MAX FUZOWSKI: "Najgorsze baśnie braci Grim” to dość przewrotna pozycja. Poczynając od tytułu, który - choć Grim piszecie panowie przez jedno "m” - sugeruje, że chodzi o niemieckich bajkopisarzy.
LUIS SEPULVEDA:
Jest przewrotny, ponieważ taki jest cały świat. Co więcej, nasi bracia Grim przez jedno "m” żyli na początku XX w. Oczywiście nie byli oni niemieckimi braćmi Grimm, byli kimś innym, mniej znanym, ale bardziej egzotycznym. Zaczęło się od tego, jak w egzemplarzu gazety "Voz del Sur” z Punta Arenas z 1903 r. znalazłem informację, że w posiadłości rodziny Braun miała się odbyć uroczystość, na której grupowo miały zostać ochrzczone dzieci z nieprawego łoża. Wiadomość głosiła, że na uroczystości wystąpią znani payadorzy, czyli śpiewający ludowi - bracia Grim. Zainspirowany tą opowieścią napisałem do Mario Delgado Aparaina: "Bracie, to jest historia, która na nas czekała”. Zdecydowaliśmy powołać do życia braci Grim z jednego tylko powodu: śpiewali źle, ale śpiewali i bronili swego prawa do fałszowania.

W książce niezwykle zręcznie bawią się panowie popkulturą, przetwarzając jej ikony - Charltona Hestona, Humphreya Bogarta czy Johna Wayne’a - na potrzeby powieści.
Jednym z największych sekretów pisarzy jest to, skąd biorą imiona dla swoich bohaterów. Niektórzy inspirują się książkami historycznymi. Inni - wśród których znajduję się ja - w każdym kraju, który odwiedzają, wyrywają kilka stron z książki telefonicznej. Wraz z Mario chcieliśmy zabawić się ikonami, uczynić je bardziej ludzkimi, a nawet bardziej sympatycznymi niż w rzeczywistości. Z drugiej strony, nadając hiszpańskie cechy pewnym imionom (Juan de Dios Wayne), złożyliśmy hołd wielu emigrantom, którzy po przyjeździe do Patagonii tracili swoje nazwisko przez jakiegoś głuchego urzędnika. W Chile żyje pewien świetny pisarz powieści policyjnych, który nazywa się Ramon Diaz Eterovic. Jego dziadek był chorwackim emigrantem przybyłym do Patagonii w 1890 r, nazywał się Miroslav Eterovic, ale urzędnik migracyjny, wyrabiając mu dowód osobisty, zapisał Buenos Dias Eterovic (Dzień Dobry Eterovic - red.) i tak już zostało.

Tworzy pan powieści, opowiadania, książki dla dzieci, reportaże. O czymś zapomniałem?
Ja się niestety nie mieszczę w żadnym gatunku literackim. To nie ja - pisarz - decyduję, w jakiej formie opowiem daną historię. To ona wybiera, jak ma być opowiedziana. Jestem, tak samo jak Mario Delgado Aparain, z generacji Osvaldo Soriana, Roque Daltona, Rodolfo Walsha. Wszyscy oni nie mieścili się w jednym gatunku i potrafili wykraczać poza jego granice. Pewnego razu, spacerując po Turynie razem z wielkim mistrzem Ryszardem Kapuścińskim (obaj byliśmy sędziami nagrody Grinzane Cavour), usłyszałem od niego, że to, co najbardziej mu się podoba we współczesnej literaturze południowoamerykańskiej, to jej nieprzewidywalność. To mi się spodobało. Od tamtej chwili moim ulubionym gatunkiem jest nieprzewidywalność.

