ROMAN ROGOWIECKI: Twój najnowszy film "Krwawy diament" porusza istotną kwestię nielegalnego handlu szlachetnymi kamieniami w Afryce.

EDWARD ZWICK*: Tak, choć przede wszystkim mówi o tym, co dla kogo jest cenne. Dla przemytnika Danny'ego Archera jest nim diament. Dla dziennikarki Maddy - tekst w gazecie. Dla Salomona - jego syn. To właśnie Salomon Vandy, grany przez Djimona Hounsou, jest główną postacią filmu. To on traci kontakt z rodziną po ataku na wioskę, w której mieszka. W tej sytuacji musi zdecydować się na odyseję pokazaną w filmie. Najważniejsze jednak jest to, że nigdy nie traci nadziei. Każdy może utożsamiać się z jego nieszczęściem, z jego miłością do dziecka i rodziny. To, co się dzieje na ekranie, oglądamy właściwie jego oczami. On przeżywa frustrację, złość, ból i walczy o rodzinę z wielką odwagą i determinacją. Archer też pochodzi z Afryki, ale jego historia jest zupełnie inna. Obu bohaterów łączy jednak specyficzna więź. W nieludzkiej sytuacji zbliżają się do siebie, choć ich motywacje do wspólnego działania są skrajnie różne. Trzeci wątek to dziennikarka Maddy i jej chęć pokazania światu tego, co naprawdę dzieje się w Sierra Leone.

Czy Djimon Hounsou służył ci jako doradca na planie?

Jego znajomość Afryki, tego, jak się ludzie zachowują i co myślą, była dla mnie bezcenna. Miałem jednak ogromne szczęście, bo gdy chciałem dowiedzieć się, co zdarzyło się w Sierra Leone, poznałem najlepiej poinformowanego człowieka - Soriousa Samurę. To on jest autorem słynnego dokumentu na temat tamtych zdarzeń. Jako jedyny dziennikarz udokumentował to, co się tam działo. Sorious zgodził się ze mną współpracować. Nie był jedynie doradcą, był źródłem całej naszej wiedzy na temat konfliktu, kultury regionu. Jemu zawdzięczam praktycznie wszystko, co pokazałem w tym filmie.

Co tak naprawdę oznacza tytuł "Krwawy diament"?

Tak mówi się o diamentach przeszmuglowanych z terytorium krajów, gdzie trwa wojna. Pieniądze z ich sprzedaży idą na zakup broni, która powoduje dalsze zniszczenie kraju i śmierć wielu niewinnych ludzi. Kiedy usłyszałem tę nazwę, nie zdawałem sobie do końca sprawy, co oznacza. Gdy dowiedziałem się więcej na ten temat, uznałem, że należy o tym opowiedzieć. "Krwawy diament" przekazuje brutalną prawdę, ale jednocześnie oddaje piękno i emocje ludzi, którzy są w tę opowieść zaangażowani.

Grający Danny'ego Archera Leonardo DiCaprio znowu wypadł wspaniale, otrzymał nawet nominację do Oscara.
Leo potrafi wejść w graną postać jak nikt inny. Spędził wiele godzin, rozmawiając z poszukiwaczami diamentów, żołnierzami, ludźmi z tamtego regionu. Chciał wiedzieć wszystko, by jak najlepiej wcielić się w rolę Archera. Osiągnął to, bo stał się postacią, jaką grał, nawet mówi w filmie bardzo trudnym dialektem.

Robisz filmy, które łączą w sobie rozrywkę z elementami edukacyjnymi. Czy zgodzisz się z opinią, że jako reżyser wypełniasz pewną wyjątkową misję?
To zabawne, że to, o czym mówisz, jest teraz rzadkością. W sumie na tym przecież kiedyś polegał każdy dramat. Chodziło o to, by przez rozrywkę pokazać publiczności kawałek świata i wyjaśnić problemy z nim związane. Zawsze uważałem, że uświadamianie polityczne może odbywać się zarówno poprzez rozrywk, jak i debaty polityczne. Jako filmowiec chcę przede wszystkim nieść ludziom rozrywkę. Jeśli dzięki temu mogę obudzić w kimś świadomość tego, co się gdzieś dzieje, to może to kiedyś przyniesie jakąś zmianę. Wiadomo, że jeden film nie czyni wiosny, ale może ruszyć lawinę.

Jest cienka linia między edukacją a moralizatorstwem. Ten film kończą napisy, które mogą trochę irytować swoją wymową. Co cię w nich irytuje?

Proste przesłanie, że to od nas zależy, co będzie się dalej działo w Afryce. No cóż, sytuacja wciąż jest tam niezadowalająca, w Afryce nadal jest kilkaset tysięcy dzieci-żołnierzy. Nie ma mowy o poprawie. Ten film pozostawi w pamięci publiczności wiele wstrząsających obrazów i może to kiedyś przyniesie jakiś efekt.

Jak bardzo jesteś zaangażowany w politykę?
W moich filmach jest dużo polityki, ale głównie chodzi mi o związki między ludźmi. To się może oczywiście łączyć z polityką. Zresztą zawsze zdawałem sobie sprawę z implikacji politycznych w moich filmach. To po prostu część mojej artystycznej wrażliwości.

W swoich filmach najczęściej poruszasz tematykę wojenną.

Tak, ale tak samo robili Homer, Szekspir czy Tołstoj, wszyscy wielcy pisarze w naszej historii. On zdali sobie sprawę, że w tak ekstremalnej sytuacji jak wojna, ludzie pokazują swoje prawdziwe oblicza. Zgadzam się, że można uznać wojnę za łatwą podpórkę, by nadać filmowi dużą emocjonalność. Ale też chcę, żeby moje obrazy były uniwersalne. "Krwawy diament" mówi o ratowaniu rodziny w obliczu wielkiego nieszczęścia. Nie jest tak naprawdę przypisany jednemu miejscu, bo takie rzeczy dzieją się wszędzie na świecie. W tym przypadku chodzi o Sierra Leone, ale to mogło się zdarzyć w każdym miejscu, w którym toczą się zbrojne konflikty. Niewinni ludzie są zawsze ofiarami tam, gdzie panuje polityczny chaos.

W filmie Archer w ostatniej chwili odkupią swoje grzechy. Podobnie było w "Ostatnim samuraju". Trudno o bardziej zgrany hollywoodzki temat.

Każdy gatunek łączy się z pewnymi schematami. Jeśli robię film skierowany do szerokiej publiczności, to muszę uwzględnić jej oczekiwania. Rzecz jasna, nie muszę się do nich totalnie dostosowywać, ale jeśli o nich zapominam, to unicestwiam się jako autor. Ten film mówi ważne rzeczy. By mógł dotrzeć do ludzi, muszę pamiętać o ich zapotrzebowaniach, jak i o wymogach gatunku. Nie uważam ustępstw, o których mówisz, za coś złego.

* EDWARD ZWICK (ur. 1952) - amerykański reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Autor m.in. filmów "Chwała", "Wichry namiętności" i "Ostatni samuraj". Jako producent zdobył Oscara za "Zakochanego Szekspira", był również nominowany za film "Traffic". Obecnie pracuje nad adaptacją powieści historycznej "Lwy Al-Rassanu" Guya Gavriela Kaya.