Premiera "Aktorów nieprowincjonalnych" miała miejsce tydzień po "Amazonii" Agnieszki Glińskiej. Trudno uniknąć porównań, tym bardziej że oba spektakle mają wspólne mianowniki – pokazują aktorskie środowisko w krzywym zwierciadle, obnażają jego hipokryzję i konformizm. I o ile u Glińskiej wyśmiewają się z innych (wyjątkiem jest autoironiczny Maciej Zakościelny), o tyle aktorzy Grupy Macież grają siebie i z siebie się śmieją. Ich spektakl uwodzi lekkością i ironią. To słodko-gorzka ilustracja aktora błazna, który zawsze uważa się za mądrzejszego i bardziej utalentowanego, niż jest. Zawsze stanie do rywalizacji w wyścigu po karierę, bo funkcjonuje w środowisku narcyzów i megalomanów, a cywilów traktuje jak gorszy gatunek.

Spektakl rozpoczyna się od po części improwizowanego filmiku, w którym aktorzy opowiadają o kulisach spektaklu. Potem dostajemy serię scenek, podglądamy ich w garderobie, kiedy rozmawiają o randkach, libacjach, autach, próbach czy castingach i aktorskich przeglądach – piosenka "Trza bronić moralności" Olgi Sarzyńskiej to majstersztyk.

Nasz świat to trochę ruina – zdają się krzyczeć aktorzy. Składają się na niego kłamstwa, puste formy. Pod warstwą śmiechu kryje się okaleczony przez zawód człowiek.

– Spektakl rodził się 2 lata. Wykorzystaliśmy w nim kilka starych scenek, które uzupełniliśmy nowymi. Do współpracy zaprosiliśmy też kolegów spoza Grupy: Marka Grabie i Macieja Wyczańskiego – tłumaczy Mateusz Dębski, który w Macieży odpowiada za muzykę. Komedia w CBA to ich pierwsza duża produkcja. Zaczęli w 2003 roku występem w barze kanapkowym w BUW-ie. Kilkunastu studentów AT zebranych wokół grupy zapaleńców z Mateuszem Grydlikiem i Marcinem Sitkiem na czele, którzy wystawiają scenkę w stylu Ekspresu Reporterów. Odgrywają robotników narzekających, że za dużo zarabiają i nie wiedzą, co zrobić z forsą. – Zaczęło się od tego, że Mateusz Grydlik napisał kilka abstrakcyjnych tekstów, skrzyknęliśmy jeszcze innych kolegów i postanowiliśmy zorganizować a` la kabaretowy wieczór – wspomina Sitek. Także Grydlik wymyśla nazwę "Kabaret Macież". Jak dziś tłumaczą aktorzy Grupy, kabaretowe występy były odskocznią od uczelnianej rzeczywistości. Zaczęli od parodiowania dramatów amerykańskich i Czechowa. Jednym z ich pierwszych skeczów był też utrzymany w Mrożkowej stylistyce "Gehenna bażanta" o zwierzaku z Mysłowic dręczonym przez erotomanów, potem powstał "Sklep metalowy" o grupie mężczyzn, którzy ukrywają swoje skłonności taneczne, czy "Katecheci" rozmawiający o kobiecie jako "nieskazitelnie czystej świątyni". Podczas występów nigdy się nie przebierali. – Kostiumu nie traktowaliśmy jako środka wyrazu. Interesuje nas zderzenie formy z treścią – wyjaśnia Sitek.


Skład się zmieniał. Grupa występowała w warszawskich klubach, obśmiewała popkulturę i paradoksy nowoczesności. Macieży nigdy nie interesowała publicystyka ani polityka, bo ta, jak twierdzą, jest tak zabawna, że nie trzeba się z niej śmiać. Przełomowy był rok 2009, kiedy na Przeglądzie Kabaretów PAKA zdobyli grand prix. – Macież operuje bardzo dobrymi tekstami, w których jest duża doza poezji i absurdu, a oni je znakomicie podają – mówił juror Rafał Kmita. – Nie mamy ambicji rozśmieszenia Opola. Nie zagramy pod piwo i kiełbasę. Chcemy być grupą z pogranicza teatru i kabaretu. Nie chcemy być niewolnikami formatu – tłumaczy Sitek.

Nowym spektaklem aktorzy z Macieży udowadniają, że udało im się uniknąć grzechów nowicjuszy, jak i starych wyg: nie widać u nich naiwnej pretensji początkujących artystów, a jednocześnie ominęli rutynę i demonstracyjne zblazowanie.

AKTORZY NIEPROWINCJONALNI | scenariusz: Mateusz Grydlik, Marcin Sitek | Reż. Marcin Sitek | Obsada: Olga Sarzyńska, Mateusz Dębsk | CBA w Warszawie