To nie pierwszy raz, kiedy Sorokin zadziera z władzą. Kilka lat temu oskarżono go o szerzenie pornografii. Chodziło o powieść "Gołuboje sało", w której Chruszczow kopuluje ze Stalinem. Nie dość, że pornografia, to jeszcze obraza przywódców radzieckich - pisano. A popularność Sorokina rosła. Na dworcach pojawił się nawet zestaw podróżny: piwo, kiełbasa i powieść "Gołuboje sało".

Pierwszą powieść "Kolejka" Sorokin wydał w Paryżu. W Polsce niedawno wznowiono ją, i słusznie, bo to jedna z najlepszych jego książek (jeśli nie najlepsza). Akcja toczy się w kolejce w domu towarowym. Wiadomo, że rzucili jakiś towar, ale nikt nie wie, czy to tureckie kurtki, czy jugosłowiańskie buty. Tłum stoi dniami i nocami, gadając dla zabicia czasu. To właśnie język jest prawdziwym bohaterem tej książki. Jak zresztą i innych powieści Sorokina. Pisarz imituje równie dobrze soc-mowę i język nowych ruskich. Tak było chociażby w książce "Trzydziesta miłość Mariny", w której parodiuje literaturę erotyczną, socjalistyczną i opowieść dysydencką. Sorokin z łatwością tworzy światy na pograniczu realnego i fantastycznego. Przy czym siła wyobraźni i zdolność językowej imitacji nie sprawdziły się do końca w trylogii zapoczątkowanej przez "Lód". Owszem, sprawnie opowiedział historię wymyślonej sekty, jednak opisanymi zdarzeniami nie sposób się przejąć, choćby dlatego że czasy, które opisuje, były w Rosji o wiele okrutniejsze niż wyobraźnia Sorokina. Być może Sorokin, przewrotny jak zawsze, chciał sparodiować czytadło fantastyczne. I samego siebie. To się udało, ale nic więcej.

Sorokin ukształtował się na moskiewskim undergroundzie, gdzie w dobrym tonie była apolityczność. "Teraz doszedł we mnie do głosu obywatel" - powiedział w wywiadzie dla "Spiegla". W najnowszej powieści opisuje jeden dzień z życia oprycznika, czyli agenta służby specjalnej. Opryczników powołał Iwan Groźny do walki z wrogami cara. Powieść Sorokina rozgrywa się w przyszłości, ale państwo wygląda jak Rosja Iwana Groźnego. Oprycznicy nie jeżdżą co prawda konno, tylko "mercami", ale mentalnie przypominają lojalne sługi cara z XVI w., nawet wykorzystują te same sposoby walki - spalić dobytek, zgwałcić żonę, dom zrównać z ziemią. A ponieważ Sorokin opisał to wszystko archaizującym językiem, po polsku rzecz mogłaby być kompletnie niezrozumiała. Na szczęście Agnieszka Lubomira Piotrowska przetłumaczyła tę książkę wręcz brawurowo, korzystając często z Sienkiewicza i Fredry.

Jak wygląda Rosja w 2027 r.? Nie potrzebuje już reszty świata, oddzieliła się od niego murem jak nową żelazną kurtyną. To państwo zbudowane na idei narodowej i na prawosławiu: oprycznik Komiaga po "zajeździe" na bogatego hrabiego zaraz udaje się do soboru. Rosja nie potrzebuje Zachodu: w sklepach są tylko produkty rosyjskie, po dwa do wyboru: chleb biały i czarny, dwa rodzaje kiełbasy i tylko jeden ser rosyjski. Komiaga, paląc papierosy "Ojczyzna" bez filtra (jedna z dwu dostępnych marek), docenia niezwykłą mądrość monarchy, który oszczędził ruskiemu człowiekowi wyboru wśród tysiąca produktów. Nie ma przecież nic wspanialszego niż to, co powstaje na Rusi. Oprycznik wykonuje zadania specjalne związane z rodziną monarszą: pobiera łapówki, likwiduje przeciwników, nadzoruje handel z Chinami, które są największą potęgą światową. Komiaga ogląda przenośny kramik księgarza, na którym leżą rosyjskie poradniki, rosyjska klasyka i rosyjska współczesna literatura pisana ku chwale monarchy. Opozycja istnieje, owszem, jacyś pisarze próbują wyśmiewać władzę, ale wszystko jest pod kontrolą. Nie wolno też ani w literaturze, ani w życiu używać wulgaryzmów - w tym świecie, pełnym mordu i gwałtów, należy być w mowie czystym jak niemowlę. Państwo to świątynia, której można się tylko pokłonić - tym według Sorokina różni się współczesna Rosja od innych krajów. Sorokin nie napisał satyry na Putina, stworzył antyutopię państwa, które stało się obiektem kultu.

Wizja nie byłaby tak ciekawa, gdyby nie barokowa, perwersyjna wręcz wyobraźnia Sorokina. Widać ją, począwszy od porannej toalety Komiagi. Sorokin szczegółowo opisuje jego garderobę (stylizowaną na XVI w.), ablucje, śniadanie. Podobnie drobiazgowo oglądamy ukoronowanie dania, czyli ucztę o Ojczulka - naczelnika opryczników. Nagrodą za ciężką pracę i szczytem rozkoszy są męskie rytuały i wspólny seks. Ten świat opisany z perspektywy oprycznika jest po prostu doskonały. Piękna jest sprawiedliwa przemoc i władza. Przeszłość sowiecka została wymazana grubą kreską, bo też zdaniem Sorokina główne zło, które zagraża dzisiejszej Rosji, ma swoje źródła głębiej niż ZSRR. To właśnie samowładztwo cara - boga, izolacja kraju i uświęcenie narodu. Przy czym ten "naród" to oczywiście ludzie Kremla. Nikt inny nie ma jakiejkolwiek władzy. Wizja Sorokina jest i groźna, i śmieszna. Oby była skuteczna.

p



Władimir Sorokin, "Dzień oprycznika" przeł. Agnieszka Lubomira Piotrowska, WAB, Warszawa 2008