A nie opowieść o południowoamerykańskiej duszy? Tym w końcu są pańskie książki, nie wyłączając "Najgorszych baśni braci Grim”.
Jeżeli dusza jest odpowiedzią na to, kim jesteśmy i dlaczego tacy jesteśmy, to jedynymi, którzy mają pełną jasność co do tego, są Słowianie i Chińczycy. Dusza południowoamerykańska jest pełna sekretów. Jesteśmy Indianami, Metysami lub emigrantami, wymieszanymi bardziej lub mniej pomiędzy sobą. Ta książka miała być wierna pamięci wielkiej ikony i mistrza, Hiszpana Ramona del Valle Inclana, który uwolnił literaturę od absurdalnej sakralności i dzięki humorowi uczynił ją poważną. Jorge Luis Borges i Adolfo Bioy Casares też to robili, kiedy wspólnie tworzyli książki podpisane przez niejaką H. Bustos Domeck. Wreszcie - i tu przepraszam za to próżne stwierdzenie - rozdział w "Don Kichocie”, który opowiada o absurdalnych przygodach Sancho Pansy jako gubernatora wyspy Barataria, jest kluczem do "Najgorszych baśni braci Grim”.

Można nazwać tę powieść traktatem o muzyce i poezji?
Gdyby usłyszał nas pan śpiewających, wyrzuciłby nas pan z domu. O poezji - może, przede wszystkim - o pewnej poezji ludowej, która przepełniona jest magią. Pewnego razu w jednej wsi w głębokiej prowincji Argentyny musiałem być obecny na spektaklu patriotycznym, z wciąganiem flagi na maszt, hymnem narodowym i tym podobnymi, aż tu nagle jakiś tamtejszy poeta zadeklamował kilka wersów w hołdzie lokalnemu bohaterowi. Wersy brzmiały: "I po tych ulicach przeszedł człowiek i żołnierz, krokiem pewnym i drżącym”. Pewnym i drżącym? To jak on chodził? Ale te absurdalne wersy dobrze brzmiały i ludzie płakali ze wzruszenia. To jest magia, którą ma pewien typ poezji, a bracia Kain i Abel Grim są poetami tego stylu.

Mimo że to książka zabawna, nie unika w niej pan trudnych tematów. Powraca pan w niej do polityki, która zawsze miała dla pana niebagatelne znaczenie.
Polityka jest częścią życia, jest nie do uniknięcia, jest wszechobecna. A bracia Grim prezentują punkt widzenia, który my podzielamy.

Choć nie pisze pan o tym bezpośrednio, wygląda na to, że są zwolennikami rządów, jakie mamy dziś w Wenezueli - Hugo Chaveza czy w Boliwii - Evo Moralesa. To politycy lewicowi i antyamerykańscy. Wielu uważa, że wkrótce doprowadzą oni swoje państwa do upadku ekonomicznego.
Kim są ci, co mówią, że Chavez i Morales doprowadzą swoje kraje do upadku ekonomicznego? Ci sami, którzy wprowadzili chaos w Iraku? Ci sami, którzy pozwalają na interwencjonizm Amerykańskiej Rezerwy Federalnej, aby uratować swoje banki przed bankructwem? Rzeczywistość jest skomplikowana i nie ogranicza się do pro- czy antyamerykanizmu.

Wygląda na to, że w dalszym ciągu jest pan zagorzałym socjalistą.
Oczywiście, wierzę w wartości, które składają się na socjaldemokrację. Hiszpania jest dziś najlepszym przykładem tego, jak ważne są te wartości. Dzięki nim funkcjonuje prawdziwa wolność obywatelska, możemy żyć w laickim państwie i tworzyć zdrowe społeczeństwo obywatelskie.

Dawniej wierzył pan w komunizm. Dziś już nie?
Dziś na komunizm patrzę ze złością. To było oszustwo, imperium podporządkowanych średniaków, zaprzeczenie utopii.

Luis Sepulveda (ur.1949) - mieszkający w Hiszpanii chilijski pisarz, działacz polityczny i ekologiczny. Po przewrocie Augusto Pinocheta w 1973 r. został skazany na 28 lat więzienia. Po trzech latach karę zamieniono na wygnanie. Brał udział w rewolucji przeciw reżimowi Somozy w Nikaragui. W Polsce ukazała się blisko połowa jego książek, m.in. "Dziennik sentymentalnego killera”, "Express Patagonia” i "Przegapienia”.