Każdy polski wydawca miał prawo zgłosić jedną książkę autora zagranicznego i jedną autora polskiego. W tym roku zgłoszonych zostało 50 tytułów. Nagroda przyznawana jest - za prozę tłumaczoną na język polski - żyjącym pisarzom z 21 krajów Europy Środkowej: Albanii, Austrii, Białorusi, Bośni i Hercegowiny, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Macedonii, Mołdawii, Niemiec, Polski, Rosji, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii, Ukrainy i Węgier.

Na tej liście znalazły si wszystkie najważniejsze polskie książki, które ukazały się w ubiegłym roku. Do finałowej siódemki dotarły dwie. "Król kier znów na wylocie" Hanny Krall oraz "Gottland" Mariusza Szczygła . Nie znaleźli się w niej ani nominowany - podobnie jak Szczygieł - do Nike Jerzy Pilch, ani tegoroczny laureat tej nagrody Wiesław Myśliwski. Jest to oczywiście zaskakujące, ale też trudno powiedzieć o którejś z nominowanych do głównej nagrody książek, że znalazła się w ścisłym finale niezasłużenie. Jury miało po prostu piekielnie trudny wybór.

"Brak Myśliwskiego czy Pilcha może oczywiście zaskakiwać. System selekcji był taki, że książkom przyznawano punkty. I po prostu te książki otrzymały ich mniej" - podsumował werdykt członek jury Krzysztof Masło.

Cała siódemka to książki odwołujące się do doświadczeń historycznych tego regionu Europy: II wojny światowej, komunizmu, problemu emigracji, tożsamości narodowej, czyli najważniejszych i najbardziej tragicznych doświadczeń egzystencjalnych mieszkańców Europy Środkowej. To bardzo charakterystyczne tematy dla literatur tej części naszego kontynentu. Są to tematy ważne również dla całej współczesnej literatury. A to, że nominowane książki są dziełami z pogranicza literatury faktu, dodaje im dodatkowej siły - uzasadniali swój werdykt jurorzy.

Nagroda Angelusa pozwala na bieżąco konfrontować najlepsze polskie książki z utworami pisarzy pochodzących z krajów bliskich nam geograficznie i pod względem doświadczeń historycznych. Przyznawany od roku Angelus staje się, co już widać wyraźnie, najważniejszą nagrodą w dziedzinie prozy dla pisarzy z całej Europy Środkowej. Nie tylko z powodów finansowych. Również dlatego, że przyczynia się do promocji tak bliskich sobie, a jednocześnie tak mało w Polsce jeszcze znanych literatur.

1 grudnia dowiemy się, który z wybranych autorów zostanie nagrodzony czekiem na 150 tys. złotych i statuetką autorstwa Ewy Rossano. "To będzie dla nas bardzo trudny wybór" - podsumowała przewodnicząca jury Natalia Gorbaniewska.


Stanisław Bereś: Ta nagroda ma to do siebie, że najpierw piszemy uzasadnienie, jedne są krótsze, drugie dłuższe, ale generalnie mamy czas je przemyśleć. Nie odbywa się to drogą improwizacji, tak jak przy Nike, że spotykają się ludzie i w wyniku dyskusji, czasami bardzo ostrej i zajadłej, wyłaniają się te typy. Tak będzie w finale, ale przy czternastce i przy siódemce odbywało się to przez wcześniejsze ustalenia internetowe. Wiedzieliśmy już, co kto uważa. Nawet jeśli ktoś nie wskazywał książki, to przez to, jak się zachwycał lub nie daną książką, albo czy napisał więcej, czy mniej, można różne rzeczy ustalić. Jak się spogląda na listę książek, nie można stwierdzić, że te są świetne, a tamte nie - jak się patrzę na oceny jurorów, widzę, że niektóre tytuły przechodziły jednym punktem albo nawet połową.

Bardzo żałuję, zresztą nie tylko ja, "Lali" Jacka Dehnela, który otarł się o finałową siódemkę. Był najbliższy awansu. Były też wątpliwości co do Myśliwskiego, bo jest on, jak rozumiem, pewnym problemem psychologicznym czy nawet strategicznym: jeśli ten sam autor za tę samą książkę dostaje jedną prestiżową nagrodę, to dlaczego nie wchodzi nawet do siódemki drugiej? Muszę powiedzieć, że głosowanie było tutaj dość jasne - jury tej książki jakoś nie widziało. Widocznie wśród konkurentek Nikowskich były książki mniej porywające, mniej pasjonujące. Do nagrody Angelusa pretenduje choćby "Śmierć w bunkrze", historia głęboka wewnętrznie, dramatyczna, traktująca o odkryciu gestapowca we własnym ojcu.

Taka historia przecież bardziej wciąga. Zupełnie jak nieprawdopodobna historia bohaterki prozy Krall, która pod cudzą tożsamością zmienia stolice Berlin - Wiedeń, walczy o życie swojego męża i wygrywa. To w ogóle nielogiczne, nienormalne, niemożliwe. Wygrywa, żeby przegrać, bo z tym mężem żyć nie może. To, co mi się najbardziej podoba, co mnie chwyciło za gardło, skosiło, to jest Szczygieł i "Gottland". Bardzo podoba mi się również "Pałac snów" Kadare. Także proza Krall głęboko dotyka, to jest świetnie robiona proza.

Natalia Gorbaniewska, przewodnicząca jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej "Angelus Silesius":
Książki, które weszły do "siódemki", nawet te dwie najbardziej fantastyczne - Irwanca i Kadarego - stoją na pograniczu tzw. czystej literatury i literatury faktu. Moim zdaniem to najbardziej charakterystyczna i najlepsza cecha literatury współczesnej, dlatego ta "siódemka" jest bardzo symptomatyczna dla tendencji literatury współczesnej. Te tytuły, które trafiły do finału, są bardzo dobre, nie można jednak zapominać o tych, które w drodze eliminacji odpadły z wcześniej wybranej "czternastki". Uważam, że będzie nam bardzo ciężko wyłonić laureata Angelusa Silesiusa, bo prawdopodobnie jeszcze żadne z nas nie wie, kogo postawi na to pierwsze miejsce. Mamy więcej niż miesiąc na rozmyślania, 1 grudnia będzie posiedzenie jury, na którym wybierzemy zwycięzcę. Mam wrażenie, że głosowanie będzie dość trudne, że będziemy ostro się spierać.