MAX FUZOWSKI: Pewnie ma już pani dosyć takich pytań. Ale zaryzykuję. Z reguły...
MARGARET ATWOOD:
... bohaterkami moich książek są kobiety? Czy tak? No więc nie do końca. Otóż kilka razy uczyniłam głównym bohaterem mężczyznę. I jak wtedy zaczynały się wszystkie wywiady? Od pytania, dlaczego tym razem w roli głównej występuje facet. Prawda jest taka, że jeśli jesteś pisarzem kobietą, niezależnie od tego, czy bohaterem swojej powieści uczynisz mężczyznę, czy kobietę, ludzie zawsze będą pytać o kwestię wpływu płci na pisarstwo. Pisarza mężczyzny, któremu zdarzyło się napisać kiedyś coś o kobietach, ale powrócił do pisania o mężczyznach, nigdy nikt nie zapyta, czemu pisze wciąż o facetach.

Kobiety są ciekawsze, barwniejsze?
Jest oczywiste, że kobieta może znacznie lepiej poprowadzić bohaterkę, bo wie, jak to jest być kobietą, i dlatego ją wybiera jako temat swojej książki. Z pisarzami płci męskiej sprawa ma się nieco inaczej. Oni dorastają wśród kobiet, u boku matek i sióstr, nierzadko bez ojców. Od początku swego życia obserwują kobiety, ich zachowanie i łatwo jest im o nich pisać. Sporadycznie się za to zdarza, że dziewczynka dorasta wychowywana jedynie przez ojca, że ma okazję tak dobrze poznać męski świat. Choć w końcu i tak najważniejszy okazują się pisarskie zdolności i talent pozwalające zbudować ciekawego bohatera. A czy jest się mężczyzną czy kobietą, ma tu drugorzędne znaczenie.

Dobrze, ale krytycy próbując definiować współczesną prozę, posługują się często określeniem „pisarstwo kobiece”, nie istnieje jednak termin „pisarstwo męskie”…
Nie można mówić o czymś takim jak „pisarstwo kobiece”. Wszystko jest kwestią tematyki, jaką podejmuje pisarz, a nie jego płci. Są tematy, które z pewnością znacznie bardziej zainteresują kobiety niż mężczyzn. Jednak wcale nie muszą podejmować ich pisarki. Znamy przecież wielu genialnych twórców, z Tołstojem i Joyce’em na czele, którzy tworzyli fascynujące kobiece portrety i pisali w sposób interesujący dla wielu kobiet. Zresztą mężczyźni chyba lubią pisać z damskiego punktu widzenia; w każdym razie wielu z nich to z sukcesem czyniło. Kobiety niestety częściej piszą o mężczyznach jako o swoich bohaterach, herosach, ale oni rzadko przypominają prawdziwych facetów. To, co najbardziej charakterystyczne dla naszych czasów, to jednak fakt, że nad płcią górę biorą doświadczenia i literacka wolność. Na przykład w XIX w. kobiecie trudno byłoby opisać wizytę w domu publicznym czy relację z pola walki. Dziś nie będzie to już większą przeszkodą.

Jest pani pisarką feministyczną?
Zwykle zanim odpowiem na takie pytanie, pytam rozmówcę, czym jego zdaniem jest feminizm i co to znaczy być feministyczną pisarką. Jeśli potrafi pan odpowiedzieć, to możemy sobie o tym podyskutować, ale ostrzegam, że zajęłoby nam to bardzo dużo czasu (śmiech).

Właśnie zależało mi na tym, aby to pani, którą nazywa się „ikoną pisarstwa feministycznego”, nakreśliła jego ramy. Zrobi to pani?
To trochę tak, jak byśmy rozmawiali o chrześcijaństwie. Kto jest chrześcijaninem: czy katolik, czy ortodoksyjny grekokatolik, czy może baptysta ze Stanów Zjednoczonych albo mormon? Czym innym było chrześcijaństwo w średniowieczu, a czym innym jest dziś. Nie można o feminizmie, tak jak i o chrześcijaństwie, mówić ogólnie, trzeba wyróżnić konkretne odmiany. Poza tym żeby zacząć rozmawiać o feminizmie, musimy wyjść od tego, że kobieta jest człowiekiem. Ale powiem krótko: jestem pisarką oraz kobietą i nie jestem w stanie oddzielić jednego od drugiego.

Pani popularne powieści: „Opowieść podręcznej”, „Pani Wyrocznia” czy „Ślepy zabójca”, to książki bardzo mocne. Zbiór opowiadań „Moralny nieład” to proza łagodniejsza, nostalgiczna. Czy to znaczy, że straciła pani pazur?
O nie! Oczywiście, że nie stałam się łagodniejsza (śmiech). Moje opowiadania po prostu bardziej skupiają się na zwykłym, codziennym życiu bohaterów. Nie mówią – tak jak powieści – o totalitarnej, nieciekawej przyszłości, próżno się w nich doszukiwać krytyki społecznego ładu oraz wieloznaczności i ukrytego dna. Opowiadają o prostych codziennych sprawach, są bardziej przyziemne niż bazujące na fikcji powieści.

