Bo jest on lekturą obowiązkową także w sensie metaforycznym i, by tak rzec, postulatywnym – jako wstrząsające, przenikliwe, świetne przy tym literacko świadectwo jednego z najstraszniejszych doświadczeń XX wieku: komunizmu i stworzonej przezeń "cywilizacji więziennej".

Nie znając "Innego świata", nie będziemy wiedzieli, jakie były realne skutki ideologii wymyślonej przez Marksa, Lenina, Trockiego i Stalina, nie zrozumiemy, czym był totalitaryzm i ludobójstwo w imię szczytnych haseł wyzwolenia innych. I nie dowiemy się, że nawet w najstraszniejszych warunkach możemy ocalić tkwiącą w nas "iskrę człowieczeństwa".

Wydana właśnie obszerna, arcyciekawa monografia "Innego świata" autorstwa Włodzimierza Boleckiego powinna zainteresować nie tylko licealistów, studentów i ich nauczycieli. Praca ta jest zmienioną i znacznie poszerzoną wersją książki wydanej po raz pierwszy w roku 1993.

Przygotowując jej nową edycję, autor sięgnął po niezwykle interesujące materiały archiwalne, dodał m.in. bardzo cenne rozmowy z pisarzem o "Innym świecie". Uwagę czytelnika od razu zwrócą liczne, publikowane po raz pierwszy fotografie.

Wśród nich zdjęcia zrobione przez Herlinga-Grudzińskiego w wojennym Iraku, fotografie kilku stron notatnika, w którym zapisywał swe wrażenia tuż po opuszczeniu obozu pracy w Jercewie. Są też zdjęcia Krystyny Stojanowskiej, pierwszej żony pisarza, której samobójcza śmierć w 1952 r. rzuciła tak tragiczny cień na jego życie i twórczość. Pasjonujący jest rozdział rekonstruujący, najobszerniej jak dotąd, biografię Herlinga-Grudzińskiego.

Bolecki pisze o żydowskim pochodzeniu ojca autora "Innego świata", przypomina, iż "przy wypełnianiu religijnego obrządku nadano [mu] imię Gecel vel Gustaw", ale równocześnie dodaje, że Herling odrzucał pytania o swe żydowskie korzenie. "Ja mam korzenie polskie. Takie mam poczucie i nic na to nie poradzę", odpowiadał indagującym go w tej kwestii dziennikarkom "Gazety Wyborczej". W tym świetle ważna jest informacja, że 10 lipca 1944, w szpitalu w Nocera pisarz przyjął chrzest w obrządku rzymskokatolickim.

Opisując aktywność krytycznoliteracką Herlinga w II RP, jego dramatyczne losy w czasie II wojny, a potem pobyt na emigracji, Bolecki przypomina o próbach przyjazdu do Polski, jakie autor "Dziennika pisanego nocą" podejmował w latach 60. Dokumenty IPN pokazują, jak te starania były torpedowane przez PRL-owskie władze, które dopiero decyzją z dnia 9 maja 1989 r. skreśliły go z listy osób niepożądanych w PRL.

Niepożądane w PRL były także książki Herlinga-Grudzińskiego. Nie tylko ich nie wydawano, ale też decyzją cenzury zakazywano o nich pisać, a jeśli już było to konieczne - tylko w lekceważącym lub negatywnym tonie. Dotyczyło to zwłaszcza przedmiotu monografii Boleckiego, czyli "Innego świata", książki prawdziwie zbójeckiej z punktu widzenia komunistów. Nie tylko zresztą w naszym kraju. Bolecki przypomina, jak duże kłopoty mieli "Inny świat" i jego autor we Francji i Włoszech, gdzie środowiska lewicowe torpedowały publikację książki. U nas doczekała się ona pierwszego krajowego wydania w drugim obiegu, w "Nowej" w 1980 r. Z kolei pierwsza edycja oficjalna ukazała się w roku 1989. Potem już poszły następne...

Co zapewniło książce Herlinga-Grudzińskiego tak wyjątkową pozycję? Dlaczego stała się nie tylko najpopularniejszym dziełem tego pisarza, ale też zdystansowała inne, nie tak znowu rzadkie w naszej literaturze książki o doświadczeniach łagrowych?

Odpowiedzią na te pytania jest cała książka Boleckiego. Ważny był moment wydania: "Inny świat" ukazał się najpierw po angielsku w roku 1951, dwa lata później w Londynie pojawiła się edycja polska. W tym okresie istniało już wprawdzie stosunkowo wiele dzieł poświęconych sowieckim obozom koncentracyjnym, ale wciąż był to temat nowy w literaturze, dla którego trudno było znaleźć odpowiedni język artystyczny, a przy tym był to temat źle widziany wśród filosowieckich w większości zachodnich elit intelektualnych.

Te ostatnie nie chciały przyjąć do wiadomości nie tylko prawdy o istnieniu w ZSRR obozów koncentracyjnych, ale i tego, że ich ofiary idą w miliony, że są nimi całkowicie niewinni ludzie i - co najtrudniej było im przyjąć do wiadomości - że ludobójstwo w imię komunizmu niczym się nie różni od ludobójstwa w imię nazizmu. Herling swą książką bezlitośnie demaskował XX-wieczne złudzenia postępu. Już samym tytułem swego dzieła - "Inny świat" brzmiał jak gorzkie nawiązanie do "Nowego wspaniałego świata" Huxleya.

