Tak jest właśnie ze "Ściągaczkami z szuflady Pana Boga”, zbiorem dziesięciu opowiadań Mackiewicza wybranych z wydanego jeszcze w 1936 roku tomu "16-go między trzecią i siódmą” oraz opublikowanego na emigracji zbioru "Pod każdym niebem”.

I tu od razu pierwsze zaskoczenie: Mackiewicz jako nowelista, i to od razu najwyższej klasy! Zdumiewa najpierw różnorodność odmian tej nowelistyki. Mamy tu autobiograficzną gawędę, obyczajowy obrazek z życia prowincji, miłosną balladę, quasi-kryminalny reportaż, klasyczne opowiadanie, wreszcie - najbardziej zdumiewające - fantastyczną humoreskę filozoficzną oraz groteskową parabolę.

Niemal każda z nich jest doskonała i każda mogłaby, a nawet powinna się pomieścić w antologii arcydzieł polskiej nowelistyki minionego stulecia. Zachwyca język tej prozy, zwłaszcza ten, którym mówią bohaterowie opowiadań kresowych. Uwyraźnia się sygnalizowany przez badaczy sensualizm Mackiewicza, jego wrażliwość na urodę świata.

Zwróćcie uwagę na mackiewiczowskie opisy słońca, które jest na przykład "drobne jak mandarynka w wacie”, a czasem przypomina "czerwoną monetę”. Albo na kolorystykę Mackiewicza ("powstał na morzu dziwny kolor: jakby jabłecznej, przypalanej na rumiano skórki”).

Zauważcie, jak często i jak precyzyjnie opisuje się w tych nowelach zapachy, i to najróżniejsze, moczarów, sitowia, drzewa, ryb, trupów, a nawet nocy. Do tego dochodzi subtelny, zwykle ironiczny komizm "Ściągaczek z szuflady Pana Boga”, czego ukoronowaniem jest brawurowy humor "Przygód małego diabełka”.

No i jest coś, co trudno precyzyjnie opisać, a co nazwałbym kątem widzenia świata w tych nowelach, a co wiąże się z charakterystyczną dla nich aurą tajemniczości i niedopowiedzenia, ściśle zresztą wiążącą się z problematyką nowelistyki Mackiewicza. Ci bowiem, którzy będą doszukiwali się w "Ściągaczkach” klasycznych Mackiewiczowskich tematów, będą zawiedzeni lub zaskoczeni. Historia, polityka są tu albo nieobecne, albo gdzieś daleko.

Akcja tych opowiadań, jakkolwiek osadzona zwykle w konkretnym czasie i przestrzeni, rzeczywiście toczy się "pod każdym niebem” i dotyka spraw tyleż uniwersalnych, co prywatnych i zarazem ostatecznych. Typowo mackiewiczowskie są tutaj chyba dwa utwory: "Faux pas cioci Pafci” oraz "Ślizgawka”.

W obu pisarz pokazuje narodziny XX wieku, epoki obozów koncentracyjnych, nietolerancji, nowego, partyjnego patriotyzmu oraz "prawdy politycznej”, które zniszczą stary, dobry wiek XIX z jego kultem "prawd oczywistych”. Mackiewicz pokaże nam to wszystko na przykładzie zdarzeń codziennych, pozornie banalnych, opisując dziecięce dramaty Polaków i Rosjan próbujących razem się bawić wbrew swym patriotycznie usposobionym rodzicom wynajmującym niańkę z Niemiec i każącym recytować swym pociechom "Rotę” z jej "a kłuj, a rąb” Prusaka.

W "Faux pas ciotki Pafci” tytułowa bohaterka próbuje walczyć z antagonizmami ideologicznymi dzielącymi jej rodzinę i namawia do zjednoczenia w imię walki z bolszewicką zarazą. Jej perory krewni jednak uznają za wyraz zdziecinnienia staruszki.

I w tych utworach jednak pojawiają się charakterystyczne dla Mackiewicza, a tak ważne dla nas dzisiaj tematy obcości i wykluczenia, które są w "Ściągaczkach” nie tylko efektem historii czy polityki, ile przede wszystkim wpisanego w życie człowieka doświadczenia samotności oraz tęsknoty za czymś odległym, nieznanym, a dalej skazania człowieka na zamknięcie w swoim losie i tym samym niemożność porozumienia się z bliźnim, a nawet zrozumienia rządzących nim pobudek.

