Dziennik Gazeta Prawana logo

Macho i seksowna diwa w jednym

1 lutego 2008, 11:48
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Macho i seksowna diwa w jednym
Inne
Madame Sata nie całuje nikogo w dłonie. Całuje prosto w usta, a następnie naciska spust i trafia prosto w serce. Od dawna na polskich ekranach nie było tak zmysłowego filmu.

Tytułowa Madame Sata z porywającego filmu Karima Ainouza zespala przeciwieństwa. Jest gwałtownym mężczyzną i przegiętą diwą, tancerzem i śpiewakiem, jej serce bije niespokojnie w rytm nerwowego życia na ulicach Lapo, przeklętej dzielnicy Rio de Janeiro.

Karim Ainouz w imponującym debiucie prowadzi widza śmierdzącymi rynsztokami do brudnych melin, gdzie kwitnie rozpusta, prosto w lata 30. ubiegłego wieku. W Rio trwa karnawał, a w Lapo zapach najtańszych perfum bardzo tanich dziewczyn miesza się z potem ich alfonsów, burdele są tancbudami, przedszkola - sierocińcami. W takich okolicznościach poznajemy Madame Sata, czyli Joao Francisco dos Santosa. To muskularny Murzyn, który drwi z nakazów i zakazów, szydzi z norm i konwencji. Kocha facetów i kocha także stawać się kobietą. Jest dumny i uparty. Nie zmieni go ani więzienie (przesiedział tam prawie 30 lat), nie zniszczą ludzie.

Joao to bohater wyjęty prosto z prozy Jeana Geneta. Typ złodzieja i homoseksualisty, który z bujnej przeszłości (karierę prostytutki rozpoczął w wieku dziewięciu lat) oraz nieobliczalnej teraźniejszości (był kucharzem w burdelu i wrażliwym ojczymem gromadki dzieci) zbudował legendę przyszłości.

"Madame Sata" można oglądać jak reportaż ze świata nieuporządkowanego, nieskładnego, jakby niedopracowanego. Świata, w którym refleksję wyparły instynkty, intuicja, prawo do życia w zgodzie z własną naturą. Nawet za cenę ośmieszenia i pogardy. Bezkompromisowość bohatera rymuje się z narracyjną odwagą reżysera, który nie zmusza do moralnych ocen tego podejrzanego środowiska, woli grać na emocjach widza. To obraz, który albo się kupuje od pierwszej chwili, albo - w tym samym momencie - odrzuca. W filmowym świecie Karima Ainouz krytyczny dystans jest ostatnią z cnót, które mogłyby zostać użyte. Nie warto rozbierać zatem "Madame Sata" na części pierwsze, interpretować jej wyborów. Podziwiajmy tylko jej sukienki. Utkane z seksu, zbrodni i miłości.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj