Nowy film Sheparda ma dorównać poprzednikom, reżyser swoją fabułą zamierza walczyć o Oscara. Chorwaci cieszyli się, że Richard Gere zamieszkał w Zagrzebiu razem z żoną i sześcioletnią córeczką. I spędził na Bałkanach kilka dobrych tygodni. Gwiazdorska rodzina wynajęła piękny dom na obrzeżach miasta. Inni aktorzy (choćby nominowany do Oscara Terrence Howard) podczas zdjęć regularnie odwiedzali nocne kluby Zagrzebia. Plotkarska prasa donosiła, że Howard podobno rozstał się ze swoją dziewczyną i spotykał się z młodą, prześliczną Chorwatką.

Początkowo twórcy mieli zamiar kręcić film w Bośni, ale producenci obawiali się ryzyka i zrezygnowali. Argumentowali: ten teren jest ciągle zaminowany. W końcu jednak część zdjęć nakręcono w samym Sarajewie. Zdjęcia w Chorwacji też już zostały zakończone. A film znajduje się w fazie postprodukcji. Kiedy premiera? Wiadomo tylko tyle, że w przyszłym roku.

Dzisiaj region Zumbrek w okolicach Zagrzebia to chyba najsłynniejszy region Chorwacji. W ciągu kilku tygodni przeżył najazd dziennikarzy z całego świata. To tutaj Shepard kręcił film o ściganiu zbrodniarzy wojennych odpowiedzialnych za akty ludobójstwa w Bośni w 1996 roku. Dziennikarz Scott Anderson, wspólnie z dwoma kolegami po fachu Sebastianem Jungerem i Johnem Falkiem, przeprowadził - zresztą bez wielkiego entuzjazmu - próbę schwytania człowieka podejrzewanego o zbrodnie wojenne. W role dziennikarzy, którzy dla sutego okupu chcą wyśledzić rzekomego sprawcę, wcielają się Gere, Howard i Jesse Eisenberg. Podejrzanego nazywa się w filmie Lisem. Prototypem postaci jest przywódca Serbów bośniackich Radovan Karadżić.

Zdaniem reżysera i scenarzysty Richarda Sheparda jest w jego fabule nie tylko miejsce na dziennikarskie śledztwo. Nie zabraknie też romantycznych klimatów i dozy czarnego humoru, podobnie jak w czarnej komedii "Matador" Sheparda, która weszła na ekrany w tym roku.

Byłem na planie akurat wtedy, kiedy filmowcy kręcili jedną z kluczowych scen, rozgrywającą się w opuszczonym tunelu. Wchodzimy do wewnątrz. Jest ciemno i zimno. Po drodze widzimy wraki samochodów. Jakby przed chwilą miała tu miejsce eksplozja. Coś zaczyna się dziać w znajdującym się przed nami jasno oświetlonym autobusie. Na jego bokach widnieją serbskie hasła. Kiedy zbliżamy się do tunelu, słyszymy, jak kierownik planu wydaje polecenia przez megafon. Zaczynamy dostrzegać siedzące w autobusie postacie. Kobieta i Gere. Rozmawiają.

"Ta scena stanowi moment przełomowy" - mówi mi jeden z członków ekipy. Za chwilę dodaje, bym usiadł na jednym z krzeseł znajdujących się poza planem. Znajduję krzesło z nazwiskiem Sheparda. Na monitorze widzę Gere'a w ujęciu z dwóch różnych kamer. Jest niezwykle skupiony. Przed 20. z kolei ujęciem bierze długi oddech. Patrzy głęboko w oczy kobiecie. Zapada ciężka cisza. A po zakończonym ujęciu ekipa i wszyscy, którzy znajdują się poza planem, biją brawo. "Koniec zdjęć. Przerwa" - krzyczy przez megafon kierownik planu.

Właśnie tego dnia byłem umówiony z Gere’em. 57-letni aktor po ciężkim dniu spóźnił się prawie o godzinę. Usiadł w wygodnym fotelu. Zamówił kakao. Zaczął opowiadać o roli: "Gram dziennikarza. Człowieka czynu. Wiecznie na wysokich obrotach. Znam paru takich osobiście. To szczególny rodzaj ludzi. To niekoniecznie źli goście - oni są po prostu inni. Do tej pory nie grałem w zbyt wielu filmach "humanitarnych". Może z wyjątkiem "Fatalnej namiętności". Cieszę się, że miałem okazję opowiedzieć o tym, jak Chińczycy tłumią aspiracje Tybetańczyków do wolności i autonomii. To trudny film i trudny temat. Wątpię, czy przyjąłbym rolę, gdyby reżyserować miał ktoś inny. Ale nie mam żadnych wątpliwości, że Shepard nada mu odpowiednią barwę uczuciową.

Gere urodził się w 1949 r. Dorastał w latach 50. "Usłyszałem o Holocauście, gdy miałem może 10 lat. Przeżyłem szok, ale to wszystko wydawało mi się tak nierealne. Dopiero 10 lat temu uświadomiłem sobie ogrom tej zbrodni. Mam dziś podobne uczucia, kiedy myślę o ludobójstwie w Bośni. Jak mogło do tego dojść? Gdzie była Europa? Ogromny pożar trawił mały kraj, dlaczego więc nikt nie wezwał straży pożarnej? Wszyscy dobrze o tym wiedzieli. Podobnie jak wcześniej o Auschwitz. Zdawali sobie sprawę, ale nie zrobili nic" - oskarża Gere, po czym dodaje: "Clinton powiedział mi w prywatnej rozmowie, że jedynym - jak sądzi - błędem, który popełnił za czasów swoich dwóch kadencji, było to, że nie zapobiegł ludobójstwu w Bośni".

Gere jako buddysta przyznaje, iż ma problem, jeśli chodzi o zakończenie filmu zapisane w scenariuszu. "Nie chcę, by kładziono nacisk na problem kary, bo w nią nie wierzę. Pragnę, aby przyszli widzowie dokonali jakiejś głębszej refleksji. Żeby nie pomyśleli sobie tylko: W porządku. W końcu dopadli tych obrzydliwców!" - przyznaje.

Podczas przygotowań do roli Gere, jak powiedzieli mi producenci, chciał skontaktować się z Radovanem Karadżiciem. Pytam o to aktora. Gere: "To nie tak. W jednej z restauracji spotkałem się z dziennikarzem, który miał masę kontaktów w Serbii i zapytałem, czy mógłby skontaktować mnie z Karadżiciem. Powiedział „nie”. I to wszystko. Ale bardzo fascynuje mnie los tego człowieka. Popełnił te straszliwe zbrodnie, a teraz schronił się w jakimś położonym na odludziu klasztorze. Gdzieś przy granicy z Czarnogórą. Codziennie odwiedza grób syna. Cieszy się wolnością, a nikt nie robi niczego, by postawić go przed sądem. Nawet ONZ. To zdumiewające. Jestem pewien, że zawarto tu jakichś cichy układ!"

"Czy próbował pan powiedzieć swojej córce, o czym jest ten film?" - pytam. Gere odpowiada po chwili: "Nie. Jest za mała. Sześcioletnie dzieciaki nie interesują się polityką. Martwią się przede wszystkim o to, gdzie jest mama i tata. No i o to, kiedy powie się im, że już najwyższy czas iść do łóżka. Dziś wiem, że mieć dziecko to wielka frajda i szczęście. Prawdziwy raj. Ale kto wie, może gdy stanie się nastolatką, czeka mnie droga przez piekło - chichocze aktor, który wciąż - mimo wieku - świetnie się trzyma. "Co znaczy dla pana być symbolem seksu?" Gere odpowiada rozbawiony: "Mam 57 lat, więc to trochę absurdalne. Ale możliwe, że nie czuję się na więcej niż na trzydziestkę".