Film, mimo efektów specjalnych i - wydawałoby się - ciekawego pomysłu, przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla wielbicieli talentu Denzela Washingtona.

Jeżeli liczycie na cokolwiek więcej, możecie wyjść z kina srodze zawiedzeni. Film wypełniają przewidywalne z góry zwroty akcji, drewniane dialogi i intryga, której sedna nie zrozumiał chyba nawet sam scenarzysta.

Pewnego dnia o ściśle określonej godzinie w Nowym Orleanie wybucha prom, na którym ginie ponad tysiąc osób. Po wnikliwym śledztwie agent Doug Carlin (Denzel Washington) zostaje wysłany w przeszłość, by zapobiec katastrofie, a przy okazji uratować piękną Claire Kuchever (Paula Patton).

Film był pierwszą produkcją nakręconą w Nowym Orleanie po huraganie "Katrina". "Déjà Vu" wyreżyserował Tony Scott - autor takich przebojów, jak "Top Gun", "Ostatni skaut" czy "Zawód: Szpieg".

Déjà vu z francuskiego oznacza: już widziane. Jest to rodzaj odczucia, że przeżywana sytuacja wydarzyła się już wcześniej, w jakieś nieokreślonej przeszłości. Zjawisko występuje nagle i trwa kilka sekund. Naukowcy oceniają, że doświadcza go około 90 procent ludzkości.

I rzeczywiście, po obejrzeniu tego obrazu, większość widzów może mieć nieodparte wrażenie, że wszytko, co pokazano w "Déjà Vu", też już gdzieś wcześniej widziało.

O najnowszej produkcji Tony'ego Scotta przeczytasz także w piątkowej "Kulturze TV", bezpłatnym dodatku do DZIENNIKA.