Stieg Larsson kontra biografowie
Twórca "Millenium" po prostu nie nadawał się na legendę. Dużo ciekawszy wydaje się jego wizerunek ściśle prywatny – choć i tu właściwie brak ekscytujących zagadek i tajemnic.
- Książki dekady, czyli literacki początek wieku
- Północna zbrodnia do składania
- Napisał bestseller i zmarł. Jego biografia będzie hitem
- Powieść Pilcha jedną z najlepszych w USA!
- Ludzie, którzy odnieśli sukces
- Ludzie, którzy nie umieli sfilmować "Millennium"
-
Trylogia Millennium już na DVD!
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To dość oczywiste, że legenda Stiega Larssona – pisarza, który zmarł, stojąc już właściwie w blokach startowych do największego komercyjnego sukcesu w historii literatury kryminalnej – przyciąga dziennikarzy chcących skorzystać z jego popularności i unieść się swobodnie na grzbiecie fali. Larsson stał się przecież marką przynoszącą wymierny dochód. W tym sensie to, co się dzieje wokół autora trylogii "Millennium", przypomina trochę nasze rodzime zamieszanie w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. "Smoleńsk sells" – powiedzieliby Amerykanie: księgarnie pękają w szwach od książek eksploatujących tragiczny wypadek. Gorzej, że w większości to makulatura, w dodatku raczej wredna.
W księgarni Amazon.com znalazłem siedem mniej lub bardziej biograficznych pozycji traktujących o Stiegu Larssonie. U nas ukazały się na razie trzy – jesienią musieliśmy stawić czoła książce "Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie" Barry’ego Forshawa, nędznej kompilacji artykułów prasowych i streszczeń kolejnych części trylogii. Niedawno wydano biografię pióra Jana-Erika Petterssona "Stieg Larsson. Dziennikarz, pisarz, idealista" – nudnawy i powierzchowny zarys kariery zawodowej oraz politycznej pisarza. Najciekawiej z tej trójcy przedstawia się "Millenium, Stieg i ja", książka Evy Gabrielsson, partnerki życiowej Larssona – bo jest czymś więcej niż tylko żurnalistyką niezbyt wysokich lotów.
Stieg Larsson nie miał zatem – można wnioskować – szczęścia do biografów. Pytanie tylko, dlaczego tak się stało. Odpowiedzi jest parę, każda równie trafna. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że w epoce tabloidów, które żerują na ludzkich dramatach i żyją z kreowania antagonizmów, biografie ludzi z pierwszych stron gazet pisze się dość niewygodnie; przeważnie biorą się też za to dziennikarze, a nie profesjonalni twórcy. Trzeba czasu, by emocje opadły. Pettersson próbował ów problem obejść, pisząc biografię intelektualną Larssona i chcąc w ten sposób oddzielić jego osobę od medialnego zamieszania, a także udowodnić, że twórca bestsellerowej trylogii był przede wszystkim zaangażowanym ekspertem od monitorowania skandynawskiego neonazizmu, a nie literackim celebrytą.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!