Firma badawcza Research International przeprowadziła na zlecenie UPC badanie preferencji widzów w trzynastu krajach Europy. W tym roku w badaniu pod lupę wzięto najmłodszych telemaniaków i ich rodziców. Najpopularniejszym polskim prezenterem po raz trzeci z rzędu został Kamil Durczok, szef „Faktów” TVN. Zdecydowanie niższe noty uzyskali Maciej Orłoś prowadzący „Telexpress” oraz Monika Olejnik, Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski, wszyscy troje ex-aequo na trzecim miejscu.

Poza podium znalazł się Tomasz Lis, który rok temu zajmował miejsce drugie. "Z widownią jest jak z roślinami, które potrzebują podlewania. Telewizyjna publiczność jest mało lojalna i kocha prezenterów, których widzi na ekranie, a Lisa już nie ogląda" – ocenia Wiesław Godzic, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Ankietowani wybierali też najlepsze ich zdaniem programy dla dzieci. Najwyższe noty uzyskały propozycje TVP 1: „Wieczorynka”, „Domisie” i „Ziarno”. Okazało się też, że polskie dzieci siedzą przed telewizorami tak długo, jak pozostali Europejczycy (ok. 1,5 godz. dziennie). A ich rodzice, podobnie jak w innych krajach Europy, zgadzają się, że należy kontrolować pociechy. "Chcę wiedzieć, co ogląda mój syn" – przyznaje Andrzej Kotlarz, ojciec 2-letniego Piotra.

Ale jednocześnie prawie 40 proc. polskich dzieci ma w swojej sypialni własny odbiornik. I tylko co piąty rodzic jest zaniepokojony tym, że jego dziecko może tam oglądać zakazane treści. Reszta maluchom ufa bezgranicznie. "To fatalny pomysł. Dziecko, które ma telewizor w sypialni, z czasem zaczyna go traktować jak brata, siostrę czy kolegę. Tworzy więź z bohaterami programów. Przez co świat telewizyjny zaczyna mu zastępować realne kontakty" – tłumaczy Julita Wojciechowska, psycholog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Co więcej, przed telewizorami sadzamy coraz młodsze dzieci. Prawie jedna trzecia rodziców pozwala oglądać telewizję maluchom poniżej drugiego roku życia. "W tym wieku dziecko nie powinno mieć żadnych kontaktów z telewizją. Malcy, których sadzano przed telewizorem, mają mniejszy zasób słów, gorzej podtrzymują kontakt werbalny" – tłumaczy Wojciechowska.

Tymczasem rodzice uważają, że telewizja może przynieść wiele dobrego. Aż 85 proc. z nich twierdzi, że oglądanie jej poprawia wiedzę ogólną dzieci i pomaga im w nauce języków obcych. Nie przejmują się zalewem reklam, podczas gdy negatywnego wpływu treści komercyjnych boi sie aż 60 proc. Belgów czy Niemców. U nas obawia się tego zaledwie co szósty rodzic. "Najzwyczajniej nie rozpoznajemy zagrożeń, w sytuacji gdy dojrzałe społeczeństwa konsumpcjonistyczne bardzo obawiają się propagandy postaw nastawionych na <mieć>" – ocenia Godzic.

Mam wobec widzów dług wdzięczności - mówi DZIENNIKOWI Kamil Durczok

ANNA NALEWAJK: Trzeci raz z rzędu Polacy wybrali pana najbardziej popularnym prezenterem. Wyprzedził pan Macieja Orłosia, Monikę Olejnik oraz Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego.

KAMIL DURCZOK*: To dla mnie bardzo miła informacja. Świadczy o tym, że nie przypadkiem ludzie włączają codziennie „Fakty” o 19. Że wiedzą, że ten facet, który do nich mówi, to Durczok. Poza tym mam nadzieję, że między mną a widzami jest jakaś interakcja. Ja po prostu lubię tych ludzi. Mam wobec nich dług wdzięczności, że każdego dnia poświęcają ze swojego codziennego życia 26 minut, żeby obejrzeć „Fakty”.

Ile w tym sukcesie jest popularności Kamila Durczoka, a ile „Faktów”?

To gra zespołowa. Na pewno w dużej mierze to sukces całego zespołu „Faktów”.

Rok temu za panem był Tomasz Lis. W tym roku nie ma go w pierwszej trójce. Czy jeżeli nie występujecie na wizji, widzowie szybko o was zapominają?

Nie sądzę. Myślę, że to, że nie ma Tomka w tym zestawieniu, to jakiś wypadek przy pracy. Ma tak silną pozycję i charakterystyczny wizerunek, że widzowie na pewno go pamiętają. Krystyna Czubówna nie prowadzi „Panoramy” od pięciu lat, a mimo to ludzie wciąż wymieniają ją wśród swoich ulubionych prezenterek.