16-letnia Anna Babiczewa mieszka we Lwowie. W grudniu przyjechała na tydzień do Białegostoku, jako finalistka XIX Konkursu Recytatorskiego dla Polaków z Zagranicy "Kresy".

Mama Ani jest Rosjanką, tata Polakiem. Dziewczyna mieszka tylko z mamą. Ania czuje - jak mówi - bardzo bliskie więzi z Polską. Uczęszczała do polskiego przedszkola, uczy się w polskiej szkole we Lwowie w 10. klasie szkoły średniej imienia Marii Magdaleny. "Uczę się polskiego od dzieciństwa. Mama próbowała mnie nauczyć, choć sama dobrze polskiego nie znała. W szkole udało się tę sytuację poprawić" - powiedziała PAP Ania.

"Moja mama jest katoliczką. Mamy w domu tradycje polskie. Lubimy Polskę, ja czuję się bardziej Polką niż Ukrainką, choć mieszkam na Ukrainie, czy Rosjanką, bo mama jest z Rosji" - powiedziała Ania. Dodaje, że Polska jest jej bliska i chciałaby mieszkać w naszym kraju. Chce studiować dziennikarstwo w Krakowie. "Przynajmniej będą próbować tutaj trafić" - dodała.

Ania opowiada, że świąteczne tradycje w jej domu są takie same jak w Polsce. "Obchodzimy Wigilię, Boże Narodzenie. W domu jest choinka, świąteczny stół, specjalne potrawy, wśród nich karp. Jest pieczony, na pewno nie w galarecie, bo takiego nie lubię. Mama robi pysznego karpia. Lubię też świąteczną szarlotkę" - mówi Ania. Dodaje, że Polacy we Lwowie spotykają się w Boże Narodzenie w kościele polskim na pasterce i na innych mszach.

Ania mówi, że każdego roku jej rodzina robi z deseczek drewnianą szopkę Bożonarodzeniową, którą stawia się pod choinką. Co roku ta konstrukcja jest nowa, w szopce ustawiane są figurki świętej rodziny, kładzie się też słomę. "Jest u nas taka tradycja rodzinna: z nową szopką w nowy rok, w nowe życie" - dodaje Ania.

Ania pytana o to, które tradycje są dla niej najważniejsze powiedziała, że "te, które łączą rodzinę". Mówi, że, na co dzień, nawet w weekendy rodzinie trudno się spotkać, każdy ma swoje zajęcia. "Boże Narodzenie, to święta rodzinne, które nas łączą" - powiedziała Anna Babiczewa.

"Staramy się podtrzymywać tę polskość, choć Polaków jest już u nas mało, ale uroczyste spotkania świąteczne zawsze się u nas odbywają" - powiedziała PAP Jolanta Czuczupak, nauczycielka ze Lwowa, wychowawczyni Ani. Rodzina pani Jolanty mieszka we Lwowie od wielu pokoleń.

"Moja babcia zawsze bardzo lubiła te święta i "sprawiałyśmy" te święta" - opowiada ze wzruszeniem pani Jolanta. Mówi, że dla niej ważnym elementem jest "pięknie pachnąca lasem i przystrojona choinka". "Odczuwało się zapach prawdziwych świąt" - wspomina. Mówiła też, że dawniej, z powodów politycznych nie wolno było chodzić do kościoła. "Dlatego my staraliśmy się w rodzinie te wszystkie tradycje jakoś zachować" - dodaje. Mówi, że obowiązkowo na wigilii jest kutia z pszenicy, miodu, maku i bakalii. "Ryba, postna kolacja - tak jak to jest przyjęte. Zawsze też u nas jest postawiony dodatkowy pusty talerz dla niespodziewanego gościa. Jest opłatek, obowiązkowo chodzimy do kościoła" - opowiada.


Nauczycielska mówi, że święta to rodzinne spotkania. Powiedziała, że gdy żyła jej mama zapraszali do domu samotne osoby na święta. Podkreśla, że we Lwowie jest wielu starszych Polaków, którzy szukają kontaktu z innymi rodakami. "Młode pokolenie ma inne możliwości, mogą jeździć do Polski, wyjeżdżają na studia, a to starsze pokolenie potrzebuje kontaktu z Polską" - zauważa Jolanta Czuczupak i dodaje, że wszyscy starają się podtrzymać tę polskość. "Żeby polskość wyżyła, żeby nie zaginęła" - mówi nauczycielka. Podkreśliła, że różne organizacje z Polski pamiętają o Polakach we Lwowie. Przed świętami starsi lwowiacy otrzymują materialną pomoc za pośrednictwem różnych organizacji, np. przez Klub Myśli Katolickiej we Lwowie.

18-letnia Dorota Molin jest Polką z Zaolzia w Czechach. Też była finalistką konkursu "Kresy". Uczy się w gimnazjum z polskim językiem nauczania w Czeskim Cieszynie. Na Zaolziu jest duża grupa Polaków.

Dorota pytana o świąteczne tradycje mówi, że zachowała się tradycja śpiewania kolęd. "Niektóre bardzo tradycyjne rodziny dochowują zwyczaju dwunastu dań na wigilijnym stole" - dodaje Dorota.

W poszczególnych regionach górskich są różne dania, np. u niej w domu typowe są: twaróg z powidłami, na wigilię podaje się też "czarnomoczkę" - czyli sos owocowy ze śliwkami i innymi suszonymi owocami, orzechami, który zagęszcza się powidłami, wodą i śmietaną. "Je się z kluskami lub z becokami, czyli z dużą czerwonawą fasolką. Jest też kapusta z wątróbką no i oczywiście karp z sałatą. A na deser strucla, którą kroi się na kawałki i wrzuca do mleka, wypieka się też różne rodzaje małych ciasteczek" - opowiada o świętach w swojej rodzinie Dorota Molin.

Iza Próchnicka (PAP)