W sztuce "Szajba", utrzymanej w prekursorskiej w Polsce konwencji political fiction & comedy, zrewoltowane województwo kujawsko-pomorskie wypowiada posłuszeństwo IV RP i walczy o Wielkie Kujawy. Współczesna Polska to azyl ekstremistów wszelkiej maści.

Kujawy oddziela od Polski kilometrowy pas zaminowanej ziemi niczyjej. Ulegając propagandzie terrorystów, kujawskie dzieci czyszczą przedpole.

Styl "Szajby" wziął się ze skeczy Monty Pythona i kreskówki "South Park". Dzielnie trzyma się również rodzimej tradycji Teatrzyku Zielona Gęś, a może nawet podpatruje scenarzystów "Kiepskich". To teatralny anarchizm w stanie czystym, królestwo nonsensownych bon motów, melanż pozornie nieprzystających do siebie elementów. Drwina z podejrzanych od zawsze wartości, zawłaszczanie realnych postaci z mediów, łatwo rozpoznawalne aluzje do niestety wciąż czynnych polityków.

Wszak Premier w Swetrze, czyli Mister Ble, bełkocze do znudzenia: Polska, dla Polski, o Polsko! Aż w końcu ukochana ojczyzna odezwie się i powie: "A daj ty mi wreszcie święty spokój!." Sikorska zderza ze sobą klisze medialne, stereotypy narodowe, kiksy językowe.

Nie bardzo rozumiałem dotąd, o co chodzi w tym sezonie Tadeuszowi Słobodziankowi, szefowi warszawskiego Laboratorium Dramatu. Otworzył go ludyczno-moralitetowy "Kowal Malambo", potem cierpieliśmy na "Matce cierpiącej".

Po premierze "Szajby" nieco mi się rozjaśniło. Skoro pierwszy sezon Laboratorium podporządkowany był wątkowi feministycznemu ("Absynt", "Tiramisu", "O matko i córko", "Agata szuka pracy..."), teraz przyszedł czas na ucieczkę od realizmu. Słobodzianek czuje, czego potrzebuje natychmiast polski teatr. Ale nie wiem, czy umie pomóc. Niedoinwestowanie tego spektaklu bije w oczy. A przecież aż się prosiło o rozmach inscenizacyjny, projekcje wideo.

Nie warto także dawać szalonych tekstów w ręce reżyserek bez pazura. Oglądając "Szajbę", ze sceny na scenę staje się coraz bardziej jasne, że ta konwencja Annie Trojanowskiej nie leży. W Laboratorium Dramatu nie powinno chyba chodzić o to, by wystawić nowe sztuki z rzemieślniczą poprawnością i asekuranctwem, ale by odkryć w reżyserze taką samą pasję i szajbę, jaka jest w autorze. Dlatego zamiast o Laboratorium mówmy raczej o "śmiechodromie".

Nasycenie absurdem Kraju Naszego Umiłowanego sięgnęło takiego poziomu, że surrealna "Szajba" brzmi prawie jak utwór realistyczny. I nie wykluczam, że im głupiej będzie w Polsce, tym ten spektakl będzie mądrzejszy.