Jesteś kontestatorem?
To strasznie wyświechtane słowo. Nigdy nie definiowałem tego, co robię, po prostu tak wyszło, że od 25 lat gram w zespole. Można nazywać to kontestacją, można i poezją, zostawiam to odbiorcom. Moje teksty nie były prostym wezwaniem do buntu, dotyczyły codzienności i metafizyki, hedonistycznych przyjemności i ciemnej strony życia. W latach 80. każdy jakoś kontestował rzeczywistość i w moich piosenkach też było dużo polityki. Byliśmy młodzi, mieliśmy chęć wykrzyczenia tego, co nas wkurwia i nawet nie było podziału na scenę i widownię. Festiwal w Jarocinie to nie był żaden występ artystyczny, tylko uczestnictwo, jakiś komunikat, a teraz mamy normalny rynek muzyczny.

I kontestacja się skończyła.
To oczywiście nie znaczy, że dziś jakikolwiek poważny przekaz jest dla mnie nieistotny, bo jest ważny. T-Love co najmniej w połowie opierał się na przekazie, nie tylko na muzyce.

Ale z drugiej strony mówisz, że to Kazik jest ideologiem, a ty jesteś rozrywkowy koleś.
Ja staram się być bardziej uniwersalny, patrzę na to, czy moją piosenkę da się słuchać za 15 lat, a Kazik jak uważa, że prezydent czy premier jest chujem, to wali od razu. A ja uciekam od skandalu, nie chcę tego. Już ja jestem polski aż do bólu, ale Kazik jest polski jeszcze bardziej.

Jednak obaj jesteście polscy z Gombrowicza, a nie z Sienkiewicza.
Zdecydowanie tak! Zresztą Sienkiewicza nieszczególnie cenię jako pisarza, a na Gombrowiczu, Witkacym i Schulzu się literacko wychowałem. Bliższy jest mi ten styl myślenia, także o Polsce, rozdrapywanie narodowych ran, docieranie do jądra polskości, do jej garbu i dumy.

A jesteś dumny?
Hm, na pewno mam świadomość tego, skąd jestem, nigdy się tego nie wstydziłem i nie wyprę się naszej kultury, tradycji, tego całego dziedzictwa, ale mój stosunek do Polski i polskości to miłość i nienawiść.

Porozmawiajmy o tym pierwszym. Narzekania na zaściankowość, prowincjonalizm, opresywność Polski jest wszędzie pełno, więc powiedz dla odmiany, co w niej kochasz?
Im dłużej żyję i więcej podróżuję, to pozbywam się kompleksu polskości. Pierwsze wyjazdy na Zachód były straszne, bo mimo całego wyedukowania czułem się jak troglodyta, bo nie wiedziałem, że kibel jest na fotokomórkę. Musiałem patrzeć na faceta obok, choć intelektualnie niczym się od niego nie różniłem. Mało tego, o Europie wiedziałem więcej od niego, bo ludzie z europejskiej prowincji uczą się więcej. Ale teraz, im bardziej poznaję Europę, tym częściej stwierdzam, że jest u nas mnóstwo fantastycznych rzeczy. Trudno to zwerbalizować, bo są to obszary, których dotyka się serduchem, to się czuje.

Mimo to spróbujmy o tym opowiedzieć.
Wcale nie najgorsze są w tym kraju relacje międzyludzkie. To się zmienia, idzie w stronę zachodniego chłodu, jest popsute przez nienawiść, agresję tych pojebanych polityków, ale ciągle jeszcze z ludźmi można szczerze porozmawiać. Polaków interesuje coś więcej, można z nimi pogadać o religii, o poszukiwaniach jakiegoś absolutu, jakiejś prawdy. Moja koleżanka Czeszka mówi, że irytuje ją powierzchowność jej rodaków, że są pragmatyczni do bólu w przeciwieństwie do Polaków, i to u nas jest fajne, inspirujące. Mnie się też podoba po prostu polski krajobraz, przyroda. Nie jest może tak spektakularny jak w Szwajcarii czy we Włoszech, ale Bieszczady czy wydmy w Łebie są wspaniałe.

Zostawmy wydmy, wróćmy do ludzi.
Strasznie mnie irytuje stereotyp Polaka i lubię te sytuacje, gdy rozmaici ludzie na Zachodzie widząc mnie, dziwią się, że im nie pasuję do stereotypu. Mnóstwo ludzi robi nam kapitalną robotę i to jest super, ale jeszcze więcej ludzi robi nam totalny obciach.

