Patrząc na bardzo wyrafinowane plastycznie i bardzo dobrze zagrane przedstawienie Eweliny Pietrowiak zastanawiałem się, jak to jest z tym targetem. Niby przedstawienie dla dzieci, ale uderza często w poważny ton.

To przecież nie tylko opowieść o ludzkiej głupocie ceniącej bardziej sztuczność od rzeczy pięknych. Ta baśń Andersena na scenie Guliwera nabrała także innych znaczeń. Dworskie intrygi, schlebianie władzy " brzmi to wszystko niepokojąco znajomo. Przedstawienie z Guliwera pokazuje, że i w teatrach lalkowych opowiada się czasem " jak to napisał niegdyś Mieczysław Jastrun " "bajki, lecz dla dorosłych drani, nie dla dzieci".

Ten spektakl budzi nawet tęsknotę, by reżyser popróbowała kiedyś swoich sił z lalkami. Należy ona do wąskiej grupy młodych artystów, którzy szukają sposobu, by o świecie opowiedzieć scenicznym znakiem. I takich formalnych igraszek jest w tym przedstawieniu całkiem sporo. Słowik nie ćwierka, lecz odzywa się przepięknym sopranem Justyny Samborskiej, podczas gdy ten fałszywy popiskuje zgrzytliwą muzyczką, sam zaś błyskającymi diodami przypomina tandetnego graja z jakiegoś równie tandetnego hipermarketu. Z radością patrzy się na scenografię wykorzystującą motyw rozkładanych wachlarzy. Tworzą one i las, i dekorację cesarskiego dworu. Wreszcie oddech od pseudokonstruktywizmu ostatniej dekady, tej orgii metalu i plastiku zaśmiecającego nasze sceny.

Jest "Słowiku" kilka ról, które zapadają w pamięć. Muzyk intrygant Tomasza Kowola, bardzo dobra rola Stolnika (Georgi Angiełow), nade wszystko zaś wzruszający cesarz Jacka Kissa, który z roli cesarza zrobił naszkicowane kilkoma kreskami studium ludzkiej samotności, strachu przed przychodzącą śmiercią. W Guliwerze potraktowano i młodych, i starszych widzów poważnie, bez kokietowania i upupiania.

p



Frantiszek Pavliczek, "Słowik wg Hansa Christiana Andersena". Przekład: Krzysztof Niesiołowski. Reżyseria: Ewelina Pietrowiak. Scenografia: Szymon Gaszczyński. Teatr Guliwer, Warszawa.