Wystawa odsłoni przed zwiedzającymi fascynujące oblicze Muchy jako malarza. Obok popularnych plakatów i fotografii zaprezentowane zostaną tu bowiem liczne, choć mniej znane, olejne dzieła secesyjnego twórcy. Po ponaddwumiesięcznej wizycie w Warszawie ekspozycja przeniesie się do Centrum Kultury "Zamek" w Poznaniu. O fenomenie twórczości artysty oraz niezwykłości prezentowanej w Polsce ekspozycji opowiada John Mucha. Jedyny wnuk malarza, dyrektor zarządzającej spuścizną po artyście Mucha Foundation.

Art nouveau przez niektórych uważane jest za nieco anachroniczne. Czy mimo to ma szanse w starciu ze sztuką współczesną?

Przy okazji moich zawodowych podróży odwiedzam różne muzea, galerie i oglądam sztukę współczesną. Mimo że jest ona niezwykle różnorodna, to na jej tle Alfons Mucha zdaje się wypadać nader świeżo i wciąż interesująco. Rzadko spotykam ludzi, którzy całkowicie negują sztukę klasyczną, nawet tę nieco anachroniczną. W przypadku Muchy największe zainteresowanie wzbudzają plakaty oraz fotografie. Gorzej jest z malarstwem, ponieważ jest ono bardziej mroczne, mniej dekoracyjne, a przez to mniej przystępne dla odbiorców. Myślę, że dzieła mego dziadka nie muszą obawiać się braku zainteresowania i zmniejszenia popularności na rzecz dzieł sztuki współczesnej. Te prace są magiczne, eteryczne i przemawiają do odbiorców, do ich wrażliwości, poczucia estetyki i piękna.

Jednak art nouveau traktowane jest często tylko jako sztuka dekoracyjna, co zmniejsza jej artystyczną wartość.

Oczywiście, że niektóre dzieła secesyjne są koszmarne i zupełnie nieciekawe. Większość z nich produkowana była przecież masowo i powielana w ogromnych ilościach, co często odbijało się na jakości. Wielu artystów, nie tylko secesyjnych, ucierpiało także za sprawą podróbek i nielegalnego reprodukowania. W przypadku Muchy z pewnością znajdzie się kilka prac, które sami nazwiemy bardziej kiczowatymi i mniej interesującymi. Trzeba mu jednak przyznać, że to, co robił pod wzgldem techniki i warsztatowej jakości było zawsze fenomenalne i dopracowane. Spójrzmy na kobiety na plakatach Muchy. Wszystkie sportretowane są tak, by były piękne. Mucha nie epatował erotyzmem, nagością. Dbał o to, by to, co malował było urzekające, zmysłowe i eteryczne. Miłe dla oka, ale nie banalne.

Alfons Mucha jest dzisiaj wizytówką Pragi. Można nawet odnieść wrażenie, że wraz z Franzem Kafką i Szwejkiem walczy o pierwszeństwo bycia najważniejszym symbolem miasta i Czech w ogóle.

Czasem myślę, że Muchy jest w Pradze zdecydowanie za dużo. Sklepiki, antykwariaty, stragany z tandetnymi pamiątkami, właściwie wszędzie ludzie wykorzystują nazwisko mojego dziadka do robienia interesów. Myślę, że w dziedzinie sztuk wizualnych Mucha jest najlepszą wizytówką czeskiej kultury i narodu. Ja i moi współpracownicy z Mucha Foundation chcemy tego dowieść. Jesteśmy trochę jak kucharze, którzy przygotowują wykwintne danie, z nadzieją, że będzie ono ludziom smakowało. Problem tylko w tym, że niektórzy zamiast wykwintnych dań w restauracji wolą fast foody z placu Wacława.

Czy promowanie sztuki secesyjnej jest zajęciem opłacalnym? Nie chodzi o to, czy pan na Musze zarabia, tylko o stopień zapotrzebowania na niego.

Nie ma wątpliwości, że zainteresowanie tą sztuką jest ogromne, bo jest stosunkowo przystępna i efektowna. A jeśli jest zainteresowanie, to pieniądze i to niemałe, także są. Nie zarabiamy jednak na tym, bo zyski z wystaw, praw autorskich i licencji przeznaczamy na konserwację prac, organizowanie kolejnych ekspozycji. Dużą część prac, na przykład plakatów, musieliśmy odkupić od właścicieli.