Ale nie mam poczucia, że jesteśmy bardziej obciachowi niż inni.
Jasne, że nie. Jak miałem małe dzieci i latałem z nimi na wakacje do hoteli na wybrzeżu w Turcji czy Tunezji, to spotykałem tam ludzi z różnych krajów i nie miałem wrażenia że jesteśmy gorsi. My mamy „Fakt”, oni „Daily Mirror” czy „Bilda”, wszędzie są ludzie egzystujący na tym poziomie.

Mimo wszystko łatwiej ci mówić o wadach polskości niż o jej zaletach. Dlaczego?
To chyba wynika z mojego sceptycyzmu, strachu przed patosem, przed obciachem. Niedawno byłem w Stanach i pojechałem do Las Vegas, stolicy amerykańskiego kiczu, ale takiego do rzygu. I usłyszałem tam piosenkę, w której facet śpiewa, że kocha Amerykę od Kalifornii do Nowego Jorku. Ja bym tak, kurwa, nie potrafił! Poza tym artystycznie ciekawsze, bardziej płodne jest zajmowanie się wadami, niegodziwościami.

Może to jest po prostu łatwiejsze?
Ale jak miałbym zaśpiewać? Że od Krakowa do Bałtyku jest pięknie? Tak śpiewają skinowskie kapele.

To zrób to na wyższym poziomie niż skini, w innej poetyce.
Trochę taką piosenką jest moja „Warszawa”. Jestem patriotą do bólu, tylko rzeczywiście bardziej z Gombrowicza.

Amerykanie nie wstydzą się patriotyzmu, a u nas biało-czerwony krawat jest szczytem buractwa.
Masz rację. W moim liberalnym środowisku, zakładając taki krawat, byłbym z miejsca podejrzany o jakiś meganacjonalizm, bo i to środowisko też jest owładnięte jakąś paranoją. Ale zadajesz mi strasznie ciekawe pytanie, dlaczego nasza afirmacja patriotyzmu musi być taka archaiczna, na baczność, pierdotwórcza, rodem z Giertycha?! Rozjebałeś mnie tym pytaniem.

Chciałbym ten proces pogłębić. Wywiesisz dziś flagę? W końcu mamy 11 listopada.
Nigdy nie wywieszałem. Nie wiem, czy to przez komunizm, czy nie, ale z patriotyzmu zrobił się jakiś zakalec narodowy, który mi zupełnie nie odpowiada.

To zmień to, a nie wylewaj dziecka z kąpielą! Dlaczego flagę mają wywieszać tylko oszołomy?
No kurwa, bo tak się porobiło. Wpływ na to mają choćby ostatnie wybory. Przecież chcieliśmy, by wygrały te dwie partie, bo nie chcemy ubeków czy zdemoralizowanego SLD, a mamy PiS, LPR i Samoobronę. To nie jest klimat do manifestowania patriotyzmu. Podoba ci się ten ich patriotyzm z dwudziestolecia międzywojennego?

Możesz manifestować patriotyzm na własną rękę, nie pod dyktando Giertycha.
Zastanawiam się, jak to ugryźć, ale nie mam dobrego pomysłu. W każdym razie ich wersja patriotyzmu mnie załamuje.

To zaproponuj inną! W końcu jesteś artystą, nie?
Ale dlaczego oczekujesz tego akurat ode mnie?

Bo jesteś niegłupi.
A dlaczego akurat patriotyzm?

Dla młodziaków jesteś autorytetem, pokazałbyś im coś wartościowego.
Staram się cały czas. Nie widzisz w moich piosenkach miłości do tego kraju? Chcesz, by opowiadał ci o tym facet w piosenkach?

Springsteen śpiewał „Born in the USA”.
No śpiewał, ale wolę Dylana i Casha, którzy też przecież są strasznie amerykańscy, a raczej śpiewają o przestrzeni niż o ojczyźnie. Tylko czy ty przypadkiem nie oczekujesz ode mnie jakiegoś socrealizmu? „Przepraszam, panie Muńku, pan mnie zawiódł jako artysta, bo śpiewa pan o cyckach, a nie o Polsce”.