Ale, jak dowodzi Bolecki, oryginalność dzieła Herlinga polegała głównie na intelektualnej oraz literackiej wyjątkowości, z jaką opisał swe doświadczenia. Nie chciał stworzyć dokumentalnej relacji z pobytu w Jercewie i zawsze protestował przeciw zaliczaniu jego książki do tzw. literatury faktu. Bolecki bardzo ciekawie pokazuje, z jakim kunsztem "zrobiony" jest "Inny świat" i - co ważne - że owa literackość nie jest popisem estetycznej maestrii, lecz że ściśle wynika z tego, jak Herling-Grudziński rozumiał sens swych obozowych doświadczeń.

Na przykład tak charakterystyczne dla pisarza porównania ludzi do zwierząt nie deprecjonują osób czy zjawisk, ale "wydobywają z nich duchową stronę istnienia". Znakomite miniportrety, którymi wypełniona jest książka, są afirmacją tego, co w człowieku tajemnicze i jednostkowe. Piękne opisy przyrody wyrazem przekonania o naturalnym porządku świata. Nawiązania do Dostojewskiego, Dantego, Defoe, Conrada wyrazem wiary w poznawczą moc literatury. Etc. etc.

Tak napisany "Inny świat" był pomyślany jako polemika z podejrzewanymi przez Herlinga o chłodne stylizatorstwo "Medalionami" Nałkowskiej, jak i z oskarżaną o nihilizm prozą Borowskiego. Z tą ostatnią "Inny świat" wiele łączy, np. prezentowana przez narratora postawa "antybohatera", drastyczność i wnikliwość opisu obozowego świata, ale radykalnie dzieli wyrażone m. in. w kończącym go epilogu przekonanie, że człowieka nie można całkowicie "przerobić".

Ta wiara jest zresztą arcyważną dzisiaj częścią "lekcji" "Innego świata", choć nie jest to lekcja łatwa do przyswojenia, bo wychowani na Borowskim widzimy w obozach świadectwo kompromitacji kultury Zachodu i triumfu banalnego zła, które wyzwala on w każdym człowieku.

Dowodem, jak trudna jest lekcja "Innego świata", są powracające pretensje do Herlinga o zakończenie jego książki, gdzie narrator nie rozgrzesza kolegi, który doniósł na współwięźniów, wydając ich tym samym na śmierć. Przesłaniem "Innego świata" jest bowiem teza, że "wbrew sytuacjom, jakie ludziom narzuciły obozy koncentracyjne, istnieją niezmienne zasady moralne świata i że żadne doświadczenie nie może ich przekreślić".

Herling w rozmowie z Boleckim podejrzewa, że u Borowskiego narrator poklepałby donosiciela po ramieniu i powiedział: "Wiesz, byliśmy razem, wiemy, jak te rzeczy wyglądają, rozumiem". Takiego gestu Herling nie chciał wykonać, bo obce mu było przekonanie, że świat jest okrutny, bo "jest tak zrobiony".

Ciekawe zresztą, jak by zareagował na "Inny świat" Borowski (przypomnę, że popełnił on samobójstwo właśnie w 1951 r.). Możemy tylko przypuszczać, że co najmniej tak samo krytycznie, jak to uczynił po publikacji "Z otchłani" Kossak-Szczuckiej, nie tak znowuż odległej od rozpoznań Herlinga. Tak czy owak zgodzić się trzeba z Boleckim, że polemika Borowski - Herling jest jedną z najważniejszych, niedokończonych zresztą, polemik w naszej literaturze.

Dobrze więc, że czytamy go dzisiaj obok opowiadań Borowskiego, ale też nie tylko w tym wyczerpuje się znaczenie i aktualność tej książki. Jest ona świadectwem martyrologii narodów i ludzi więzionych w sowieckich obozach, jest ostrzeżeniem przed totalitaryzmem, ale też uniwersalnym traktatem moralnym o ludzkiej – jakkolwiek by to nie brzmiało patetycznie - duszy, o tym, jak trudno ją człowiekowi odebrać. Jest też "Inny świat" wielką epopeją cierpienia i bólu. Znawcy "Innego świata" zobaczą też w tej książce tropy wiodące ku innym utworom Herlinga-Grudzińskiego, który był zawsze pisarzem pochylonym nad zagadką "innych światów" i portrecistą ludzi "pogrzebanych za życia".

Monografia Boleckiego jest jego czwartą, po monografii Józefa Mackiewicza i krytycznych edycjach "Ferdydurke" oraz "Wieku biblijnego i śmierci", książka wydaną w ostatnich kilkunastu miesiącach. Składając hołd pracowitości warszawskiego badacza, można też się zastanowić, co łączy pisarzy, którym z takim oddaniem się poświęca. Odpowiadam: to pisarze emigracyjni, wybitni, skłóceni ze swą epoką nonkonformiści, broniący zagrożonej w "przeklętym" wieku XX wolności jednostki. Bo w końcu i jej apologią jest przecież "Inny świat".

p

W. Bolecki, "Inny świat" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Universitas, Kraków 2007