Wystawa w krakowskim Bunkrze Sztuki dokumentuje działania Fluxusu, jednej z najważniejszych grup w historii XX-wiecznej sztuki. Pod koniec lat 50. i w latach 60. wielu twórców szukało sposobów zerwania z dotychczasowymi praktykami w sztuce - a przede wszystkim z kultem artysty i dzieła. Podejmowano próby odejścia od podziałów na tradycyjne dyscypliny - jak muzyka, teatr, sztuki plastyczne. Dopiero jednak Fluxus - pod nieco samozwańczym przywództwem George’a Maciunasa, kompozytora, twórcy akcji i prowadzącego nowojorską AG Gallery - nadał tym wszystkim działaniom radykalny i spójny program.

Opowiadano się wówczas za łączeniem różnych form, mieszaniem gatunków i odejściem od tworzenia tradycyjnie pojmowanych dzieł. Ważniejsze okazywało się samo działanie, wyznaczanie nowych obszarów aktywności. Był to czas happeningów i rozmaitych akcji, poszukiwań dróg przekroczenia granicy między sztuką a codziennością. Na koncertach i festiwalach organizowanych przez Maciunasa spotykali się tak różni twórcy jak Joseph Beuys, Nam June Paik, Ben Vautier czy Yoko Ono. Chociaż Fluxus skupiał artystów ze Stanów Zjednoczonych, Europy Zachodniej i Japonii, to bardzo szybko nawiązano też kontakty z twórcami z krajów komunistycznych. O tych relacjach mówi właśnie wystawa "Fluxus East".

Jest ona - jak piszą organizatorzy - pierwszą "inwentaryzacją" obecności Fluxusu w Europie Środkowej i Wschodniej. Nie jest to łatwa ekspozycja, ale bardzo starannie przygotowana. Dominują na niej dokumenty: fotograficzne i filmowe zapisy koncertów oraz akcji, druki okolicznościowe, wreszcie rozmowy z najważniejszymi osobami związanymi z tym nurtem. Wszystko to razem tworzy ciekawą i daleką od jednoznaczności opowieść.

Fluxus nie przypadkiem trafił do naszej części Europy. George Maciunas, emigrant z Litwy, był zafascynowany eksperymentami radzieckiej awangardy i pragnął przekształcić ten ruch w kolektyw oparty na modelu rosyjskiego LEF (Lewy Front Sztuki) z lat 20. XX wieku. Chciał też przekonać rządzących w ZSRR o ogromnej użyteczności tych radykalnych poszukiwań artystycznych. W liście do Emmetta Williamsa zapewniał, że należy dążyć "do ostatecznego umiejscowienia Fluxusu w Związku Radzieckim". Dodawał, że trzeba przedstawić te działania "jako środek, którego potrzebują, aby przeciwstawić się nadciągającej rewolucji artystycznej".

Na wystawie znalazł się list Maciunasa z 1962 roku adresowany prawdopodobnie do Nikity Chruszczowa. Proponował w nim między innymi organizację cykli wschodnioeuropejskich koncertów artystów związanych z Fluxusem, w tym podróż Koleją Transsyberyjską z występami na poszczególnych stacjach. Trudno się dziwić, że władze komunistyczne - tępiące lub przynajmniej znacząco ograniczające wszelkie poszukiwania artystyczne - nie były zainteresowane tymi dość zaskakującymi propozycjami. Zresztą sami artyści podróżujący do bloku wschodniego sprawiali Maciunasowi poważne kłopoty - jak np. Serge Oldenbourg, który podczas swojego pobytu w Pradze, oddając tamtejszemu żołnierzowi własny paszport, umożliwił mu ucieczkę za granicę (za co zresztą trafił do więzienia).