Naprawdę, nie oczekuję, że będziesz pieśnią wspierał budowę IV RP. Śpiewaj o cyckach.
(śmiech) Myślisz, że w tym, co śpiewam, nie ma nic pozytywnego na temat Polandu? Zrozum mnie, trudno mi było mieć do patriotyzmu zdrowe podejście, bo najpierw było gówno komunizmu, potem króciutka euforia i zachłyśnięcie się hedonizmem, więc nikt nie miał głowy do Polski, tylko do robienia kasy i zabawy. A teraz różni panowie z Sejmu i rządu proponują mi zatęchłą wersję patriotyzmu, od której się duszę.

Ty znowu o polityce.
A chciałbyś, bym miał to wszystko w dupie? Masz rację, że nie ma się co podniecać polityką, ale trzeba wiedzieć, gdzie się żyje!

To zabawne, że publicysta polityczny namawia cię do dystansu do polityki, ale skoro ty nawet na pytanie o patriotyzm odpowiadasz, że LPR… A co cię obchodzi LPR?
Bo nie da się ukryć, że mnie ta cała polityka wkurwia.

Dużo rozmawiasz o polityce?
Dużo, ale nie zawsze w ten sposób. Syn powiedział mi ostatnio: Tato, Giertych ma trochę racji. Wytłumaczył mi, że – przy całej antypatii do Giertycha – w szkole zatracił się gdzieś cały respekt, szacunek do nauczyciela. I nieważne, że mówi to Giertych, ale ma rację, trzeba dać im szansę. Nie dajmy się zwariować, że skoro coś mówi Giertych, to musi to być idiotyczne, bo grozi nam myślenie obozowe. A mnie strasznie wkurwia takie rozumowanie, te podziały: ty jesteś z „Wyborczej”, ty z „Naszego Dziennika”. A ja nie jestem znikąd, ani z „Wyborczej”, ani z TVN, jestem Muniek Staszczyk. A przy okazji, uważasz, że jestem zapiekły?

Chyba nie, ale to, że Giertych jest wicepremierem, jakoś dotyka cię osobiście.
A ciebie nie? Ja rozumiem, że on ma prawo być ministrem, bo wygrał wybory, ale chyba nie chciałbym się z nim zaprzyjaźnić. Nie chciałbym, by władza zajmowała się ideologią.

Ludzie na całym świecie wybierają polityków ze względu na światopogląd. W Ameryce spierano się nie tylko o Irak, ale i o aborcję.
Masz rację, tylko że ideologia strasznie dzieli ludzi.

Podziały są naturalne. Ważne, by normalnie o nich rozmawiać.
Ale zobacz, do czego doszło u nas po wyborach? Od lat nie pamiętam takiego podziału na „my” i „oni” w rodzinach, wśród przyjaciół. Byłem na kilku imprezach i strasznie się pożarłem o politykę. To strasznie smutne.

Skoro zahaczyłeś o sprawy światopoglądowe, to nie mogę nie spytać o twoje nawrócenie.
Nie jestem jakiś totalnie nawrócony, bo ciągle się borykam, jestem na początku drogi. Daleko mi do chłopaków spod znaku rocka chrześcijańskiego, strasznie daleko mi też do ideału. Czy ja jestem religijny? Poznałem na sobie działanie ciemnej strony mocy i zdecydowanie opowiadam się po tej jasnej stronie. Jestem wierzący, spirytualny i nie wierzę przy tym w new age’owskiego boga, którego sobie sam ulepiłem z różnych zlepek, ścinków: trochę chrześcijaństwa, buddyzmu, magii, bo to strasznie tandetne i słabe.

Co masz na myśli?
No właśnie ten cały New Age, tę potrzebę duchowości zaspokajaną przez wróżki, karty, magię. Zupełnie na przykład nie rozumiem fascynacji „Kodem Leodnarda da Vinci”. Przecież to takie głupie, że nie warto z tym polemizować! Byłem latem w Niemczech u kolesia, fana „Kodu Leonarda da Vinci”, całkiem inteligentnego biznesmena, i właśnie on ulepił sobie prywatnego boga.

I pewnie bardzo go kocha. Z wzajemnością.
Tak, muszę o tym napisać piosenkę, o tym lepieniu sobie boga.

