Jutro o 21.00, już po uroczystościach w Teatrze Narodowym, usłyszymy fragmenty pamiętnego przemówienia Władysława Gomułki, w którym uzasadniał on decyzję o zdjęciu przedstawienia z afisza, brutalnego i ostrego. Słynny artysta ożywi także sam pomnik. Poeta przemówi. Będzie recytował monolog uwięzionego Konrada z III części dramatu, jego rozważania o wolności i zniewoleniu.

Wodiczko podkreśla, że nie chce budować pomnika tamtych czasów. Jak podkreśla, bardziej niż kultywowanie pamięci interesuje go krytyczny jej ogląd, przypominanie o niebezpieczeństwach, jakie potrafi nieść dla wolności władza, także ta wybrana demokratycznie.

Takie projekty stały się znakiem firmowym artysty. Już w latach 70. Krzysztof Wodiczko tworzył utopijne przedmioty, jak "Pojazd" - podłużną skrzynię zaopatrzoną w rowerowe koła, w której poruszał się po ulicach. Swoimi działaniami wychodził w przestrzeń publiczną. Zakłócał codzienny porządek gierkowskiej Polski. W 1977 artysta wyjechał z kraju. Osiadł w Kanadzie, a następnie przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Od 1994 r. jest związany z Center for Advanced Visual Studies M.I.T. w Bostonie.

Od początku lat 80. przygotowywał projekcje w przestrzeni miejskiej. Wybierał miejsca ważne i powszechnie rozpoznawalne: pomniki, budynki użyteczności publicznej, gmachy rządowe, siedziby korporacji. W 1984 r., w przededniu amerykańsko-radzieckich rozmów pokojowych, wyświetlił na nowojorskim Łuku Pamięci Żołnierzy i Marynarzy zdjęcie połączonych łańcuchami pocisków rakietowych obu mocarstw. Rok później rzutował wizerunek swastyki na fasadę ambasady RPA w Londynie, dając swój komentarz do polityki brytyjskiego rządu wobec apartheidu.

W 1986 r., jeszcze w dobie późnego PRL-u, na kopii pomnika Colleoniego dłuta Verrocchia znajdującego się na dziedzińcu warszawskiej ASP wyświetlił gąsienice czołgu, szkielet i swastykę, jawne odnosząc się do przemocy totalitarnego państwa. Już po upadku żelaznej kurtyny, w 1990 r., ubrał figurę Lenina z pomnika we wschodnim Berlinie w pasiastą koszulkę polo i kazał mu pchać wózek pełen zakupów. Wódz rewolucji zamienił się konsumenta ogarniętego szałem zakupów.

Jego działania nie służyły poprawianiu dobrego samopoczucie ani utwierdzaniu panującego status quo. Pragnieniem artysty było raczej naruszanie ładu, podważanie pewników. Mówienie o tym, co nie jest przyjmowane do wiadomości, co bywa uznawanie za nieważne lub nieistotne. Stąd podejmowanie takich problemów, jak przemoc instytucjonalna, siła i władza państwa oraz wielkich korporacji. Wodiczko nie kryje swoich poglądów, jest jawnie stronniczy.

W latach 90. Wodiczko w swych pracach coraz więcej uwagi poświęca ofiarom. Stara się dać głos "innym", pozbawionym tej możliwości, upośledzonym, spychanym na margines. Powstają serie szczególnych przedmiotów, jak "Laska tułacza" (1992) przypominająca kij pasterski czy "Rzecznik obcego" (1994) – rodzaj mówiącego knebla. Ich użytkownikiem Wodiczko czynił imigrantów, obcokrajowców, tych, którzy przeżyli tragedię, traumę, szok. Urządzenia stawały się częścią ciała i umożliwiały komunikację z otaczającym światem. Pozwalały na publiczne opowiedzenie historii.

Obrazom wyświetlanym przez Wodiczkę zaczynają towarzyszyć relacje poszczególnych ludzi. Budynki, rzeźby wypowiadają się w ich imieniu. Jego prace przypominają o jednostkowych losach, ale artysta równocześnie stawia pytania o kształt dzisiejszej demokracji, o jej niedostatki czy defekty, zarówno tej ustabilizowanej, w świecie Zachodu, tej budowanej we wschodniej części naszego kontynentu, ale także chociażby w Meksyku.

W 1999 r. projekcję na tzw. Kopule A (A-Bomb Dome) w Hiroszimie poświęcił następstwom wybuchu bomby atomowej. Udzielił głosu tym, którzy przeżyli eksplozje, ale także ich dzieciom i wnukom. Można było wysłuchać ich opowieści, ale także obserwować ręce rozmówców artysty, ich gesty, ruchy.

Dwa lata później podczas pokazu na wielkiej kopule kina Centrum Kulturalnego w meksykańskiej Tijuanie kobiety-robotnice, wykorzystywane, bite i poniżane mogły wreszcie publicznie wypowiedzieć swe skargi. Z kolei podczas projekcji na budynku Biblioteki Publicznej w St. Louis w 2004 r. mówili mieszkańcy miasta, którzy w wyniku przemocy stracili swoich bliskich, ale równocześnie artysta przedstawił historie więźniów odsiadujących karę w zakładzie poprawczym.

Sprawił, że "przemówiły" budynki w Polsce. W 1996 r. na wieżę ratuszową krakowskiego rynku rzutował obrazy rąk osób, które nakłonił do zwierzeń. Można było wysłuchać głosu kobiet-ofiar przemocy, niepełnosprawnych, nosicieli wisusa HIV, narkomanów, homoseksualistów. W 2005 r. na fasadzie warszawskiej Zachęty pojawiły się postacie kobiet. Wpisane w architekturę budynku, niczym kariatydy podtrzymujące belkowanie tympanonu zdobiącego fasadę, opowiadały o przemocy, jakiej doświadczały w swoim życiu i którą czasami też odpłacały.