Na szczęście związki z naszą częścią Europy nie ograniczały się do pomysłów uczynienia Fluxusu oficjalną sztuką. Więcej, to dzięki nieformalnym kontaktom twórczość tych artystów pojawiła się w bloku wschodnim. Znajomość Maciunasa z Józefem Patkowskim, kierującym Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia, sprawiła, że w ramach Warsztatów Muzycznych obok dzieł Henryka Mikołaja Góreckiego i Bogusława Schaeffera wykonywano utwory ważnych artystów związanych z Fluxusem - Johna Cage’a czy Le Monte Younga. Równie istotnie jak kontrakty z środowiskami muzycznymi były związki z artystami i krytykami sztuki z tej części Europy. Doprowadziły one do zorganizowania wielu koncertów Fluxusu: w 1966 roku w Wilnie i Pradze, a w 1969 roku w Budapeszcie. Wreszcie w 1977 roku Jarosław Kozłowski przygotował festiwal Fluxusu w Poznaniu.

Nie można jednak działań artystów z naszej części Europy sprowadzić do naśladownictwa czy kopiowania działań z Zachodu. Było to raczej dostrzeżenie jeszcze jednego obszaru możliwych poszukiwań. Twórcy z Polski, Czechosłowacji, Litwy czy Węgier doszukiwali się w tych ironicznych burzycielach formy odtrutki na absurdalność i ograniczenia wolności w państwach komunistycznych. Vytautas Landsbergis, organizator koncertu wileńskiego (i przyszły prezydent Litwy), pisał wówczas z pewną emfazą: "Znów odnajdujemy przyjemność estetyczną czynności tak prostych jak picie wody". Zresztą same próby prezentacji Fluxusu nie były działaniami bezpiecznymi. Wiązały się z tym represje, mnożono zakazy. Milan Kniżak trafił do więzienia, a Tamasa St. Auby zmuszono do emigracji. Ruch, który w marzeniach Maciunasa miał stać się orężem władzy, zafascynował artystów niezależnych i skłonnych do rebelii.

Szczęśliwie organizatorzy wystawy nie absolutyzują znaczenia Fluxusu dla sztuki w naszym regionie. Ważne jest chociażby podkreślenie, że te wszystkie koncerty i festiwale poprzedziły inne poszukiwania, w tym ważne happeningi Tadeusza Kantora, Milana Kniżaka czy Gabora Altorjayego. A być może bardziej istotne od kilku fluxusowych prezentacji w krajach bloku komunistycznego było stworzenie sieci indywidualnych kontaktów i wymiany między artystami, dostrzeżenia możliwości przekraczania granic politycznych i rozmaitych ograniczeń, m.in. poprzez wykorzystanie innych narzędzi - jak np. poczty - czego świetnym przykładem jest pokazana na wystawie praca japońskiej artystki Mieko Shiomi, która listownie namówiła artystów z wielu krajów do wspólnego działania. W latach 70. i 80. twórcy związani z Fluxusem zaczęli się też coraz częściej pojawiać w mniej oficjalnych galeriach naszej części Europy, przede wszystkim w Polsce (m.in. Galeria Akumulatory 2, Foksal czy Piwna 20/26 w Warszawie), ale także na Węgrzech.

Czy Fluxus to zamknięty rozdział? Chociaż ta twórczość trafiła już do zbiorów muzealnych, to nadal okazuje się ważnym punktem odniesienia dla obecnie powstającej sztuki. W ostatniej części wystawy znalazły się m.in. prace Slave Pianos - grupy artystów z Melbourne - drążące relacje między Vytautasem Landsbergisem a George’em Maciunasem, czy Nomedy i Gediminasa Urbonasów odwołujące się do fluxusowej praktyki wspólnego działania. Wystawę zamyka ironiczny film "Azorro". Artyści siedzą na ławce i trudzą się nad wymyśleniem, co też nowego można jeszcze stworzyć w sztuce. "Wszystko już było" - głosi tytuł pracy. Tylko codzienność nadal zaskakuje.

"Fluxus East. Fluxus w Europie Środkowo-Wschodniej", Bunkier Sztuki, Kraków, wystawa czynna do 23 marca 2008