Jesteś katolikiem?
Tak, no tak. Kiedyś, kilka lat temu, zadzwonił do mnie młody ksiądz, dominikanin, Wojtek Jędrzejewski. Byłem przerażony: Kurwa, czego ode mnie chce, ksiądz?! Zaprosił mnie na spotkanie z młodzieżą, poszedłem, zaprzyjaźniliśmy się i w końcu wyspowiadałem się u niego po raz pierwszy od jakichś piętnastu lat. Nie w konfesjonale, bo wstydziłem się tego, ale normalnie, podczas rozmowy. Wtedy też wstydziłem się chodzić do kościoła. Teraz mi to przeszło i chodzę. Chociaż jestem daleki, kurewsko daleki od bycia perfekt, ale walczę, normalnie walczę jak człowieczyna i jestem zakumplowany z Bogiem.

A modlisz się?
Tak, no jasne. Czasem brak mi czasu na skupienie, ale staram się. Przede wszystkim próbuję nie krzywdzić ludzi. Zrobiłem w życiu mnóstwo głupot, popełniłem sporo błędów, ale staram się nie być kutasem, nie robić złych rzeczy. Miałem w życiu wiele takich momentów, które mną wstrząsnęły. Nie wiem, czy to był palec boży, ale pamiętam, jak w latach 80. pierwszy raz w życiu pojechałem na Zachód, i trochę z biedy, i trochę dla zabawy ukradłem w sklepie jakiś żel na pryszcze i złapano mnie. Tłumaczyłem się, że jestem z Polski, biedny, a ochroniarz mówi mi, że nic go nie obchodzi, skąd jestem, ale po prostu tak się nie robi. Nie kradnie się! Od tego momentu jestem na to straszliwie wyczulony. W ogóle staram się żyć porządnie, chociaż nie zawsze mi to wychodzi.

Mówiłeś, że czytasz Biblię. Co w niej odkrywasz?
Żadne wielkie słowa, po prostu normalne, pozytywne przesłanie. To mi się podobało u naszego papieża. Teraz każdy o nim powie, że był zajebistym facetem, ale mnie w nim najbardziej podobało się to, że z taką naturalnością mówił o najważniejszych rzeczach, że trzeba człowieka raczej przytulić, niż kopnąć.
Jestem wierzącym, religijnym facetem, ale nie chcę o tym za dużo gadać, bo nie lubię się tym chwalić. Boję się, że za rogiem dopadnie mnie jakaś pokusa, że upadnę. Ale też nie wstydzę się przyznać, że chodzę do normalnego polskiego kościoła, nawet jeśli jakiś ksiądz pieprzy tam głupoty, bo nie dla niego tam poszedłem, ale dla Boga.

Twoje życie zmieniło się, wcześniej miałeś doświadczenia z narkotykami.
No, taki standard muzyka rockowego, może trochę większy. Ot, taki zwyczajny hedonizm. W latach 80. palenie jointów było elementem kontestacji, wtajemniczenia, a teraz to część narkobiznesu, szalenie niebezpieczna gra. Ja w latach 90. miałem problemy z amfetaminą, bo grałem bardzo dużo koncertów i się tym faszerowałem. Trochę za daleko to poszło, ale teraz niczego nie biorę, nie palę. No, piję czasem, ale też nie tyle, co kiedyś. Strasznie trudno przejść przez zespół rockowy jak ministrant.

Twój 17-letni syn pali marihuanę?
Powiedział, że próbował dwa razy, ale go to nie ciągnie. Cieszę się, że się przyznał.

A jak wychowujesz dzieci? Jesteś z nimi na ty?
Jestem ojcem, nie Muńkiem. Mam kumpli, którzy przeszli z dziećmi na ty, ale ja nie mógłbym zrezygnować z tego uczucia, jak syn czy córka mówią do mnie „tato”. To jest kapitalne. Przecież nie będą do mnie mówić jak kumple z bandu! Czułbym się jak idiota.

Prowadzisz tradycyjną rodzinę?
Ja wiem? Nie bardzo, bo jestem zakręcony, trochę rozpasany przez moją robotę, ale na przykład chodziłem na wywiadówki, częściej co prawda chodziła żona, bo ona nie pracuje. Tak wyszło i dobrze nam z tym. Utrzymuję się z muzyki, żyjemy na luzie.

To co cię wkurza?
Najbardziej chyba bezpodstawna agresja, nawet nie polityków, ile taka zwyczajna na ulicy.

