Co więcej, występuje on tu także w roli tekściarza - jest autorem błyskotliwych komentarzy do w większości czarno-białych obrazków (tylko kilka z nich jest kolorowych). Rysunki wykonane sa charakterystyczną rozchwianą kreską, do której Jean-Jacques Sempe przyzwyczaił swoich wielbicieli, a postaci mają karykaturalnie wydłużone nosy oraz zaokrąglone sylwetki, tak jak w "Mikołajku”.

Novum stanowi tematyka - sceny z życia dzieci należą tu do mniejszości. Sempe koncentruje uwagę na świecie dorosłych, który pokazuje rzecz jasna w krzywym zwierciadle. Bohaterem większości obrazków są mężczyźni w sile wieku, mężowie i ojcowie, biznesmeni, kierownicy, którzy w zderzeniu z nowymi problemami tracą rezon i stają się równie (a może nawet bardziej) śmieszni a zarazem bezradni, co Alcest, Godfryd i reszta małolatów z "Przygód Mikołajka”.

Rysunki Sempego to błyskotliwy szkic do portretu zachodniej obyczajowości ostatniego półwiecza. Biznesmen na kozetce u psychoanalityka, kolekcjoner, który w pancernym sejfie przechowuje wylicytowane za horrendalne pieniądze dzieła Picassa, Vermeera, Van Gogha czy Rembrandta, wydawca namawiający autora do dopisania gagów jeszcze przed przeczytaniem jego sztuki.

Wszystkie te indywidua to przecież nieodrodni bohaterowie naszych czasów. Ciekawe, że Sempe pokpiwa w tym albumie także z patriarchatu, którego "Mikołajek” był przecież przewrotną apoteozą. "Zimno mi, jestem głodny i żądam miłości!” - krzyczy do żony wracający z pracy sfrustrowany małżonek.

Nie warto jednak doszukiwać się w tym wolty światopoglądowej, lecz raczej manifestacji ciepłego poczucia humoru i dystansu do świata, które pozwalają francuskiemu rysownikowi ironizować ze wszystkiego i z wszystkich. A na pierwszym miejscu z siebie.