Praca "Do wczołgania się" to rozłożona na podłodze wielka płachta. Zgodnie z tytułem trzeba się pod nią wczołgać, aby zobaczyć leżące pod spodem zdjęcie. Nie obejrzymy go jednak dokładnie - patrzymy ze zbyt małego dystansu, na klęczkach, płachta przesłania światło. Gdybyśmy mieli lepszy widok, ujrzelibyśmy powiększoną do ogromnych rozmiarów archiwalną fotografię przedstawiającą austriackich Żydów, którzy po Anchlussie zostali zmuszeni przez nazistów do czyszczenia miejskich chodników na kolanach.

Gustav Metzger skończył 81 lat. Od 1940 roku jest bezpaństwowcem, nie posiada żadnego obywatelstwa ani paszportu. Urodził się w Norymberdze, w rodzinie polskich Żydów. W 1939 roku udało się go wysłać do Wielkiej Brytanii. Uniknął zagłady. Ale zagłada, nie tylko w sensie Holokaustu, zawsze była jednym z motywów przewodnich jego sztuki. Artysta był jednym z najbardziej radykalnych przedstawicieli powojennej awangardy. Na przełomie lat 50. i 60. sformułował program Sztuki Autodestrukcyjnej. W materię jego prac wpisane były mechanizmy zniszczenia. Metzger rozbijał o podłogi galerii szklane tafle i "malował" nylonowe powierzchnie kwasem - wydany na pastwę przypadku spektakl obrazu trwał zaledwie kilkanaście sekund, tak długo, dopóki żrąca substancja nie zniszczyła całej tkaniny. Zafascynowany anarchią i sztuką buntu artysta był uczestnikiem neodadaistycznego ruchu Fluxus.

Wystawione w Zachęcie prace nie ulegają autodestrukcji. Mechanizm samozniszczenia wpisany jest za to w materię tych dzieł, czyli w pamięć, która się zaciera, blednie, nieuchronnie traci swoją siłę. Metzger przeciwstawia się procesowi zapominania - a może tylko go opóźnia - umieszczając na wystawie powiększenia archiwalnych fotografii. To świadectwa zbrodni, zła, "okropieństw XX wieku". Na początku wystawy zderzamy się ze zdjęciem przedstawiającym tłum węgierskich Żydów na rampie w Auschwitz. Dalej oglądamy instalacje z serii "Fotografie historyczne": Anschluss Austrii, likwidacja warszawskiego getta, zwycięscy hitlerowcy defilujący w Polsce. Spektakl przemocy zaczyna się w czasie II wojny światowej, ale nigdy się nie kończy. Fotografie historyczne pochodzą również z Wietnamu, Izraela, Serbii. Te zdjęcia są w galerii, ale - podobnie jak w wypadku pracy "Do wczołgania się" - nie możemy ich do końca zobaczyć - Metzger przesłania je deskami, kurtynami, blachami. Świadectwa grozy są nie tyle widoczne, co obecne - i paradoksalnie ten status sprawia, że tym silniej przemawiają.

Ogromną Salę Matejkowską Zachęty wypełnia labirynt zbudowany z kartonowych pudeł wielkości człowieka albo postawionej na sztorc trumny. Ta instalacja nawiązuje do zaprojektowanego przez Petera Eisenmanna berlińskiego pomnika Pomordowanym Żydom Europy. Memoriał Metzgera jest jednak tymczasowy, nietrwały, chaotyczny. Wystawę zamyka instalacja "Eichmann i Anioł". Z przeszklonej klatki - rekonstrukcji kabiny, w której Eichmann siedział podczas procesu w Jerozolimie - widać reprodukcję obrazu Paula Klee "Angelus Novus". Oryginał obrazu był własnością Waltera Benjamina. Filozof, zanim popełnił samobójstwo, bezskutecznie usiłując wydostać się z ogarniętej wojną Europy, poświęci dziełu Klee słynny ustęp o "Aniele Historii". Ten anioł, który "widzi jedną wieczną katastrofę, która nieustannie piętrzy ruiny na ruinach i ciska mu pod stopy", mógłby być także patronem dramatycznej i ciężkiej wystawy Gustava Metzgera. Artysty zbyt poważnie traktującego sztukę, by pozwolić sobie na optymizm.

Prace 1995-2007
Gustav Metzger
Zachęta, do 22 kwietnia, www.zacheta.art.pl