Nie podpisujesz żadnych listów otwartych, nie żądasz legalizacji aborcji.
W sprawie aborcji mam mnóstwo wątpliwości. Z jednej strony nie chciałbym restrykcji, z drugiej to jednak aborcja, zło… Jeśli jesteś wierzący, to wiesz, że życie nie polega na łatwiźnie i wygodzie, że nie może być tak, że zrobiłeś dziewczynie dziecko, to aborcja i już. No nie. Ja właśnie nie chcę łatwizny, wolę trudniznę.

Wcale nie. Podobała ci się akcja „Tiszert dla wolności”?
Sfotografowałem się w koszulce „Jestem Żydem”, bo temat żydowski jest w Polsce jakiś kompletnie zagmatwany: z jednej strony jacyś antysemici i ich chore spojrzenie na Żydów, z drugiej strony Żydzi oskarżający Polaków o Holocaust. To jest nienormalne.

A założyłbyś koszulkę „Nie płakałem po papieżu”?
Ja wiem, czemu nie? Jakby tylko taka dla mnie została…

A „Nie płakałem po Kuroniu”?
Ja akurat płakałem i po papieżu, i po Kuroniu. Dla mnie takie koszulki to już inna kategoria. Chciałem utożsamić się z mniejszością, wziąć udział w kontrowersyjnej akcji.

Jakbyś tylko chciał kontrowersji, to założyłbyś koszulkę „Młodzież Wszechpolska”.
No tak, ale to byłby gombrowiczowski ruch, by wkurwić znajomych, dla jaj. A koszulkę „Jestem Żydem” nosiłem z motywacji, serio.

A jak ci się podobała koszulka „Miałam aborcję”?
Widzę zasadniczą różnicę między nimi, bo „Miałam aborcję” miało być tylko po to, by szokować.

Raczej po to, by ludzi przekonać, że aborcja to nic strasznego. W twoim środowisku najodważniejsza byłaby „Młodzież Wszechpolska”.
OK, może masz rację. To mi ją załatw (śmiech).

Roman Giertych ci ją przyśle, zobaczysz.
Ale o co ci chodzi z tą akcją? Że była słaba, mało wyrafinowana? To miało tylko dać ludziom do myślenia, przyzwyczaić ich do niewygodnych deklaracji.

W twoim środowisku niewygodną deklaracją byłby napis „Chodzę co niedziela do kościoła”.
Ale gdybym coś takiego założył, wszyscy pomyśleliby, że to taki greps, że robię sobie jaja z Kościoła. Tymczasem ja brałem co prawda udział w happeningu, ale chciałem przy tym poruszyć ważny temat. Koleś od tej akcji chciał po prostu wrzucić na T-shirty mocne napisy, a ty się zaperzasz.

E tam. A gdybyś chciał mocne napisy, to dwa ci podsunąłem.
Może trzeba było wrzucić i takie.

Zostawmy to. Dla wielu ludzi jesteś autorytetem. Ciąży ci to, łechce cię?
Każdy człowiek jest jakoś tam próżny, więc trochę mnie to cieszy, ale z drugiej strony bronię się przed tym, bo piszę piosenki we własnym imieniu, a nie jako autorytet i wychowawca młodzieży. Myślę, że młodzi widzą we mnie jakąś autentyczność, ale czy to od razu znaczy, że jestem dla nich autorytetem? Pamiętam, że kiedyś bardzo mnie dziwiło, że zapraszają mnie na spotkania do liceów, a teraz cenię je sobie. Ale nie pierdolę im jak belfer czy profesor Pimko.

A używasz tam wulgaryzmów?
Ja, niestety, nie najlepiej mówię, ale to nie jest żadna kreacja, po prostu jestem trochę rynsztokowy. Niedawno na imprezie z ludźmi z dobrych warszawskich domów pewna pani zwróciła mi na to uwagę.

Cenzurujesz się?
Na pewno nie w języku, to chyba słyszysz (śmiech), ale owszem, zastanawiam się nad tym, jak zostanę zrozumiany w moich piosenkach. I zwrócił mi na to uwagę młody chłopak na tym spotkaniu u dominikanów, który zacytował moją piosenkę o tym, że jak ma być zabawa, to trzeba coś wrzucić. I ten kolo mówi: Ej, stary, ty namawiasz do używania narkotyków, to jest złe. Zastanowiłem się nad tym i teraz bardziej na to uważam.

Odpowiedzialność za słowo?
Chyba nie tylko. Po prostu bardzo nie chciałbym częstować ludzi cywilizacją śmierci.