Jeszcze niedawno był pan dobrze zarabiającym bankierem, który nie nosił nawet nazwiska Mucha. Jak to się stało, że zajął się pan promowaniem twórczości swego dziadka?

Mój ojciec, Jiři Mucha, zmarł dość niespodziewanie w 1991 roku. Do tamtego czasu to on zajmował się całą spuścizną po Alfonsie, starał się ją z mniejszym czy większym sukcesem promować. Po śmierci ojca, jako jedyny wnuk Muchy, otrzymałem prawa do jego dzieł. Gdy ktoś dziedziczy coś takiego, jak niemal kompletny zbiór prac jednego z najwybitniejszych twórców art nouveau, to ma właściwie tylko dwa wyjścia. Pierwszym jest sprzedanie tego i radosne trwonienie zarobionych pieniędzy. Drugim jest opieka nad spuścizną. Na to się właśnie zdecydowałem, bo są to dzieła sztuki, znacznie bardziej trwałe i wartościowe niż wszystko inne, co mamy i czym dysponujemy w naszym życiu. Zrezygnowałem więc ze światowej kariery bankiera i poświęciłem się Musze. Między innymi organizując takie wystawy jak te w Polsce, w Warszawie i Poznaniu.

Wystawa w warszawskim Muzeum Narodowym odwiedziła wiele krajów na całym świecie, wszędzie pojawiły się na niej tłumy. W czym tkwi jej niezwykłość?

Ekspozycja Muchy w Helsinkach była najchętniej odwiedzaną wystawą na przestrzeni ostatnich 20 lat. Podobnie było w Sztokholmie, Stanach Zjednoczonych, nawet na Tajwanie. W Tokio przez dwa miesiące odwiedziło ją ponad ćwierć miliona widzów. Muzeum Muchy w Pradze jest najchętniej odwiedzanym muzeum nie tylko w tym mieście, ale i całych Czechach. Ludzie lubią Muchę, bo jest bardzo subtelny i elegancki, a przy tym nie jest to sztuka bardzo wymagająca. Nie wszędzie jednak pokazywaliśmy aż tak pełny i bogaty przegląd prac Alfonsa Muchy, jakim będzie wystawa w Muzeum Narodowym. Będą tam oczywiście plakaty, ale one są jedynie kluczem do jego twórczości, pierwszym stopniem wtajemniczenia w jego artystyczną działalność. Ważniejsze są jednak obrazy Muchy, rzadkie i mało znane.

Można by nawet powiedzieć, że zupełnie zapomniane. Dlaczego?

Mucha nigdy się z nimi nie kojarzył, a i one w ogóle nie przypominają innych jego prac. S niezwykłe i nadzwyczajne do tego stopnia, że nawet wielu dyrektorów najważniejszych światowych muzeów nie wierzyło, że wykonał je mój dziadek, nie wiedzieli nawet o ich istnieniu. Dużą część tych obrazów pokażemy w Warszawie. Pojawią się również pastele, które, co ciekawe, wcale nie wpisują się w tradycję sztuki secesji, ale plasują się gdzieś na granicy między impresjonizmem a symbolizmem.

Jedno z najznakomitszych dokonań Muchy to właśnie praca malarska. Cykl "Epopeja słowiańska", który można zobaczyć jedynie w prowincjonalnym Morawskim Krumlovie. To wielkie dzieło, dlaczego więc pozostaje w ukryciu?

Zawsze powtarzam, że czas "Epopei słowiańskiej" dopiero nadejdzie. To jedna z najlepszych i najciekawszych, a zarazem najmniej znanych i cenionych prac Muchy. We wczesnych latach 50., tuż po dramatycznych doświadczeniach faszyzmu, pierwszy komunistyczny minister kultury – swoją drogą także artysta - zarządził zniszczenie "Epopei". Na szczęście do tego nie doszło. Alfons Mucha pochodził z Moraw, był Słowianinem, masonem, ale przede wszystkim był człowiekiem. Jego symboliczne dzieło nie jest o Polsce, Rosji, Czechach czy Bułgarii, ale o człowieczeństwie. Traktował tu o wszystkich fundamentalnych wartościach i aspektach ludzkiej egzystencji. Nad "Epopeją" pracował przez 18 lat. Dzięki niej można ujrzeć cały geniusz Muchy.