Olga ma 24 lata. Skończyła Akademię Pedagogiki Specjalnej i pracuje w swoim zawodzie, oprócz tego jest DJ-ką o pseudonimie BAZOOKA. Olga to moja duma, chluba i sława. Adam, mój starszy syn, to dziś profesor anglistyki i wielki piłkarski kibic. Swoim dzieciom zawdzięczam wielką satysfakcję, że je mam, że są moje, że mnie na pewno kochają, że dużo ode mnie wymagają. A przede wszystkim, że do mnie lgną.

Nigdy nie mówili mi "tato, ja chcę to mieć”. Wszystkim się to udziela. Nawet mój kochany i jedyny na świecie prawdziwy przyjaciel pies Szaman też się tak zachowuje. Kiedy go zostawię na cały dzień samego, to on potrzeby fizjologicznej w domu nie załatwi. Zatem mam wokół siebie bardzo kulturalne towarzystwo.

Do mojej najbliższej rodziny należy też Elżbieta. To córka mojego taty z jego drugiego małżeństwa. Elżbieta ma 54 lata. Jesteśmy tylko przyrodnim rodzeństwem, ale kochamy się bezgranicznie.

Cieszę się, że są na świecie i że jedyne, czego od nich chcę, to miłości. Finansowo sobie radzę. Mam 1500 złotych emerytury i do tego jeszcze pracuję. O ile są propozycje.

Ja przecież nie mogę chodzić i pytać: "proszę pana, czy pan może mnie zaangażować?”. Nie jestem takim filmowym amantem czy charakterystycznym komikiem, który musi co roku wziąć udział w dwóch filmach. Kiedy kończyłem szkołę teatralną, nikt mi tego nie obiecywał, więc trzeba się z tym liczyć. A ponieważ umiem tańczyć, śpiewać, grać w dramacie i wiele innych rzeczy, to zawsze miałem co robić. To jest zawód do wynajęcia, jak kurwa. Siedzisz i czekasz. Czasem i przez miesiąc nikt nie dzwoni.

Trzeba sobie znaleźć chytry sposób na wytłumaczenie tego wszystkiego. Pamiętam, jak miał taką sytuację Adolf Dymsza. Największy polski aktor, który miał swoje pięć minut przed wojną, a po wojnie nie bardzo go angażowali. On sobie wytłumaczył to tak: "Wie pan, myśmy przed wojną nie potrzebowali telewizji. Myśmy tyle zarabiali, że była nam niepotrzebna”. A przecież przed wojną telewizji nie było w ogóle... Na wszystko trzeba mieć praktyczne antidotum.

Ze mną jest lepiej. W Mazowieckim Teatrze Muzycznym Operetka gram w "Księżniczce czardasza”. To najdłużej grana operetka na świecie. Jest obecna na scenach od 1914 roku. Gram dwie postacie jednocześnie. Są to bliźniacy, ale proszę głupio nie kojarzyć. Drugą rolę mam w "Wesołej wdówce”. Jestem dumny i szczęśliwy, bo wokół mam takich kolegów jak Janek Nowicki, Krzysiu Tyniec i Grażynka Szapołowska.

Ponadto jeżdżę z Czesiem Majewskim z kabaretowymi koncertami, które noszą tytuł "Za kulisami kabaretu”. Zaczynam też zdjęcia w wielkiej produkcji Jacka Bławuta z doborową obsadą. Jest to film o starych aktorach. Będę też grał w „Rejsie 2”, a na początku roku zaczynam zdjęcia do serialu o Warszawie. Całkiem sporo jak na starszego pana.

Czuję się człowiekiem spełnionym. W swoim zawodzie miałem wielkie możliwości. Jeżeli czegoś nie zrobiłem, to jest to tylko i wyłącznie moja wina. A do siebie samego ciężko jest mieć pretensje, bardzo ciężko.