Mam przyjaciółkę, której życie układa się zupełnie inaczej niż mnie. Do tego stopnia, że moje wypracowane w bólach prawdy, dotyczące na przykład relacji międzyludzkich, zastosowane do niej, okazywały się zawsze stekiem bzdur. Zajęło mi całe lata, żeby uświadomić sobie, dlaczego. Po prostu przykładałam do niej miarkę swojego własnego życia, a ją jej życie traktowało zupełnie inaczej. Niełatwo to sobie uświadomić: że to, co nam się przydarza, nie jest prawem ogólnym uniwersum, ale bardzo szczególnym sposobem, w jaki nasza osobowość zagina świat.

Takie wrażenie, jakbym zanurzała się w jakiś dziwaczny, ale spójny świat, towarzyszy mi, od kiedy zaczęłam czytać Doris Lessing. I pięć minipowieści zebranych w tomie "Mrowisko" wydanym po angielsku w 1953 r., a w Polsce wznowionym dziś po raz pierwszy od ponad 50 lat, jeszcze to wrażenie wzmaga. Przy okazji jednak pozwala stworzyć sobie wstępny zarys szczególnych mechanizmów, według których funkcjonuje twórczość Lessing.

Wśród wielu bohaterów "Mrowiska" najbardziej w oczy rzuca się młoda kobieta z minipowieści "Ta trzecia". Na pierwszy rzut oka Rose jest zwyczajną dziewczyną. Ale kiedy przyjrzeć się jej uważniej, okazuje się, że to prawdziwa outsiderka. I wcale nie dlatego, by miała ona na przykład więcej wrażliwości niż reszta zadowolonych z siebie mieszczan. Przeciwnie - Rose ma mniej uczuć niż inni ludzie. Planowała poślubić swojego wieloletniego chłopaka, ale nagle zdaje sobie sprawę, że w gruncie rzeczy nigdy go nie kochała. Ze świecą u niej szukać potrzeby erotycznej albo potrzeby miłości. Do szczęścia wystarczy jej praca i opiekowanie się ojcem.

Ludzie u Lessing mało czują. Przypomnę tylko totalną obojętność Rose w momencie śmierci matki. Taki motyw jest oczywiście do przyjęcia w literaturze - ale trzeba to rozegrać, jak na przykład Camus w "Obcym" albo jak Houellebecq w "Platformie". Kiedy się po prostu, bez zamysłu artystycznego, zbędzie jednym zdaniem uczucia dziecka po śmierci rodzica, robi się z tego wątpliwa literatura. Ale, to trzeba przyznać, w niektórych fragmentach "Tej trzeciej" blokada emocjonalna bohaterki staje się na szczęście prawdziwym, głębokim tematem.

No i wymowa "społeczna" utworu jest bardzo zabawna: okazuje się, że brytyjscy mężczyźni po II wojnie światowej (przypominam, książka pochodzi z 1953 r.) są rozbici, niezdolni do odpowiedzialnego zachowania - dlatego kobiety muszą obejść się bez nich i stać się wsparciem dla siebie nawzajem. Proszę sobie wyobrazić scenę, w której dwie ukochane tego samego mężczyzny spotykają się jako potencjalne rywalki - ale nagle okazuje się, że znacznie lepiej się dogadują między sobą niż z obiektem swoich wzdychań. Temat silnej kobiecej przyjaźni, która może zastąpić inne związki uczuciowe, pojawiał się również w świetnym "The Golden Notebook" jeszcze niewydanym po polsku. I choć Lessing w obu książkach próbuje tak skonstruować fabułę, by przyczyną kobiecej przyjaźni wydawało się rozczarowanie mężczyznami - to prawdziwą przyczyną jest chyba raczej głęboki brak zainteresowania tych kobiet miłością. Bohaterki Lessing nie są kobietami namiętnymi. Feminizm jest doskonałym usprawiedliwieniem dla ich potrzeb - czy raczej dla ich braku potrzeb.

