Filip Jurzyk: Świąteczny rym dla czytelników dziennika.pl?
Piotr "Liroy" Marzec: Mogę Wam powiedzieć jedną rzecz, która pojawi się na wiosnę w albumie LIROY. To kawałek "Cicha noc". Leci tak:

Cicha noc,
Święta noc,
Gówno prawda.
Najebany stary,
Najebana matka.

Tak widzisz polskie święta?
Takie też są polskie święta. Ludzie tego nie zauważają. Ale jeśli mieszkasz w Polsce, a nie w kosmosie, to widzisz, że nie wszyscy sąsiedzi są zajebistymi biznesmenami i mają szczęśliwe rodziny, tylko co drugie drzwi to jest jakieś nieszczęście.
Ja mówię o tej stronie życia, bo ją znam. Dlatego też przed laty pojawiłem się w Senacie. Walczyłem o prawa dziecka. To był ważny moment, bo zmienialiśmy konstytucję, a prawa dziecka nie były wcześniej chronione. Wystąpiłem w Senacie z takim własnym "expose", ponieważ paru polityków stwierdziło, że u nas nie ma przemocy w rodzinie. Taki mądry był pan Marek Jurek, który uważał, że dzieci należy bić.

Przecież sam mówisz w wywiadach, że dzieci trzeba trzymać krótko!
Bez przesady, to nie jest średniowiecze! Co to jest, żeby popierać kary cielesne?! Jak "zwichrowany" rodzic nie radzi sobie z dzieciakiem, to go bije w akcie desperacji.

Mieszkasz w Warszawie. A co z Kielcami? Bywasz tam jeszcze?
Pewnie. Często tam jeżdżę. Przyzwyczaiłem się do Warszawy, ale wychowałem się na kieleckim podwórku.

Czyli nie ma się co wstydzić, że ktoś się wychował na podwórku?
To, co Kaczyński gadał, że on nie wychował się na podwórku, tylko w lepszych miejscach... no super. To, że bracia K. byli bananami, nie znaczy, że są lepsi czy gorsi od innych. Samo gadanie o tym, to dzielenie ludzi.

Widzę, że interesujesz się polityką…
Tak. I chcę, żeby naszym rodakom było dobrze. Żeby nie musieli uciekać do Irlandii i pracować na budowie. Głosowałem za opcją, która wygrała. Uważam, że słusznie.

Teraz już Polacy nie będą musieli uciekać do Irlandii?
Nie, w takie cuda nie wierzę. Ale chcę, żeby u nas było lepiej i żeby moje dzieci żyły w Polsce godnie.

Sam nie angażujesz się w politykę?
Miałem wiele okazji, propozycji. Ale ja jestem muzykiem. Wiele osób mówiło, że powinienem zostać prezydentem Kielc. I pewnie bym został, gdybym stanął do wyborów. Ale ja chce zajmować się muzyką i tylko z tego być rozliczanym.

Właśnie! Jesteś 25 lat na scenie. To kawał czasu. Czujesz odpowiedzialność na karku
Nie, już nie. Czułem odpowiedzialność w latach osiemdziesiątych, kiedy budowałem scenę rapową w Polsce i byłem zupełnie sam. Kiedy uczyłem pierwszych ludzi rymować po polsku. Wtedy czułem, że buduję scenę, która będzie coś znaczyć w tym kraju. I tak się stało. A teraz martwię się tylko produkcją swoich płyt, żeby za 20 lat nie wstydzić się tego, co nagrałem.

Ale ziomalem z kieleckiego podwórka już nie jesteś. To o czym teraz rapujesz? O wspomnieniach?
To nie jest tak, że już kimś nie jesteś, bo osiągnąłeś sukces. Trzeba być mega pedrylem, żeby zapomnieć o swoich korzeniach. Każdego z nas buduje dzieciństwo. Mój charakter się wtedy ukształtował: na tych ucieczkach z chaty, kiedy siedziałem na podwórku z chłopakami, w szkole... Nie ma znaczenia, czy ja będę mieszkał na obsranej klatce czy w pałacu, mój stosunek do frajerów i do życia, będzie taki sam.

A scena muzyczna w Polsce? Sięgamy dna, czy jeszcze daleko?
Jest dobrze! My, Polacy, mamy taką tendencję: jak jest dobrze, to narzekamy, że jest źle. Rozmawiałem ostatnio ze Zbyszkiem Hołdysem i Tomkiem Stańko o stanie polskiej muzyki. Zbyszek rozpaczał nad pop rockową muzyką, że jest słaba, wtórna, że nic się nie dzieje. Ma w tej kwestii dużo racji, bo jakie my niby mamy spektakularne wydarzenia muzyczne ostatnio?

Wielu powie, że "Idola"...
Właśnie! I to nie jest wina artystów. Ale jeśli ktoś śledzi niezależne wydawnictwa rockowe, hiphopowe, znajdzie tam takie majstersztyki, że to się w głowie nie mieści. To media nie są zainteresowane promowaniem dobrej muzyki.

Najlepiej sprzedaje się plastik?
Miewamy zrywy. Nagle w 1995 roku ludzie zerwali się na Liroya, gdy ja byłem artystą grającym muzykę totalnie niezależną. Hiphop nie istniał w sensie medialnym. Zaczęło się od "Scyzoryka".

Na okładce Twojego jubileuszowego albumu "Grandpaparapa (Powrót króla)" jest zakrwawiony scyzoryk. Okupiłeś własną krwią te 25 lat kariery muzycznej?
Ta okładka odzwierciedla walkę. Show biznes jest trudną sztuką. Młodzi artyści się rozbijają od razu albo idą na fali popularności i odbija im palma.

Byłbyś w stanie wskazać trzy osoby, które naprawdę dają radę na scenie hiphopowej?
O, dużo więcej! Jestem zafascynowany nowym Pezetem. Koleżka wie, o czym mówi, i mówi prawdę.

A poza rynkiem hiphopu?
Kayah ma fajną wytwórnię. Wyszukuje zespoły, które mają niezły potencjał. Dobrze też grają starzy wyjadacze, na przykład zespół Perfect.

A fala, na której płynie Doda? Zagrałbyś z nią?
No pewnie! Jestem wielbicielem Dody. Serio! Uważam, że Doda jako jedna z niewielu w tym kraju kuma, po co są gwiazdy popowe. Nie doszukujmy się w takiej muzyce mega aspiracji do muzyki klasycznej. Typowa gwiazda, która jest w świecie doceniana, to jest właśnie taka panna, jak Doda. Inna nie jest mi potrzebna. Po co mi Doda, która śpiewa smętne piosenki, przeprasza za to, że żyje i że wyszła na scenę?! Laska wie, po co istnieje. To jest dla mnie królowa popu!

Kiedy Cię zobaczymy w "Tańcu z gwiazdami"?
He he, nie zobaczycie. Chyba, że będę tańczył pijany na imprezie i ktoś to wrzuci do Internetu.

A gdyby Ci zaproponowali pół miliona?
Proponowali. Jak szła pierwsza edycja, to byłem jedną z pierwszych osób, które zapraszano do "Tańca". Uśmiałem się do rozpuku i podziękowałem.

Liroy, czyli Piotr Marzec (ur. 1971) to jeden z pierwszych polskich raperów. Debiutował w połowie lat 90. singlem "Scyzoryk", choć karierę zaczął wcześniej pod pseudonimem PM Cool Lee. W grudniu obchodzi jubileusz - 25 lat na rapowej scenie. Z tej okazji wydał właśnie dwupłytowy album "Grandpaparapa (Powrót króla)".