Dlatego narrator opowiadań Mackiewicza lubi czasem opisywać swoje postaci, obserwując je z boku i nie stawiając żadnych hipotez na temat ich zachowania, nie stawiając wyrazistych puent, jakby nierozwiązywalna zagadka była najwłaściwszą puentą tłumaczącą nasze losy. Nawet gdy dotyczy to ludzi prostych, nawet prymitywnych. Czy Hołub naprawdę wydał NKWD Swata, który wcześniej, jeszcze w II RP, nie doniósł o jego kradzieży drewna z lasu? A dlaczego szmalcownik i pijak Bołtuszko zamordował kobietę, w której się kochał? I czemu nie uciekł? Co by się stało, gdyby bohater "Kuzyna z nieprzyjacielskich huzarów” nie strzelił w wilka? Czy to by uratowało jego krewniaka?

Bo jakby to nie brzmiało banalnie lub ogólnikowo, autora "Ściągaczek z szuflady Pana Boga” pasjonuje przede wszystkim los konkretnego człowieka. Co zaskakujące, ciekawią go zwłaszcza jego dramaty miłosne, które są przecież tematem połowy opowiadań zamieszczonych w tomie. Miłość u Mackiewicza jest uczuciem subtelnie opisywanym, ale tym niemniej potężnym, no i groźnym, także z racji jej irracjonalnego, zagadkowego charakteru. Nie kończy się ona jednak nigdy happy endem, raczej unieszczęśliwia, niż staje się przyczyną szczęścia, a nawet - jak to jest w "Morderstwie nad rzeką Waką” - staje się przyczyną zła.

O ile jeszcze możemy tłumaczyć, że uczucie między Poleszukiem Pietrkiem a Żydówką Rają roztrzaskało się ostatecznie na nieprzekraczalnych, jak się okazało, granicach dzielących ich obcości kulturowych, to już bohatera noweli "16-go między trzecią a siódmą” do końca życia dręczyć będzie pytanie, dlaczego zerwała z nim kochająca go kobieta. A czy tragicznie zakończona miłość między Magdaleną a Leonem ze znakomitego opowiadania "Kamienica nad morzem” nie była aby tylko złudzeniem, z którym do końca swych dni będzie żyła bohaterka utworu?

Dodajmy, iż doświadczając niepoznawalności (obcości) drugiego człowieka, bohaterowie nowel Mackiewicza potykają się co chwila o doświadczenie niepoznawalności (bezsensowności nawet) świata. Powraca tu przekonanie, iż kieruje nim ślepy przypadek, enigmatyczny Los. Rybak w jednym z opowiadań mówi, że Los to "wredny administrator” Życia, który "chodzi z biczem, i tym biczem, bywa, nie to pojedynczego człowieka, ale całe narody okłada”.

Leon z "Kamienicy nad morzem” porównuje ludzkie życie do pozbawionych wyższego sensu ruchów morza: "Każda z tych fal istnieje na mgnienie oka indywidualnie, jak człowiek i związana z całością jak człowiek: wyłania się i niknie na zawsze, jak człowiek, który się rodzi, by umrzeć na zawsze”. Inny bohater tego opowiadania dowodzi, że "życie jest tak splątane, że co jednemu wychodzi na dobre, to prawie zawsze drugiemu na złe. Wszyscy jak łańcuchem skuci, a przerwać łańcucha niepodobna”. Wszystko to raczej gorzkie konstatacje, ale też pociechą może być rozpoznanie, że nasza ludzka egzystencja ostatecznie ciekawsza jest od nudy Wieczności i biało-czarnej Doskonałości, o czym przekonuje się przekraczający smugę cienia Gabryś odrzucający propozycje reprezentującego Los Fotografa czy komiczny diabełek Borutek buntujący się przeciw monotonii Piekieł. Ale też Borutek - jak mimochodem - powoduje samobójstwo pewnego kupca i zdobywa w ten sposób swą pierwszą duszę. Bo ostatecznie w opisywanym przez Mackiewicza świecie zło jest znacznie bardziej wyraziste niż dobro, a jego przyczyna jest często tak banalna, że aż nieludzka. Na przykład szczeniacki strzał do wilka w lesie wywołać może całą lawinę nieszczęść.

Pisząc o Losie i Złu, piszę tak naprawdę o Mackiewiczu metafizycznym, a nawet religijnym, najmniej chyba znanym i opisanym, najbardziej innym, ale też na pewno ciekawym i nie takim znowuż zaskakującym, co wiedzą ci, którzy na przykład czytali wznowionego niedawno świetnego "Karierowicza”. Pytanie, czy ten inny Mackiewicz spodoba się współczesnym czytelnikom, pozostawiam na razie bez odpowiedzi.

Józef Mackiewicz, "Ściągaczki z szuflady Pana Boga”, posłowie Barbara Toporska, Kontra, Londyn 2007