Zbigniew Buczkowski, aktor
O Danusi można mówić, używając tylko wielkich słów. Ona była duszą towarzystwa, zawsze uśmiechnięta, zawsze można było na nią liczyć. Razem zagraliśmy w filmie Janusza Kondratiuka „Głowy pełne gwiazd”. Danuta była wtedy już wielką gwiazdą, ja początkującym aktorem. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Potem zagraliśmy jeszcze razem w serialu „Graczykowie”. Od pewnego czasu od różnych osób dowiadywałem się, że Danusia choruje. Mam w związku z tym wielki żal w sobie, bo ciągle planowałem, że odwiedzę ją w Skolimowie. Nie zdążyłem. To strasznie przykre, bo jesteśmy ciągle zabiegani i nawet jeśli o kimś pamiętamy, odkładamy spotkanie na później. A później to często za późno. Bardzo mi przykro, że nie pojechałem do Skolimowa, zwłaszcza że to tak blisko od mojego domu…

Ewa Szykulska, aktorka
Niedawno rozmawialiśmy z przyjaciółmi o Dance i mówiliśmy, że zawsze była naszym słoneczkiem. Ona była takim człowiekiem, który miał w sobie energii za dziesięć osób. Tym bardziej przykre było to, że gdy zaczęła chorować, zaczęła odchodzić od ludzi, oddalać się, by nikomu nie zawracać głowy swoją osobą. Gdy odchodzą tacy ludzie jak Danusia to pustka wokół powiększa się o kilka dobrych metrów kwadratowych. To strasznie przykre i bolesne. Niech odpoczywa i tańczy w obłokach, bo zawsze świetnie to robiła.

Krzysztof Kolberger, aktor
Niełatwo mi mówić o śmierci Danuty. Zwłaszcza tak na „gorąco” i tak, by uniknąć ocierania się o banał. To oczywiste, że jej śmierć jest dla mnie wielką stratą, zwłaszcza że znaliśmy się 30 lat. Współpracowaliśmy wielokrotnie. Zawsze chłonąłem jej talent, i to nie tylko ten aktorski i piosenkarski, ale również ten, który pozwalał jej zachowywać do siebie dystans i żartować z siebie. Odkąd Danuta zaczęła chorować, starałem się jak najwięcej angażować ją w pracę, w jakieś artystyczne przedsięwzięcia. Jeszcze rok temu udało mi się ją namówić do zaśpiewania. Danuta mówiła, że w jej życiu najważniejsi są przyjaciele. To bardzo ważne, ale szkoda, że jej życie potoczyło się tak, jak się potoczyło, i niektóre jego elementy Danuta zaniedbała.

Adrianna Biedrzyńska, aktorka
Ja pracowałam z Panią Danusią w Babskim Kabarecie. Nawet miałam przyjemność lecieć z nią do Stanów Zjednoczonych, gdzie spędzałyśmy cudowne chwile. Występowałyśmy na scenie przez bardzo długi czas w tym właśnie "Babskim Kabarecie" z dziewczynami. To cudowna kobieta, wspaniała artystka, to cudowny człowiek. Zawsze wyciągająca rękę do tego, który potrzebował pomocy. Każdy z nas kiedyś odejdzie, ale w takich sytuacjach zawsze to bardzo przeżywamy. Jest to wielki ból. Wtedy przychodzą wspomnienia: jak to było, kiedy to było, jak wyglądały nasze kontakty, nasza wspólna praca. To jest straszne. Ale niestety takie jest życie i musimy się z tym pogodzić. Także łączę się w bólu z przyjaciółmi, rodziną Danusi i cóż więcej mogę powiedzieć - smutno, smutno, że jej nie ma. Na pocieszenie: kiedyś jeszcze się spotkamy, kiedyś tam... wszystkie.

Jan Pietrzak, artysta kabaretowy
Była bardzo miłą, sympatyczną, bardzo wesołą koleżanką, z którą chciało się pracować. Oczywiście trapiły ją różne choroby, co powodowało, że czasem tę pogodę ducha traciła. Ale generalnie była świetną koleżanką i doskonałą profesjonalistką. Była bardzo ważną postacią w kabarecie pod Egidą, a pracowała z nami przez kilkanaście lat. Zwłaszcza w trudnym okresie stanu wojennego, kiedy granie było nielegalne. Wykazywała się nie tylko dużymi umiejętnościami, ale i obywatelską postawą i odwagą. Była niezwykle ważną osobą w historii naszego kabaretu.