Muzyka
Jako dziecko uwielbiałam urządzać spontaniczne recitale, szczególnie w kawiarniach, gdzie zabierali mnie rodzice. Jednak w podstawowej szkole muzycznej nauczyciele nie potrafili rozbudzić we mnie pasji do muzyki, a egzaminy były jak na mój wiek zbyt stresujące.

Grałam na fortepianie i flecie poprzecznym, ale uczono mnie tylko odtwarzania nut. Żaden z nauczycieli nigdy mi nie zasugerował, że mogę sama coś pokombinować.

Wiedziałam, że nie zostanę wirtuozem, więc nie zdecydowałam się na średnią szkołę muzyczną, tylko zwykłe Liceum im. Reja.

Wcześniej w swoich zainteresowaniach muzycznych towarzyszyłam rodzicom. Tata jako dziennikarz muzyczny miał dostęp do płyt winylowych, oryginalnego "Bravo" i wejściówek na koncerty. Bee Gees, Roberta Flack, Michael Jackson, Barbara Streisand to głosy, które przypominają mi dzieciństwo.

Dopiero barwne towarzystwo, z którym się zetknęłam w liceum, zdjęło mi z głowy popowe okulary i zaczęło podtykać coraz to nowe frykasy, od Doorsów, Iggy'ego Popa przez Police do Prince'a. Jednak najbardziej fascynowało mnie to, co wyszperałam sama.

Oryginalne kasety: Jamiroquai, Bjork i Arrested Development, to były moje największe skarby. Wtedy odkryłam, jak dobrze śpiewa mi się takie piosenki i jak bardzo chcę się nauczyć angielskiego.

Książki
Czytanie to luksus, na który pozwalam sobie dopiero wtedy, gdy mam dużo wolnego czasu albo jadę pociągiem. Przyznaję, że niezbyt dobre podejście, bo przez to czytam mniej, niż bym chciała.

Najczęściej biorę dwie powieści naraz, jedną po polsku, drugą po angielsku. To przyzwyczajenie, żeby czytać w oryginale i dbać o kontakt z językiem wyniosłam z anglistyki. Lubię kupować książki. Uwielbiam świeży zapach nowości, gładkie okładki.

Wciąga mnie literatura błyskotliwa i wielowarstwowa, jak "O pięknie" Zadie Smith, nieco brutalna, ale fascynująca w warstwie językowej, jak Masłowska, poetycka, jak "Czwarte niebo" Sieniewicza czy proza Olgi Tokarczuk, wreszcie tajemnicza i odrealniona jak powieści Murakamiego.

Jednak najskuteczniej odpływam przy powieściach, nasyconych niezwyczajnymi, szczególnie intensywnymi emocjami. "Brick Lane" Moniki Ali i "Sobota" Iana McEwana zajmują zaszczytne miejsce na moim regale.

Kino
Kiedyś bardziej mnie pochłaniało, teraz coraz częściej wychodzę z seansów rozczarowana. Szkoda mi czasu na filmy, które nie dają nic poza czystą rozrywką. Bardzo lubię kino brytyjskie, szczególnie to o zwykłych ludziach, w rodzaju "Życie jest słodkie" Mike'a Leigh.

Podobają mi się też komedie brytyjskie. W "Przekręcie" i "Porachunkach" Guya Ritchiego aktorzy mówią cockneyem. Podoba mi się to, ale znajomi niespecjalnie chcą ze mną dzielić pasję językową.

Ostatnio zachwycił mnie też "Volver" Almodovara ze swoim optymizmem, wybuchową mieszanką nastrojów i siłą kobiet.

Kluby
Po kilku latach zmagań z wizerunkiem "didżejki narodowej" zdecydowałam się na kapitulację. Założyłam ośmioosobowy kolektyw didżejski Beats Friendly, z którym udzielam się wyłącznie jako wokalistka. Nie mamy przygotowanych numerów, bazujemy na improwizacji i spontaniczności.

Chociaż klubowe potańcówki już mnie raczej nie ekscytują, nadal potrafię bezgranicznie oddać się tanecznemu pulsowi, jeśli tylko spełnione są trzy warunki. Po pierwsze niebanalna, porywająca muzyka. Po drugie przyjaźnie pląsający tłum. Po trzecie dobre nagłośnienie. Wbrew pozorom, to dziś bardzo wysokie wymagania.

Radio
Nie traktuję radia jako pracy. To moja wielka pasja - mogę ją realizować tylko w tych stacjach, które zostawiają mi pełną swobodę w doborze muzyki. Obecnie zatrzymałam się na Radiu Bis. Razem z didżejem Lexusem próbujemy zarazić młodych słuchaczy chęcią do muzycznych poszukiwań.

Przez lata zmieniło się to, co puszczam, bo zmieniał się mój gust muzyczny. Znudziłam się już typowym chilloutem. Nie wystarcza mi, że coś jest miłe lub bujające.

Muzyka musi poruszać struny moich emocji poprzez energię (The Roots, Bugz In The Attic), urzekającą melodię, zaplątaną w odrobinę eksperymentu (Psapp, Ammoncontact), akustyczną prostotę (Cat Power) lub po prostu klimat (Trentemoller, Stereoptyp). Mam kiepską pamięć, więc moje płyty zawsze są opatrzone żółtymi karteczkami z numerami utworów wybranych do audycji.