Kiedy spojrzymy na inny temat: relacji pomiędzy białymi i czarnymi w Afryce apartheidu, w której Lessing się wychowała, widać, że i tu pojawia się zawsze outsider. W zamieszczonej w "Mrowisku" minipowieści "Lobola" widzimy kobietę, która właśnie przybyła z Anglii do Afryki z głową pełną liberalnych poglądów. Wprowadza ferment w swojej dzielnicy, jako jedyna okazując serce Murzynom. Podobny motyw mamy w świetnym, najlepszym w tym tomie utworze tytułowym "Mrowisko". Obcym, który rozsadza niesprawiedliwe struktury społeczeństwa kolonialnego, jest tu mały biały chłopiec. Jako dziecko bawi się z murzyńskimi dziećmi, a kiedy dorasta, zaczyna "psuć" (jak by się powiedziało w "Przeminęło z wiatrem") swojego przyjaciela, mulata, przekazując mu całą swoją wiedzę zdobywaną w szkole. Awans społeczny "krajowca" dzięki ambicji oraz pomocy życzliwych ludzi pojawia się także w minipowieści "Głód".

Ale nie tylko postać "innego", dość zresztą konwencjonalna, jest znakiem firmowym tych historii. To, co w nich uderza, to wielki optymizm autorki. Tematem Lessing są ludzie wyrastający poza przeciętność - oraz ich walka, żeby nagiąć świat do własnych reguł. I to się w końcu udaje, świat powoli zmienia się na lepsze. Dlatego Lessing jest, sądzę, osobowością emancypacyjną. Ma to swoje dobre strony: nie znajdziemy u niej za grosz tego wychwalania własnego i cudzego cierpienia.

To optymistyczne wpatrzenie w przyszłość też może być jednak nieco męczące dla czytelnika i u Lessing czasem wydaje się pisane pod tezę. Właściwie, obie te postawy, tkwiące głęboko na dnie naszych światopoglądów, wydają mi się coraz bardziej naiwne, fałszywe i denerwujące. Nie mam jednak pojęcia, co by denerwujące nie było: może dystans w stosunku do jednego i drugiego?

Trzecim tematem Lessing, o którym warto wspomnieć, jest zderzenie praktyczności z marzycielstwem - czyli kolejna wersja motywu outsidera. Nie zawsze kończy się klęską marzyciela - ale jednak zazwyczaj się nią kończy: tak było w "The Grass is Singing", tak jest też w jednej z pięciu zamieszczonych w "Mrowisku" minipowieści o tytule "Eldorado". Marzycielowi oderwanemu od twardej rzeczywistości jakoś trudno jest odnieść sukces. Ciekawe, że tylko marzycielowi - mężczyźnie. Kobiety jakoś sobie radzą.

Jeśli przegrywają, to raczej przez to, że wyrzekły się siebie i próbowały dostosować do reguł społecznych. Krótko mówiąc: facet może ponieść porażkę, jeśli się nie dostosuje (choć są u Lessing też bardzo silne męskie osobowości). Kobieta przegrywa w przeciwnym wypadku - jeśli się dostosuje. Ten dziwny podział płciowy wykracza daleko poza ideowe formułki i jest lustrem dziwnych schematów pisarskiej osobowości Lessing. Podejrzewam, że na jego dnie leży jakiś rodzaj pogardy dla mężczyzn, jakaś duma z kobiecej siły. A może jest to po prostu ciągle wariacja na temat wygranej i przegranej w walce ze społeczeństwem? Trzeba będzie dalej czytać Lessing, żeby się dowiedzieć.

Cóż, wygląda jednak na to, że ogólny projekt pisarski Lessing polega na przetwarzaniu modernistycznych tematów, a zwłaszcza tematu nieprzystosowania jednostki do społeczeństwa. Autorka wykręca je na swoją modłę i wpisuje wszystko w temat emancypacji Murzynów i kobiet. Był to więc Nobel za starą dobrą modernę w sosie walki z rasizmem i walki o wyzwolenie kobiet.

I jeszcze na koniec zabawna rzecz. Pamiętam, jak kiedyś tłumaczyłam znajomym Meksykanom, co znaczy po polsku "meksyk". A może to byli Wietnamczycy, którym tłumaczyłam, co znaczy "sajgon"? W każdym razie z "Mrowiska" dowiedziałam się, co w Południowej Rodezji po II wojnie światowej - znanej tam jedynie z gazet, ale jednak znanej - znaczyło "polska". Otóż mniej więcej to samo, co u nas "meksyk" i "sajgon". "Polską" nazywało się najniebezpieczniejsze dzielnice, w których można łatwo dać się zabić.

<HR>

Doris Lessing, "Mrowisko", przeł. Agnieszka Glinczanka, PIW, Warszawa 2007.