Justyna Kobus: Słynie pani z tego, że w przeciwieństwie do wielu kolegów nie ma oporów, by grać duże role w filmach nieznanych artystów. Tak było w przypadku pracy nad "Życiem na podsłuchu" reżyserowanym przez debiutanta.
Martina Gedeck:
To prawda, nie dzielę reżyserów na młodych i starych, tylko na takich, którzy mają do zaoferowania aktorowi coś naprawdę interesującego, i na tych, których propozycje po trzech minutach lektury wyrzuca się do kosza. Ale to nie tak, że ja nie wiem nic o młodych ludziach, którzy proponują mi udział w swoich pierwszych fabułach. Zwykle każdy z nich ma na koncie jakieś dokumenty czy krótkometrażowe obrazy. Staram się przyjrzeć ich wcześniejszym dokonaniom, nim ostatecznie przyjmę konkretną propozycję. Dostaję zbyt wiele propozycji, by działać na oślep. Jakoś do tej pory instynkt mnie nie zawiódł. Zaś Florian Donnersmarck to absolutne objawienie w niemieckim kinie. Już na etapie scenariusza wiedziałam, że "Życie…" to będzie wielki film.

Niezwykłe jest to, że nakręcił go twórca, który nie zna wydarzeń, o jakich opowiada z autopsji, a jednak jego film wzbudza wielkie emocje i jest przejmująco prawdziwy.
To bardzo zdolny młody człowiek, który wykonał ogromną prac, robiąc dokumentację do filmu. O ile wiem, przebrnął przez setki tomów akt zachowanych w archiwach Stasi. Ponadto Florian, wszechstronnie wykształcony, ma dość szczególny życiorys. Urodził się w zachodnim Berlinie, wychowywał w Rosji, potem studiował na Harvardzie i w Oksfordzie... I ciągle był w drodze. Jest kosmopolitą z krwi i kości, mówi perfekcyjnie kilkoma językami, ma przyjaciół na całym świecie. Tym samym reprezentuje punkt widzenia obywatela świata, nie tylko Niemca. Jest w swoim spojrzeniu na ten szalenie dramatyczny okres historii Europy Wschodniej tak obiektywny, jak tylko artysta być może. Ma nie tylko czasowy, ale i geograficzny dystans do filmowych wydarzeń. I myślę, że paradoksalnie fakt, że sam nie zaznał paranoi poprzedniego systemu, a wszystko to, co przydarzyło sie bohaterom jego filmu, zna jedynie z opowieści i archiwów, wyszedł filmowi na dobre.

Historia opowiedziana przez artystę, który sam doświadczył okrucieństwa komunizmu, mogłaby zamienić bohaterów w chodzące pomniki. No i z pewnością nie byłaby wolna od martyrologii.
Dokładnie tak myślę... Trudno zachować dystans do tego, co samemu się przeżyło albo czego doświadczali nasi najbliżsi. Emocje zaś często nie pozwalają nam spojrzeć na problem z perspektywy biernego obserwatora. Mało kto wie, że pierwotnym pomysłem na film była sama muzyka ilustrowana tekstem... Lenina. Dopiero potem Florian zbudował ten wyrafinowany scenariusz w takiej wersji, jaka ostatecznie stała się punktem wyjścia dla filmu. Ale podczas pracy scenariusz ewoluował, Florian otwarty na nasze sugestie bez protestów uwzględniał wszelkie uwagi, jeśli tylko nie godziły w jego wizję całej historii.

Historia przedstawiona w "Życiu na podsłuchu" nie jest prawdziwa?
Nie jest, choć mamy tu do czynienia z tzw. prawdziwym zmyśleniem. Przygotowaniom do realizacji towarzyszyło tak wiele badań i rozmów ze świadkami i uczestnikami tych wydarzeń, że mnóstwo tu analogii do autentycznych wydarzeń, do indywidualnych historii ofiar inwigilacji Stasi, ale historia przedstawiona w filmie naprawdę się nie wydarzyła. Przedstawione metody Stasi są jednak absolutnie prawdziwe, podobne jak ich efekty - samobójstwa, zakazy wykonywania zawodu i fakt, że wielu ludzi trafiło do więzień. To są realia działań niemieckich służb bezpieczeństwa.

Siłą tego filmu jest przeciwstawienie się schematom. Agent Stasi w miarę rozwoju akcji zmienia się z wrednego drania w postać pozytywną. Ludzie przeciwni reżimowi komunistycznemu zaś wcale nie są bohaterami bez skazy.
To bardzo trafne spostrzeżenie. Myślałam o tym, czytając scenariusz, w którym nie ma prostych czarnych podziałów. Nie znajdziemy tu ani wielkich bohaterów bez skazy, ani tych do gruntu złych. Główny bohater - agent Stasi - to postać szalenie skomplikowana, wielowymiarowa, skonstruowana w taki sposób, że wciąż zaskakuje. Zresztą zaskakuje tu każdy z bohaterów, choć te niespodzianki ani na moment nie przekraczają granic prawdopodobieństwa. Jestem dumna, że dane mi było zagrać jedną z najważniejszych postaci tej historii

Martina Gedeck (ur. 1961) - niemiecka aktorka. Debiutowała na dużym ekranie w 1986, jednak największą sławę przyniosły jej najnowsze produkcje: "Cząstki elementarne", "Życie na podsłuchu" i "Dobry agent" Roberta De Niro. Jest laureatką wielu niemieckich nagród filmowych, dwukrotnie była też nominowana do Europejskiej Nagrody Filmowej.