójstwa", Piotr (imię zjawia się jednokrotnie, niby przypadkiem, jest raczej ukrywane niż eksponowane), urodził się w roku 1953 w ewangelickiej rodzinie, niegdyś mieszkał w Krakowie, teraz mieszka w Warszawie, jest znanym pisarzem i ma problemy z alkoholem… Ten narrator ma przypominać Jerzego Pilcha i ma się od niego wyraźnie różnić, ma być sobowtórem autora i jego niekoniecznie udanym (parodystycznym?) naśladowcą. Albo inaczej: ten bohater odsyła do podobnych postaci, pojawiających się we wszystkich poprzednich książkach Pilcha; odsyła do gry odróżnień i utożsamień, jaką autor "Miasta utrapienia" prowadzi z literaturą i ze światem, z czytelnikami i ze samym sobą. Ta gra nie jest zakończona; jej stawką jest nie tylko tożsamość bohaterów literackich i sprawność budowania ich sugestywnych portretów; jej stawką jest także publiczny portret pisarza, sposób w jaki chciałby być widziany, sposób w jaki widzi i rozumie samego siebie…

4.
Do poprzednich książek Pilcha, do jego wcześniejszej twórczości odsyła nie tylko postać narratora "Mojego pierwszego samobójstwa". Z pewną dozą przesady można rzec, że we wspomnianej przed chwilą grze odróżnień i utożsamień, powtórzeń i tworzenia na nowo uczestniczą wszystkie elementy składowe nowego cyklu opowiadań.
Rzecz jasna: nie są to w literaturze gry nowe czy rzadko spotykane; rzecz jasna: nie wszystkie powtórzenia są równie ważne i godne uwagi. Rzecz tylko w tym, iż gry Pilcha są wyjątkowo świadome i wyjątkowo udane.
Autor "Tysiąca spokojnych miast" prowadzi swoją grę na wielu poziomach konstrukcji dzieła. Z upodobaniem powtarza drobne detale (jak wiedzą uważni czytelnicy, mocną sygnaturą kolejnych tomów prozy Pilcha są dwie powracające metafory: "azjatyckie trawy" i "masy upalnego powietrza"), z upodobaniem powraca do miejsc (ewangelicki matecznik w Wiśle, Kraków - Babilon, widmowa Warszawa), do portretów ludzi, do sfery istotnych doświadczeń i idei.
Najważniejszym z uzasadnień owych powrotów jest przekonanie o niepowtarzalności i niemożności wyczerpania indywidualnej pamięci. A także: przeświadczenie, iż w każdym kolejnym momencie życia trochę inaczej widzimy siebie, świat, literaturę.

5.
Nową książkę Pilcha otwiera anegdota o przygodzie miłosnej, która na moment połączyła Najpiękniejszą Kobietę Świata i narratora, czyli Znanego Pisarza. Przygoda jest równie nierzeczywista, jak nierealni są jej bohaterowie (oboje pochodzą z rubryk towarzyskich w kolorowej prasie) i nie warto byłoby o niej wspominać, gdyby nie doznanie, które jej towarzyszy i które narrator skrupulatnie odtwarza. Jest to doznanie absolutnego oddzielenia od drugiej osoby; oddzielenia, które może być unieważnione przez miłość, ale też bywa właśnie przez miłosne pragnienia i pożądania wydobywane na jaw i uświadamiane. To szczególne doświadczenie prowadzi w stronę innych, znacznie istotniejszych od wspominanej, przygód zapisanych przez narratora "Mojego pierwszego samobójstwa". W stronę (rzeczywistej albo zmyślonej, to pozostanie nierozstrzygnięte) historii nauczyciela, który zakochał się w uczennicy; w stronę fascynacji narratora Anką Chow Chow, która "miała jazdę na dziewczyny"; w stronę wspomnienia o chłopięcej przyjaźni narratora i Janka Nikandego, przyjaźni, która pozostawiła w pamięci głęboki ślad, choć była pozbawiona oczywistych słów i wyraźnych zdarzeń. We wszystkich tych historiach pragnienie bliskości odsłania niedostępność, absolutne oddalenie. Bo też królewskim tematem Pilcha pozostaje nie tyle miłość, ile samotność.