Właściwie dlaczego nie napisała pani powieści, lecz postanowiła o trudnym związku Nell i Tiga opowiedzieć w serii opowiadań?
Zanim zaczęłam w ogóle pracować nad pierwszymi powieściami, zajmowałam się pisaniem opowiadań. Miałam wówczas 17 lat, a to wiek, w którym mało kto myśli o tworzeniu kilkusetstronicowych historii. Ale to było bardzo dawno temu. Teraz jako dojrzała pisarka lubię i tworzę w każdej z literackich form. Poza tym mieszkam w Kanadzie, a tutejszy czytelnik nadzwyczaj ceni sobie opowiadania. Więc dlaczego nie miałabym sprawić mu przyjemności?

Wydawcy podkreślają, że duża część tekstów zawarta w „Moralnym nieładzie” jest autobiograficzna. I faktycznie, znając choć trochę pani biografię, trudno się z tym nie zgodzić…
Za każdym razem, kiedy pojawia się takie pytanie, czuję się nieswojo i zawsze odpowiadam podobnie. W pewnym sensie wszystko, o czym pisarzowi zdarza się pisać, jest autobiograficzne, a to dlatego, że pisarz zanim przelał pewien pomysł, pewną myśl na papier, przez jakiś czas z nią i nią żył. Z drugiej strony nic, o czym pisze, nie może zostać uznane za autobiograficzne, bo pisarz wymyśla sytuacje na nowo, zmienia ich bieg czy sens. W zbiorze „Moralny nieład” faktycznie są historie z mojego prywatnego życia. Są tam opowieści o mojej siostrze. Ale mogę się założyć, że gdyby to ona zaczęła je opisywać, to nie przedstawiłaby ich tak, jak zrobiłam to ja. Nawet ten sam człowiek nie może opowiedzieć jednej historii dwa razy w ten sam sposób, zwłaszcza po latach. Coś, co uważałam za wielką, niewysłowioną tragedię, mając 25 lat, w wieku 45 lat przyprawiło mnie co najwyżej o śmiech – czułam, jakby ktoś opowiedział mi głupi żart. Pan też tak wkrótce będzie miał (śmiech), niech pan tylko poczeka.

Niedługo w Polsce ukaże się wznowienie „Pani Wyroczni”, jednej z najgłośniejszych napisanych przez panią powieści. Ta książka powstała ponad 30 lat temu…
To naprawdę zadziwiające. Jak dawno temu to było?

To pani wczesna, trzecia powieść. Jak ją pani dziś ocenia?
Z całą pewnością czytał ją pan później niż ja i więcej pan z niej pamięta (śmiech). Myślę, że z perspektywy czasu najmniejszego znaczenia nie ma, co dziś myślę o tej książce. Ważne jest to, co myślą czytelnicy, czy wciąż chcą i są w stanie ją czytać, czy się nie zestarzała. Ja wiem tylko, że świetnie bawiłam się, ją pisząc, i potem właściwie do niej nie wracałam. Jednak zawsze gdy czytam coś, co napisałam przed laty, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pisała to zupełnie inna osoba, jakaś obca mi kobieta. Ale przyznaję, że to bardzo miła wiadomość, że wciąż jeszcze ktoś chce drukować „Panią Wyrocznię”.

To znaczy, że powieść w rankingu czytelników i wydawców znajduje się wysoko. A w pani osobistym zestawieniu?
Nigdy, przenigdy nie pokusiłabym się o coś takiego jak tworzenie osobistego rankingu własnych książek. W każdą z nich włożyłam mnóstwo wysiłku, serca, pracy i nie mogłabym mówić, że któraś jest lepsza od innej, i szeregować je w jakiś sposób. To nie byłoby uczciwe względem mnie samej.

Nie ma ani jednej książki, która dziś się pani już nie podoba?
Gdyby tak było, to i tak nigdy i nikomu o tym głośno bym nie powiedziała. Ale proszę mi wierzyć, że nie ma żadnej, o której pomyślałabym: mogłam tego nie publikować. Oczywiście, zawsze myślę, że coś mogłabym zmienić, świerzbią mnie ręce, ale tak naprawdę nigdy bym się na to nie zdobyła, bo to forma bardzo brzydkiego oszustwa. Co prawda ta pokusa zmieniania nigdy nie dotyczy tematu, fabuły książki, ale struktury, budowy zdań, formułowania myśli. Widzę jakieś zdanie, czytam je i nie mogę się nadziwić, że w ten sposób je napisałam. I myślę wtedy: jak mogłam, teraz za żadne skarby nie napisałabym tego w taki sam sposób. Znalazłabym setki innych, lepszych słów i sformułowań, ale nie robię tego.

Margaret Atwood (ur. 1939) – kanadyjska pisarka i poetka. Autorka 18 powieści; w Polsce ukazała się większość z nich, m.in. „Opowieść podręcznej” (1992), „Życie przed mężczyzną” (2003) oraz „Oryks i Derkacz” (2004). Atwood wielokrotnie była wskazywana jako kandydatka do literackiej Nagrody Nobla.