6.
Wątek oddzielenia, nieskończonej odległości od kogoś, kto znajduje się ledwie o krok, powraca z niezwykłą siłą w tym, co Pilchowy narrator (albo przywoływani przez niego opowiadacze) mówią o rodzinie. Trudno się uwolnić od zdań na ten właśnie temat, pojawiających się w opowiadaniu "Rękopisy człowieka z moich stron": „Każdy normalny człowiek ma ochotę - choć raz w życiu - zabić własnego ojca. Ja tę normalność poszerzyłem w ten sposób, że miałem ochotę go zabić parę tysięcy razy. On mnie - setki tysięcy razy. Matka jego - przynajmniej raz w tygodniu. On matkę - codziennie. Byliśmy bardzo kochającą się rodziną. Najzwyczajniejszą w świecie rodziną potworów".
Drastyczność tych zdań jest niewątpliwa. Równie niewątpliwa jest istotność odsłanianych przy okazji problemów - siły negatywnych uczuć, nienawiści, która rodzi się w kręgu ludzi, połączonych więzami najbliższego pokrewieństwa. Nie muszę chyba dodawać, że Pilch nie wymyślił tych uczuć; on tylko przypomina ich obecność tu i teraz, w naszym własnym życiu; on je tylko niezwykle sugestywnie analizuje, korzystając przy tym nie tyle z języka naturalistycznego dokumentu, ile - wyjaskrawiającej groteski.

7.
Ojcu i Matce przyznał narrator "Mojego pierwszego samobójstwa" pierwszoplanowe role w tragigrotesce życia rodzinnego; babka Pechowa, najwyrazistsza z postaci książki, gra główną rolę w innym, być może ważniejszym dramacie: nasłuchiwania kroków śmierci, umierania, przekraczania ostatecznej granicy. "Trup ze złożonymi skrzydłami" powinien na bardzo długo pozostać w pamięci czytelników, tuż obok poświęconych umieraniu stron Jarosława Iwaszkiewicza.

8.
Znaczna część doświadczeń, o których mowa w "Moim pierwszym samobójstwie" odsyła do ewangelickich korzeni narratora, w ostateczności zaś - samego autora. Krótko mówiąc: bycie protestantem, przynależność do luterańskiej wspólnoty to jedna z kluczowych kwestii najnowszej książki Pilcha. Nie znaczy to, iż jego stosunek do wyniesionej z domu religii jest jednoznaczny i łatwy do nazwania. Zostawiając rozstrzygnięcie problemu tym, którzy więcej wiedzą o (polskim) protestantyzmie, chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie.
Po pierwsze: Pilch nigdy nie szczędził i nadal nie szczędzi ewangelikom złośliwości; to, co śmieszne i to, co groteskowe w ich zachowaniach z pewnością nie ujdzie jego oczom i nie będzie przez niego darowane.
Po drugie: cokolwiek by jednak Pilch wygadywał o "ewangelickiej anatomii" czy też o połączeniu luteranizmu z brakiem jodu - "luterskie zasady" pozostają dla niego ostatecznym punktem odniesienia. Zresztą: luterska jest kraina jego dzieciństwa, praobrazy nawiedzające jego wyobraźnię i wieczność, o której wspomina w opowieści "Śnieg przez dwie trzecie doby".
Chciałbym być dobrze zrozumiany: nie mówię, że Pilch jest pisarzem protestanckim; mówię tylko, iż ukształtowana przez lekturę Biblii i przez bycie protestantem w katolickiej Polsce świadomość stanowi tło jego sposobu odczuwania świata. I wtedy, kiedy mówi o samotności, i wtedy, gdy odczuwa widmowość świata, w którym żyjemy, i wtedy, gdy powraca z uporem do pierwiastków diabelskich, tkwiących w rzeczywistości. A także wtedy, gdy pyta "Gdzie jest nasze życie?” - w przeświadczeniu, że jest dalekie, niedostępne, że gdzieś niepostrzeżenie odeszło.

9.
Swoboda, precyzja, krąg własnych, istotnych problemów: takie książki jak "Moje pierwsze samobójstwo" pisze się w najlepszych okresach twórczości.



Jerzy Pilch: Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści, Świat Książki, Warszawa 2006.